Profesor. Depp w formie i niewiele ponadto

61%

Ostatnie chwile śmiertelnie chorych, którzy na finiszu postanawiają dokonać osobistej rewolucji to temat dobrze udokumentowany w filmie fabularnym, w tym zakresie "Profesor" żadnych dyskusji nie sprowokuje. Może być natomiast pretekstem do dyskusji na temat współczesnej krytyki filmowej.

Analiza kontekstualna jest nie tylko ważna, w niektórych przypadkach decyduje o postrzeganiu dzieła w korzystnym świetle. Czy jedyny album Sex Pistols byłby ceniony, gdyby powstał dzisiaj? Czy "Kler" w równym stopniu poruszy widza z chińskiej prowincji? Czy "W drodze" Jacka Kerouaca robiłoby równie duże wrażenie, gdyby nie powstało na bazie prawdziwych wydarzeń? Kontekst związany z "Profesorem" ma jednak inny wymiar, sprowadza się do pozaekranowych kłopotów odtwórcy głównej roli, Johnny'ego Deppa.

Nie będę zajmował stanowiska w rozwodowym sporze pomiędzy Deppem a Amber Heard, to zadanie dla sądu, na ręce którego obydwie strony złożyły dziesiątki materiałów dowodowych. Niesprawiedliwością jest natomiast tworzenie argumentu na niekorzyść całego filmu na bazie oskarżeń wystosowanych pod adresem jego pierwszoplanowego aktora. Depp jest na cenzurowanym nie tylko z powodów cywilnoprawnych, ale również ze względu na fatalny wybór ról od niemal dekady, przynoszenie dotkliwych strat producentom i granie na jedno kopyto - odtwarzanie Jacka Sparrowa w kolejnych inkarnacjach czy to w "Jeźdźcu znikąd", czy "Bezwstydnym Mortdecaiu". "Profesor" tym bardziej zasługuje na zauważenie, bo to przypomnienie tego dawnego Deppa, znanego ze skromnych filmów pokroju "Rozpustnika" albo "Odważnego".

 

Depp o problemie z doborem ról i własnym aktorstwem doskonale wie, a w ostatnich latach z różnym skutkiem próbował odkupić winy. Świetnie zagrał w "Pakcie z diabłem", ale sam film okazał się co najwyżej średnią powtórką z kina gangsterskiego; jeszcze lepiej wypadł w drugoplanowej roli w "Morderstwie w Orient Expressie", a jego Gellert Grindelwald był najmocniejszym punktem "Fantastycznych zwierząt: Zbrodni Grindelwald". Wiele wskazuje na to, że wraz z próbami powrotu do formy nasilają się próby wyeliminowania Deppa z Hollywood. Coraz częściej mówi się o usunięciu go z filmowego świata J.K. Rowling, choć ona sama wstawiła się za nim; kinowa premiera "City of Lies" (historia rozpracowywania zabójstw Tupaca Shakura i Biggiego) została odwołana i także "Profesor" na duże ekrany nie trafi, a szkoda, do Depp dowodzi w nim, że nie musi być przerysowanym komediantem, wciąż potrafi po mistrzowsku odegrać rolę dramatyczną.

Johnny Depp to jednak za mało, żeby cały film mógł wznieść się ponad przeciętność. Oceny krytyków amerykańskich zdecydowanie są przesadzone i nacechowane emocjonalnym podejściem do aktora (średnia na Metacritic to w tej chwili 38, na Rotten Tomatoes okrągłe 0%, z kolei widzowie przyznali odpowiednio 7,4 i 77%), ale z drugiej strony nie da się zaprzeczyć, że ten wyciskacz łez podąża wydeptaną ścieżką i trudno odnaleźć w nim choćby krztę oryginalności. Wayne Roberts (reżyser i scenarzysta) doprawia dość schematyczną historię wątkami o tematyce społecznej - drobnymi komentarzami czy uszczypliwościami deklaruje swojego poglądy, do czego chyba wszyscy reżyserzy pod koniec drugiej dekady XXI wieku czują się zobowiązani.

 

Mamy tutaj córkę wyznającą, że jest lesbijką i dwojaką reakcję rodziców - wspierającego ojca i matkę przekonującą, że to tylko "faza"; ojca zarzucającego matce zbyt prawicowe poglądy, ale jednocześnie odcinającego się od drugiej skrajności i dyskredytującego studentkę łączącą każdy temat z kwestiami płci i feminizmu; najwymowniejsza jest z kolei scena w kościele, gdzie Richard (postać Johnny'ego Deppa) przytula najlepszego przyjaciela i stwierdza: To dziwne, jak bardzo zwyczajne wydaje się przytulanie drugiego faceta w kościele. Te momenty "Profesora" również wydają się dziwnie zwyczajnie, jakby świat taki po prostu był. Realia są interesujące, dramatyzm wiarygodny, nawet zdjęcia i muzyka mają rozmach typowe dla oscarowego filmu, brakuje tylko najważniejszego składnika - niesztampowej fabuły.

Jeżeli wierzycie jeszcze w Johnny'ego Deppa aktora, warto sięgnąć po "Profesora" właśnie dla jego świetnego występu. Jeżeli jednak liczycie na dramat, który odciśnie na was piętno i skłoni do refleksji, możecie poczuć się rozczarowani. Pomimo usilnych prób, Wayne Roberts jeszcze nie potrafi wykrzesać z siebie wystarczająco przejmującej historii, ale nie będzie zaskoczeniem, jeżeli któregoś dnia stworzy coś na miarę "Green Book", czyli niekoniecznie wiekopomne dzieło, ale dzieło, które zgarnie mnóstwo nagród, z Oscarem na czele.


Profesor

Tytuł oryginalny: The Professor

USA, 2018

Global Road Entertainment

Reżyseria: Wayne Roberts

Obsada: Johnny Depp, Rosemarie DeWitt, Odessa Young


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive