Nitzer Ebb: Jesteśmy bandą beznadziejnych romantyków

Raz na jakiś czas Nitzer Ebb zawiesza i wznawia działalność, więc ubiegłoroczna informacja o tym, że planują wydanie boksu ze swoim dorobkiem i wystąpienie na kilku koncertach może nie byłaby aż tak ekscytująca, gdyby nie to, że tym razem wracają w oryginalnym składzie, który po raz ostatni wspólnie występował w 1987 roku.

O reaktywacji Nitzer Ebb, przyszłych planach (między innymi koncercie na Soundedit'19 w Łodzi)  i przeszłych wydarzeniach, a także o samej scenie EBM rozmawiałem z Douglasem Johnem McCarthym.

Jarosław Kowal: Dlaczego Nitzer Ebb właśnie teraz wraca w oryginalnym składzie?
Douglas John McCarthy: Chociaż i ja, i Bon [Harris] czerpiemy z Nitzer Ebb ogromną radość, jest to zobowiązanie na pełen etat, zazwyczaj przynajmniej na rok, co w mniejszym lub większym stopniu powstrzymuje nas przed działaniami w innych projektach. Black Line - z którym tworzymy tutaj, w Los Angeles - czy inne przedsięwzięcia muszą zostać wtedy zawieszone. Dopiero kiedy dojdziemy do siebie po intensywności całego tego doświadczenia związanego z koncertami Nitzer Ebb - co zazwyczaj trwa kilka lat - zaczynamy rozmawiać o ewentualności wrócenia do tego po raz kolejny.

 

Jak wygląda pierwsza próba po tak długim czasie?
Istnieje "list utworów nie do uniknięcia" i "lista utworów zaskakujących". Ta pierwsza to oczywiście klasyki, których fani oczekują, a reszta to dodatkowe utwory, których nie gramy zbyt często. Na tej trasie w dużym stopniu to David Gooday i Simon Granger decydowali, po jakie sięgniemy utwory. David tworzył do nich różne wariacje aranżacyjne, które Bon później dopracowywał, a na końcu wspólnie pilnowali, żeby wszystko to dobrze działało razem z wokalami.

Wasz przypadek jest dość dziwny, bo nie było żadnej wielkiej kłótni, nikt nie został wyrzucony z zespołu, a przez te wszystkie lata cały czas pozostawaliście przyjaciółmi. Jak to się stało, że David opuścił Nitzer Ebb, a w 1995 roku zwiesiliście działalność?
David, Bon i ja w pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, że wraz z podpisaniem kontraktu z Mute Records wszystko zaczęło nabierać tempa, a wraz z tym pojawiło się na horyzoncie wiele zobowiązań koncertowych czy ogólnie dużo wymagań związanych z działalnością zespołu, które pochłaniały cały dostępny czas. Wspólnie uznaliśmy, że David nie miał do tego odpowiedniego nastroju. Przez jakiś czas byliśmy dla siebie oschli z tego powodu, ale przyjaźnimy się od wczesnych lat dzieciństwa, więc tak naprawdę nigdy nie żywiliśmy w stosunku do siebie negatywnych uczuć.

 

W 1995 roku "oficjalnie nieoficjalnie" zespół się rozpadł. Doszliśmy wtedy do takiego momentu, że dosłownie nie mieliśmy ani odrobiny wolnego czasu. Pracowaliśmy w studiu każdego dnia przez wiele miesięcy, później kręciliśmy teledyski, później jechaliśmy w trasy promujące, a jeszcze później w trasy koncertowe. Kiedy natomiast kończyliśmy koncerty, natychmiast zaczynaliśmy prace nad kolejnym albumem. Najzwyczajniej w świecie wypaliliśmy się i potrzebowaliśmy odpoczynku od tego wszystkiego - siebie nawzajem, przemysłu muzycznego czy w ogóle życia. To nigdy nie był zamierzony rozpad zespołu, traktujemy to raczej jako przerwę.

Wygląda na to, że śluby są ważną częścią waszej historii. David dostał od ciebie oprogramowanie muzyczne na swoim weselu, z kolei w drodze na twoje stworzył z Simonem projekt Stark... Śluby w jakiś sposób inspirują was?
[śmiech] Faktycznie mamy za sobą sporą liczbę małżeństw! Gdzieś na dnie serca jesteśmy po prostu bandą beznadziejnych romantyków, więc tak - w jakimś sensie te śluby były inspirujące.

 

Kiedy zaczynaliście na początku lat 80., nie było podobnej muzyki, ale w odróżnieniu od na przykład punk rocka, hip-hopu czy nawet black metalu, EBM nigdy nie opuściło podziemia. Z czego to wynika?
Myślę, że elementy EBM zostały podchwycone i użyte w wielu gatunkach, łącznie z punk rockiem, hip-hopem, rockiem czy popem. Przewrotnie jednak to właśnie dzisiaj EBM zdaje się być najbliżej mainstreamu za sprawą ostatnich trendów w muzyce techno, która stała się znacznie mocniejsza, a wielu DJ-ów odgrywa "klasyki" EBM na imprezach.

Wiem, że nie przepadasz za szufladkowaniem, a nawet z tego powodu nieustannie przekształcaliście brzmienie Nitzer Ebb, ale jak po prawie czterech dekadach postrzegasz EBM?
Jesteśmy dumni z zainteresowania, jakim cieszy się nasza muzyka przez te wszystkie lata. To miłe, że jesteśmy wymieniani jako jeden z zespołów EBM, ale też trochę dziwne z uwagi na różne style, jakie eksplorowaliśmy chociażby na "Lightning Man" czy "Godhead".

 

Na nadchodzących koncertach też zamierzacie odmienić brzmienie starszych utworów czy będziecie trzymać się oryginalnych wersji?
Większość utworów ma wyraźnie rozpoznawalne brzmienie, mimo że David nadał im nieco bardziej "klubowego" charakteru. W każdym razie nikt nie był rozczarowany na rozgrzewkowych koncertach, które graliśmy w Londynie i w Szwecji w grudniu.

 

W najbliższej przyszłości nagracie następcę "Industrial Complex" w tym składzie?
Kiedy zaczynaliśmy w 1982 roku, skupialiśmy się na stawianiu małych kroków - zagraniu kilku lokalnych koncertów w Essex, zagraniu kilku koncertów w Londynie, nagraniu albumu, zagraniu kilku koncertów w Europie, podpisaniu kontraktu, pojechaniu w trasę i tak dalej. Zmierzam do tego, że nie było żadnego nadrzędnego planu - po prostu zajmowaliśmy się następną czynnością, która wydawała się właściwa. Tak samo jest teraz i dopiero po tej trasie będziemy się zastanawiać, jaki kolejny krok będzie słuszny.

Zaczynaliście jako zespół zbuntowany nie tylko przeciwko władzy, ale również przeciwko zorientowanemu na muzykę rockową mainstreamowi. Dzisiaj rock jest w defensywie, a niedawne badania gustów młodzieży w Polsce wskazały, że najpopularniejszymi zespołami wciąż są Queen oraz Metallica... Ale czy faktycznie wynikło coś dobrego z tego, że rock został zdetronizowany?
Te statystyki zawsze są trochę zabawne. Szczerze mówiąc, jesteśmy zdecydowanie zbyt starzy, żeby oglądać się przez ramię i podglądać, co robią inni. Wydaje mi się, że tak właśnie postępuje większość mainstreamowych artystów - przejmują się tym, co robią inni, a w konsekwencji stają się wtórni. Jesteśmy w zupełności szczęśliwi i czujemy się bezpieczni w naszych skórach. Solidny występ i świetna publiczność sprawiają, że czujemy się bardzo dobrze i tylko to się liczy.

 

Dzisiaj na pewno łatwiej jest nagrywać i występować niż w latach 80., ale czy te ułatwienia są korzystne? Może dzięki tym wszystkim trudnościom z przeszłości szybciej można było weryfikować prawdziwy potencjał i determinację muzyków, a tym samym pozbywać się tego, co było w najlepszym wypadku średnie?
Z pewnością istniała pewna struktura pracy, której wciąż się trzymamy, chociaż dzisiaj wcale nie musielibyśmy tego robić. Z drugiej strony teraz o wiele łatwiej jest to wszystko ciągnąć w bardzo szybkim tempie nawet wówczas, jeżeli każdy z nas znajduje się na innym kontynencie. Wydaje mi się, że czerpiemy korzyści zarówno ze starego świata nagrywania muzyki, jak i tego współczesnego. Zabawnie pracuje się z ludźmi, którzy nie pamiętają tamtych zamierzchłych czasów i chyba faktycznie masz rację, że trudności zmuszały artystów do znacznie cięższej pracy, żeby uzyskać takie brzmienie, jakie rzeczywiście chcieli osiągnąć.

Wielu pionierów muzyki elektronicznej z lat 80. wciąż cieszy się szacunkiem fanów i dziennikarzy, ale często ich muzyka wyraźnie zestarzała się. Z jakiegoś powodu nie dotyczy to Nitzer Ebb - wasze najstarsze nagrania wciąż mają bardzo świeże brzmienie i jeżeli przymknąć oko na samą produkcję, w ogóle nie odstają od dzisiejszego EBM. Jaki jest wasz sekret?
Dziękuję, bardzo ciężko pracowaliśmy nad tym, żeby nie brzmieć jak muzyka z cudzych albumów. Flood i Daniel Miller również mieli na ten proces ogromny wpływ, a poza tym nigdy nie używaliśmy stockowych dźwięków jak wielu ówczesnych i dzisiejszych artystów. To chyba tylko tyle.

 

Był taki moment, kiedy mieliście możliwość pójść w bardziej mainstreamowym kierunku, ale intencjonalnie zrezygnowaliście z tego?
Byliśmy w tamtym czasie cholernie pewni siebie i mieliśmy przeświadczenie, że możemy robić wszystko, co tylko przyjdzie nam do głów, a reszta świata może się odpierdolić. W pewnym sensie wciąż tak się czuję. Wielka sława i pieniądze są do pewnego stopnia atrakcyjne, ale w naszym otoczeniu było wówczas wiele nieszczęśliwych znanych i bogatych osób. Być może po drodze przegapiliśmy kilka okazji tylko przez to, że byliśmy zbyt uparci, niemniej poza różnymi modowymi faux pas, podejmowaliśmy głównie słuszne decyzje.

A który okres w całej historii Nitzer Ebb był najlepszy?
Pewnie zabrzmi to banalnie, ale myślę, że teraz jest ten okres.

Nitzer Ebb wystąpi na festiwalu Soundedit'19 wraz z innymi pionierami EBM - DAF. Koncert odbędzie się 25 października w Łodzi, więcej informacji TUTAJ.

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive