Whenyoung: Praca muzyka nie sprzyja zdrowiu psychicznemu

Debiutancki album Whenyoung ("Reasons to Dream") ukazał się 24 maja i jest czymś, na co warto zwrócić uwagę. To kolejny kamień milowym w podróży, która dla Whenyoung rozpoczęła się w Limerick - po kilku latach grania w różnych zespołach na lokalnej scenie, w końcu wszyscy znaleźli się w Londynie i sprecyzowali swoje brzmienie.

Barbara Skrodzka: Widziałam was w Londynie, kiedy graliście przed Sundara Karmą. Zaskoczyła mnie publiczność - przyszło wiele osób w wieku piętnastu-osiemnastu lat. Wasi słuchacze również są tak młodzi?

Niall Burns: Nasza publiczność jest podobna, to zazwyczaj nastolatki. Rozpiętość jest szeroka, od dzieci do trochę starszych ludzi, ale przyjemnie jest grać przed młodą publicznością, oni bardzo kochają muzykę, nie osądzają nikogo i dobrze się bawią.

Wasze piosenki brzmią bardzo wesoło i radośnie, ale kiedy wsłuchuję się w tekst, to odkrywam, że są jednocześnie dość mroczne. "Future" opowiada historię jednego z waszych bliskich przyjaciół, który tragicznie odebrał sobie życie. Czy ty także zmagałeś się z takimi mrocznymi uczuciami?

Tak, miałem takie uczucia, ale nie w bardzo ekstremalnym stopniu. Kiedy mówisz o takich rzeczach, otwierasz się przed przyjaciółmi i zdajesz sobie sprawę, że właściwie każdy się z tym zmaga, ale z pewnego powodu ludzie boją się o tym mówić. Ludziom wydaje się, że każdy może poradzić sobie z tym sam, ale to choroba i im więcej mówi się o tym otwarcie, tym lepiej. To jest bardzo ważne w przemyśle muzycznym. Sposób, w jaki żyjemy nie sprzyja utrzymaniu dobrego samopoczucia psychicznego. Kiedy koncertujesz, może być bardzo ciężko, ale musisz po prostu rozmawiać z ludźmi, wtedy poczujesz się lepiej. Wielu moich znajomych cierpiało z tego powodu. Wielu muzyków z młodego pokolenia mówi o tym, na przykład Sam Fender, który ma ogromną siłę i myślę, że zarówno dla jego publiczności, jak i dla naszej jest to ważne. Wydaje mi się, że starsze pokolenia nie podchodzą poważnie do depresji. Wiadomo, zależy to od charakteru, ale młodzi ludzie są bardziej otwarci. Wiele osób nie szuka pomocy i nie kończy się to dobrze.

 

Muzyka pomaga waszym fanom?

Chyba tak. Otrzymujemy wiadomości i czasami po koncertach, gdy wychodzimy spotkać się z ludźmi, wielu z nich mówi nam o tym. Część z nich może przechodzić przez podobne problemy, dlatego grając w zespole, w pewnym sensie otwierasz się i pozwalasz ludziom zajrzeć do środka. To ich łączy i dzięki temu mogą poczuć się silniejsi.

Dorastałeś w pobliżu Limerick w Irlandii, jakim byłeś dzieckiem? Szalonym i niemartwiącym się o nic czy może odczuwałeś jakiś wewnętrzny niepokój przed przyszłością?
Byłem dość zagubiony, kiedy dorastałem. Szkoła, do której chodziłem była bardzo męska i zachęcała do grania w piłkę nożną albo rugby. Wszyscy byli ubrani tak samo i myśleli tak samo. Kiedy nie wpasowujesz się w ramy, to może być ciężko, możesz czuć się samotny i masz wrażenie, że jest z tobą coś nie tak. Dlatego zawsze patrzyłem na większe miasta, jak Londyn, gdzie teraz żyjemy, bo uważałem, że jest tam więcej otwartych ludzi. Wydaje mi się, że ludzie starają się uciec z małych miejscowości i szukają przyjaźni. Miejsce, w którym dorastaliśmy jest dość małe i wszyscy oczekują od ciebie, że będziesz prowadził normalne życie, chodził na uniwersytet, do pracy i weźmiesz ślub. To niesamowite, że odnaleźliśmy się z pozostałymi członkami zespołu, ponieważ myślimy podobnie.

 

Lubię Londyn, ale jest też trochę przygnębiający...

To prawda, trochę taki jest, ale kocham w nim to, że jest tak duży i to, że możesz czuć się w nim bardzo anonimowo. Chodzenie do miejsc, w których ludzie cię nie znają jest bardzo orzeźwiające. Także różnorodność społeczności jest bardzo rozległa. Możesz chodzić do różnych klubów, poznawać inne zespoły, artystów, ludzi zajmujących się fotografią lub filmem. To jest bardzo inspirujące.

 

24 maja wydaliście debiutancki album - "Reasons To Dream", a jakie jest twoje największe marzenie?

Wydaje mi się, żeby być po prostu szczęśliwym. Nie marzę o pieniądzach i rzeczach tego typu. Myślę, że nazwa albumu związana jest z łączeniem się, byciem częścią czegoś, a nie posiadaniem dużego domu. Chciałbym mieć duży dom, ale nie jest to dla mnie aż tak ważne [śmiech]. Chciałbym być szczęśliwy i dalej robić to, co robimy. Mamy niesamowitą pracę i chciałbym podróżować, żeby jak najwięcej ludzi mogło się z nami połączyć.

Kiedy byłam dzieckiem, marzyło mi się zostanie gwiazdą rocka. Jak długo musieliście pracować na to, żeby wasze marzenia stały się rzeczywistością?

To była ciężka walka. Londyn jest bardzo konkurencyjnym miejscem. Musisz pracować na pół etatu albo na cały etat. Żeby mieć pieniądze, musisz mieć kilka prac o dopiero później możesz skoncentrować się na swojej sztuce. Było ciężko. Jeśli naprawdę wierzysz w to, co robisz, to po prostu musisz robić to dalej, bo ciężka praca jest jedną z najważniejszych rzeczy. Nigdy nie myśleliśmy o poddaniu się. Zawsze podobały lubiliśmy nasze piosenki i uważaliśmy, że robimy dobrą robotę. Jest wiele osób, które są niesamowitymi artystami, ale poddały się, a dla nas to nigdy nie było opcją. W ubiegłym roku podpisaliśmy umowę z wytwórnią, więc teraz muzyka jest naszą pracą.

 

Bardzo mi się podoba wasz wygląd na scenie. Zazwyczaj nosicie ubrania w określonym kolorze, dzięki czemu wyraźnie was widać i nie wtapiacie się w scenografię albo czarne tło.

To po prostu ubrania, które nosimy na co dzień... Nie powiedziałbym, że chcemy się wyróżnić. Nie wiem. To dobre pytanie. Wszystkie moje ulubione zespoły mają styl i estetykę, więc jest to naturalne, żebyśmy to też robili. Może jest to chęć wyróżnienia się, ale nieświadoma.

 

Muzyka jest to dla was sposobem wyrażenia siebie, sztuką czy może chęcią uświadamiania ludzi?

Wszystko po trochu. Czasami ciężko prowadzić zespół, gdy nie ma się pieniędzy i nie ma się z czego zapłacić czynszu, więc musisz robić coś innego, ale muzyka jest też jak proces leczenia. Nie mam odpowiedzi na to pytanie, bo nie wiem, dlaczego to robię. Po prostu to robię i nie wiem jak to zatrzymać. Nigdy nie myślałem, żeby robić cokolwiek innego.

Nawet w wieku sześćdziesięciu lat?

Tak mi się wydaje - muzyka jest dla mnie bardzo ważna i skupia ludzi razem. Jestem jednocześnie świadom, że istnieją ważniejsze rzeczy na świecie. Może chciałbym robić coś, co pomoże ludziom w jakiś realny sposób? Nie wiem, nie jestem dobry w myśleniu na przyszłość. Chciałbym robić inne rzeczy, ale jeszcze o tym nie myślałem.

 

Po sezonie festiwalowym macie zamiar grać koncerty w innych krajach Europy?

W tym momencie wiem, że będziemy grać ponownie w Wielkiej Brytanii jesienią, chcielibyśmy też powrócić do Ameryki. Wiem, że dużo osób w Turcji i Szwecji słucha naszej muzyki. Mam nadzieję, że ludzie w Polsce także, ponieważ chciałbym tam zagrać. Graliśmy trasę europejską, ale nie byliśmy niestety w Polsce jako zespół. Ja odwiedziłem Polskę kilka razy prywatnie, byłem w Poznaniu, w Gdańsku i kilku innych miejscach. Bardzo mi się podobało. Powinnaś powiedzieć o nas wszystkim swoim znajomym! [śmiech]


fot. Gwenaëlle Trannoy

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive