Kurt Vile: Nie można zmuszać się do tworzenia muzyki

Kurt Vile ma w sobie coś przyciągającego. Pozorna monotonia jego psychodelicznych folk-rockowych piosenek stwarza atmosferę błogości, melancholii i szczęścia. Muzyk po trzech latach od swojego występu na Open'erze wraca do Polski, by zagrać 19 czerwca w warszawskim klubie Proxima.

Barbara Skrodzka: Kilka lat temu miałam okazję usłyszeć ciebie po raz pierwszy, na Open'erze. Cieszysz się na powrót do Polski?

Kurt Vile: Bardzo, ponieważ będzie to mój pierwszy koncert klubowy w Polsce, a nie festiwal. Jestem podekscytowany! W Warszawie na pewno możecie oczekiwać dobrego, rockowego show.

 

Co jest dla ciebie najważniejsze, gdy stoisz na scenie i grasz przed tysiącami ludzi na całym świecie?

Nie jestem osobą, która jest dobra w uczeniu się języków [śmiech], więc na scenie po prostu jestem sobą - gram i próbuję wytworzyć pewnego rodzaju więź między ludźmi. Kiedyś byłem nieśmiały i nie patrzyłem publiczności prosto w twarz, teraz jeżeli koncert idzie dobrze i jestem blisko z ludźmi, to patrzę im w oczy.

Powoli zbliżasz się do czterdziestki, dotknął cię już kryzys wieku średniego?

Nie wydaje mi się. Dobrze mi w wieku, w którym teraz jestem, kiedy mam dzieci i mieszkamy w domu położonym pośród lasów w Filadelfii. Wydaje mi się, że moja kariera jest w innym miejscu niż wtedy, gdy startowałem - w wieku dwudziestu lat czy później, w wieku trzydziestu lat. To trochę inne czasy. Nie jest tak, jak w szalonych latach 70. czy 80., gdzie ludzie szastali pieniędzmi i żyli według zasad rock'n'rolla. Jestem szczęśliwy, że żyję własnym życiem i gram. To jedyne, co chciałbym robić. Te lata są dla mnie znacznie bardziej interesujące. Oczywiście czasem czuję, że się starzeję, na przykład siwieją mi włosy [śmiech]. Ostatnio po raz pierwszy je przefarbowałem, nigdy wcześniej tego nie robiłem.

 

Jesteś usatysfakcjonowany z tego, gdzie teraz się znajdujesz czy może szukasz innych wyzwań?

Czuję satysfakcję z tego, że nadal gram i tworzę muzykę. Zawszę staram się znaleźć sposób na to, żeby dotrzeć do nowych ludzi, tworzyć nową muzykę i grać w miejscach, w których jeszcze nie grałem. Wyjątkowe płyty powstają dzięki różnorodnym inspiracjom albo przez przypadek, gdy natknę się na coś niespodziewanego. Nigdy nie wiem, co się wydarzy, dopóki nie skończę tego w całości. Nie jestem dobrze zorganizowaną osobą, dawniej kiedy nie pisałem nowej muzyki, codziennie zastanawiałem się, dlaczego właściwie tego nie robię. Teraz mnie to nie obchodzi. Cieszę się z czasu, kiedy nie piszę. Muzyka powinna wypływać naturalnie, z inspiracji, nie można się do niczego zmuszać.

Wydałeś już osiem albumów i niezliczoną ilość EP-ek. Uważasz się za pracoholika?

Przez pewien czas byłem pracoholikiem, ale teraz nie śpieszy mi się z kolejną płytą. Staram się znaleźć takie rozwiązanie, żeby zrobić ją w domu. Zazwyczaj pracowałem nie tylko u siebie, ale także w różnych miejscach w Stanach Zjednoczonych, ale teraz robię wszystko wolniej. Na ostatnim albumie ["Bottle It In"] chciałem przekazać mój własny komunikat. Teraz czuję, że mogę się zrelaksować. Będę pracował nad kolejną płytą, ale nie czuję pośpiechu.

 

Co robisz, gdy masz czas wolny?

Po prostu siedzę w domu, słucham płyt, czytam książki, spędzam czas z rodziną. W miejscu, gdzie mieszkam nie ma za dużo rzeczy, które można robić, jest tu dużo drzew... Podoba mi się ten slow life.

 

Jaka jest najcenniejsza rzecz, której nauczyłeś się będąc muzykiem?

Nauczyłem się bycia wyluzowanym i naturalnym tak bardzo, jak tylko jest to możliwe i niczego nie robić na siłę, bo wtedy łatwo można się pogubić. Nauczyłem się też występować przed ludźmi i czerpać z tego radość - kiedyś byłem nerwowy i skrępowany na scenie. Teraz wychodzę i jestem naturalny. Czuję, że końcu jestem w miejscu, gdzie powinienem być.

 

Masz jakieś ulubione miejsce w Europie, do którego chciałbyś wrócić?

Kilka dni temu graliśmy na Primavera Sound w Barcelonie. Nie byłem tam już od bardzo dawna, dlatego byłem podekscytowany możliwością powrotu, to zdecydowanie moje ulubione miejsce.

 

Kurt Vile & the Violators wystąpią 19 czerwca w klubie Proxima w Warszawie, więcej informacji znajdziecie TUTAJ.

fot. Jo McCaughey

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive