VHS: Towarzystwo. Kiedy Peele spotkał Cronenberga

91%

Horror nie zawsze musi straszyć. Czasami może śmieszyć ("Armia ciemności"), kiedy indziej smucić ("Smętarz dla zwierząt" - ten starszy) albo nawet obrzydzać, a niewiele filmów jest równie ohydnych, co "Towarzystwo", które właśnie obchodzi trzydziestolecie.

Nikt tego filmu nie chciał wyreżyserować. Brian Yuzna pierwsze kroki w branży stawiał jako producent i wraz z Stuartem Gordonem stworzył kultowego "Re-Animatora", a także równie udane, choć mniej popularne "Zza światów". Gordon postanowił później pójść własną ścieżką, a chętnych do zekranizowana dziwacznego scenariusza Ricka Fry'a i Woody'ego Keitha brakowało, mimo że w pierwotnej wersji był to zupełnie zwyczajny slasher z religijną sektą jako zbiorową antagonistą. Yuzna wykazał się jednak sprytem i jako posiadacz praw do zrealizowania kontynuacji "Re-Animatora", od razu zażądał kontraktu na dwa filmy. Pierwszy z nich to właśnie "Towarzystwo", które ostatecznie zostało jego reżyserskim debiutem.

Z tak wielką kontrolą w rękach, Yuzna postanowił odejść od schematów i unaocznić swoje najmroczniejsze wizje. Inspirowały go między innymi prace Salvadora Dalego (szczególnie "Wielki masturbator"), "Inwazja porywaczy ciał" i przedziwna działalność japońskiego twórcy znanego jako Screaming Mad George, którego zaprosił zresztą do współpracy przy tym i wielu kolejnych filmach. Joji Tani - jak naprawdę nazywa się azjatycki artysta - to osoba w pełni odpowiedzialna za najpaskudniejsze momenty "Towarzystwa". Rozpływające się ciała, przenikające siebie nawzajem, rozpuszczające i stygnące w przedziwnych pozach, całe to obrzydlistwo jest jego zasługą i wytyczyło nowe standardy w body horrorze.

Popis kreowania imponujących praktycznych efektów specjalnych to przede wszystkim druga połowa filmu i sama w sobie zobowiązuje fanów gatunku do sięgnięcia po tak wyjątkowe dzieło, ale na szczęście to nie wszystko - treść jest równie istotna, co forma. To historia o paranoi i wykluczeniu poruszająca kwestię relacji pomiędzy klasami społecznymi (dlatego tytuł oryginalny jest celniejszy, bo "society" może oznaczać i tajne towarzystwo, i po prostu społeczeństwo), a w dodatku zakończona w sposób nasuwający więcej pytań niż odpowiedzi. Gdyby nie aura lat 80. i specyficzna dla tego okresu dawka kiczu, można by ustawić "Towarzystwo" w jednym rzędzie z dzisiaj bardzo popularnymi zaangażowanymi filmami grozy ze wskazaniem przede wszystkim na "Uciekaj!" Jordana Peele, którego scenariusz jest uderzająco podobny.

Brian Yuzna nigdy nie bał się przesuwania granic złego smaku, ale nigdy też nie zdołał dosięgnąć poziomu, jaki wyśrubował przy swoim pierwszym filmie. W 1989 roku "Towarzystwo" zbierało niezłe oceny, ale z dzisiejszej perspektywy można mówić o dziele, które wyprzedzało swoje czasy - łączyło aktualne tematy społeczne z grozą, tematykę refleksyjną spod znaku Jordana Peele z wywołującym mdłości obrzydlistwem, przy którym fantazje Davida Cronenberga zdają się równie niewinne, co "Pora na przygodę". To pozycja przeznaczona wyłącznie dla zaawansowanych odbiorców horroru, których żołądki są już odpowiednio zahartowane, a głowy na tyle otwarte, że potrafią rozszyfrować przekaz reżysera ukryty pod grubą warstwą lateksu, gumy, sztucznej krwi i mimo wszystko prostej rozrywki. W mojej kolekcji kaset VHS "Towarzystwo" zawsze będzie zajmować wyjątkowe miejsce, a trzydzieste urodziny to idealna okazja, żeby odświeżyć ten zapomniany klasyk.


Towarzystwo

Tytuł oryginalny: Society

USA, 1989

Society Productions Inc.

Reżyseria: Brian Yuzna

Obsada: Billy Warlock, Devin DeVasquez


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive