Lion: Żyłam w krainie czarów

Lion, czyli Beth Lowen, śpiewa i gra od trzynastego roku życia. Zadebiutowała rok temu z utworem "Self Control", natychmiast oczarowując szereg świeżoupieczonych fanów fantastycznym, przypominającym Janis Joplin wokalem. Niedawno brytyjska wokalistka po raz pierwszy wystąpiła w Polsce.

Barbara Skrodzka: Grałaś na Gali Płyty Rocku Antyradia, to twój pierwszy występ w Polsce. Jak oceniasz reakcję publiczności?

Beth Lowen: To był dla nas szok! Graliśmy tu po raz pierwszy, ale publiczność śpiewała razem z nami. Nie wiedzieliśmy co jest grane! Kocham polską publiczność, skakali, krzyczeli, klaskali.

 

Kiedy zaczęłaś na poważnie interesować się muzyką?

Mój tata gra, jest muzykiem komediowym. To on zainteresował mnie gitarą, kiedy byłam młodsza. Mama śpiewa, ale głównie po kilku drinkach - ma niesamowity głos. Każdy w naszej rodzinie śpiewa, mieliśmy najgłośniejszy dom w okolicy. Nigdy nie chodziłam do szkoły muzycznej, ale w wieku około trzynastu lat zaczęłam grać małe koncerty w pubach i barach. Później przeprowadziłam się na jakiś czas do Francji i tam pracowałam jako stały muzyk w jednym z barów. Trochę podróżowałam, pojechałam do Australii, ale cały czas grałam. W końcu pomyślałam, że powinnam zajmować się muzyką na poważnie, więc zamieszkałam w Londynie i zaczęłam traktować granie na serio.

Skład zespołu zmieniał się przez ostatnie lata, jak długo formowałaś ten obecny?

Lion istnieje od trzech lat, licząc od momentu, kiedy wzięłam się za muzykę na poważnie, a zespół, z którym teraz gram uformował się w 2019 roku. Jeszcze w styczniu nawet się nie znaliśmy, ale teraz jesteśmy jak rodzina.

 

Jak poznałaś chłopaków, którzy teraz z tobą grają?

Inne osoby po prostu zarekomendowały mi kilku muzyków. Spotkaliśmy się i od razu zakochaliśmy w sobie. Są najlepsi, natychmiast zaiskrzyło między nami.

 

Na początku w zespole grał także twój brat?

Tak, ale nie gra już z nami. Wolał skupić się na komponowaniu. Jest artystą na swoich własnych zasadach i jest za dobry, żeby grać ze mną.

 

Podpisaliście umowę z Fiction Records, a nie myślałaś, żeby zająć się wydawaniem samodzielnie?

Wielu artystów pracuje w ten sposób, to niesamowite, jeżeli możesz tak działać. Jest wiele platform, dzięki którym możesz pokazać swoją muzykę i niekoniecznie potrzeba do tego wytwórni. Dla mnie natomiast wytwórnia to ludzie, którzy inwestują pieniądze i czas, wierzą we mnie i popychają dalej jako artystkę. Nie jestem wystarczająco pewna siebie, żeby zająć się wszystkim samodzielnie. Nie miałabym pojęcia, co robić.

Na Gali Antyradia zagraliście nowy singiel - "Second Hand" - kiedy będzie album?

Mam nadzieję, że album ukaże się z końcem tego roku lub na początku następnego. To wszystko zajmuje bardzo dużo czasu, całą wieczność! Dopiero uczę się, jak to działa i jestem bardzo niecierpliwa. Myślałam, że po skończeniu nagrywania będziemy mogli wydać album następnego dnia... Zanim go wydamy, będzie jeszcze kilka singli. Niektóre piosenki są już dość stare, napisałam je kilka lat temu, ale z biegiem lat zmieniły się. Większość materiału jest jednak dość świeża, pochodzi z okresu około trzech lat. Na album wybrałam te, które najwięcej dla mnie znaczyły i które do siebie pasują.

 

Czy za albumem kryje się jakaś historia?

Tak! Będzie nazywał się "Wonderland", jesteśmy właśnie w trakcie przygotowywania szaty graficznej. Nazwa wzięła się stąd, że kiedy miałam jakieś osiemnaście lat, byłam w związku i właśnie wtedy zaczęłam pisać album. Podróżowałam z chłopakiem i ktoś mi powiedział, że w momencie gdy przestaniemy żyć w naszym raju, wszystko się rozpadnie. I tak się stało. Kiedy przestaliśmy podróżować, nic już się między nami nie układało. To była nasza kraina czarów, dobra zabawa, ale przez chwilę.

Od dziecka słuchałaś indie rocka?

Tak, zawsze kochałam muzykę indie rockową. W Wiekiej Brytanii i w samym Londynie jest wiele świetnych zespołów. Niedawno odkryłam Williego J Healey'a - jest niesamowity, Sam Fender staje się bardzo popularny, Yonaka z Theresą na wokalu też brzmi świetnie. Wydaje mi się, że gitarowa muzyka powraca, to bardzo przyjemne uczucie. W Londynie scena rockowa jest wielka i dlatego kocham to miasto. Codziennie są jakieś koncerty, możesz odkryć wiele zespołów. Musisz tylko chcieć na nie chodzić. Brixton Academy jest moim ulubionym miejscem koncertowym, ale w Londynie jest też dużo małych klubów, które niestety coraz częściej są zamykane.

Mieszkasz cały czas w Londynie?

Już nie, wyprowadziłam się kilka miesięcy temu. Mieszkałam w Londynie przez cztery lata, a teraz mieszkam z rodzicami - po raz pierwszy od bardzo długiego czasu. Są kochani, ale myślę, że za jakiś czas wrócę do Londynu. Mieszkają w malutkim miasteczku, niczego tutaj nie ma, poza dzikimi końmi.

 

Dlaczego wyprowadziłaś się do rodziców?

Londyn to dom brytyjskiej muzyki z wielką sceną muzyczną, niesamowite miasto, ale jest też bardzo zatłoczone, a ludzie są tam nieszczęśliwi. Może trochę generalizuję, ale wychowywałam się blisko morza, pośród lasów i po prostu musiałam wrócić ponownie na łono natury. Musiałam na chwilę uciec od życia w mieście, ale dążyłam się już wynudzić, więc niedługo wrócę.

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive