FRONTSIDE

Live Nation 2077, czyli rzecz o monopolu

Cyberpunkowa wizja kilku korporacji, które kontrolują zdecydowaną większość ludzkiej działalności, stała się już mniej więcej rzeczywistością. Oczywiście do pełnej dystopii brakuje jeszcze trochę, ale o to zadba zmiana klimatu (do której zresztą te korporacje się mocno przyczyniają).

Nie jest tajemnicą, że późny kapitalizm nie dąży do konkurencji, a do monopolu. Oczywiście świat muzyki również poddaje się tym tendencjom i akurat dzisiaj nie będziemy mówić o majorsach i streamingu, a o jednym konkretnym Lewiatanie, który pożera rynek koncertowy - Live Nation.

 

Amerykański gigant kupił niedawno Go Ahead, polską agencję promotorską, która między innymi współorganizuje festiwal Spring Break. Poznański festiwal już od jakiegoś czasu odchodził od swojej pierwotnej roli - festiwalu showcase'owego, gdzie mogą pokazać się mało znane projekty, a ludzie z branży mogą chociaż przez chwilę udawać, że wykonują swoją pracę, a nie patrzą na lajki i followersów - w stronę kolejnego nudnego wydarzenia, na którym zobaczymy The Dumplings symfonicznie. Transakcja z kapitalistycznego piekła rodem tylko ten trend wzmocni. O ile Spring Breaka szkoda mi umiarkowanie (chociaż fajnie by było mieć sensowny, showcase'owy festiwal), tak sam fakt wchodzenia Live Nation na kolejne tereny jest niepokojący.

Korporacyjny Behemot w 2010 roku połączył się z Ticketmasterem, czym wywołał trochę niepokoju - ale administracja Obamy, która zatwierdziła umowę, sprawę bagatelizowała, używając starych jak sam kapitalizm kłamstw: Będzie wystarczająco dużo miejsca dla silnej konkurencji. Dawid pokonał Goliata tylko w Biblii i dzisiaj Live Nation kontroluje ponad 80% rynku sprzedaży biletów online, inwestuje w areny koncertowe i duże festiwale (na przykład w Wielkiej Brytanii ma kontrolę nad ponad 25% festiwali, w których uczestniczy więcej niż pięć tysięcy osób, w Australii kontroluje między innymi dwa największe festiwale), prowadzi management ponad pięciuset artystów i artystek, od Madonny po Lil Wayne'a. Nie dziwi zakup Go Ahead - po zdominowaniu rynku amerykańskiego, przyszedł czas na te mniejsze. A Polska, gdzie kapitalistycznych okupantów wita się czerwonym dywanem i przygłupią radością (ze zdumieniem obserwowałem pozytywne reakcje z zakupu Go Ahead wśród znajomych z branży), to łatwy łup.

 

Ktoś powie: Hej, ale to przecież nawet wygodne, że można kupić bilety od jednej firmy! Tak, to wygodne. Ale Live Nation ma również monopol na organizowanie tras wielkich gwiazd. Czy sprawdzaliście ostatnio ceny biletów na duże nazwiska? A może nawet śmialiście się, że Golden Circle (dużo droższe miejsca, tradycyjnie zaraz przy scenie) zajmuje teraz trzy czwarte płyty stadionu? Drażnią was ci sami artyści i artystki na wielkich festiwalach? To właśnie efekty tego monopolu. Jeśli jedna firma kontroluje sprzedaż biletów; miejsca, w których koncerty się odbywają, a dodatkowo organizuje te koncerty i prowadzi management artystyczny, to mamy problem.

W teorii Live Nation nie łamie zapisów tak zwanego Sherman Antitrust Act, który ma zapobiegać tworzeniu monopoli. Ale to technikalia stosowane uznaniowo, dodatkowo osłabione kompletnym brakiem woli politycznej wobec wielkich korporacji. Dzisiaj nawet osoby z administracji Obamy, które zgodziły się na fuzję Ticketmastera z Live Nation mówią, że giganta należy rozbić na mniejsze firmy. Ale Stanami Zjednoczonymi rządzi administracja Trumpa, czyli ludzie, którzy zbudowali swoje absurdalne majątki na najgorszych korporacyjnych praktykach. Live Nation będzie budować swoją potęgę na całym świecie, słowami swojego CEO, Michaela Rapino: Rihanna wyprzeda koncert wszędzie, to część naszego unikalnego modelu. Oj, przepraszam, trochę mi się ulało - to nie jest unikalny model, a model opresyjny i niesprawiedliwy. I bardzo powszechny.

 

Wyjdźmy poza świat arenowego popu, który nie każdego może obchodzić. Przykład Live Nation pokazuje ogólny problem z naszym systemem ekonomicznym, który kompletnie uprzywilejowuje gigantów, bezkarnie pożerających i wykorzystujących maluczkich, niszcząc i drenując lokalne rynki. Google, Facebook, Amazon, Nestle i tak dalej mają wolną rękę w kompletnej dominacji nad różnymi aspektami ludzkiej działalności. Musimy na to zwracać uwagę, bo dopiero wtedy stanie się to jakąś kwestią polityczną - obecnie w Stanach Zjednoczonych (ale i w Polsce przecież też) rządzą ludzie, którzy nie tylko nie widzą problemu z monopolami, ale czerpią z nich zyski. Jedna Elizabeth Warren (amerykańska senatorka, która chce rozbić technologicznych gigantów) wiosny nie czyni, ale takich polityczek i polityków może być więcej. Czego sobie i wam życzę, bo naprawdę nie chcę żyć na świecie, gdzie większość oferty koncertowej to zdecydowanie za drogie występy gwiazd umęczonych trasami w chomącie Live Nation.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive