Avengers: Koniec gry. Fanserwis wszechczasów

89%

Przygotowywaliśmy się na to przez ponad dekadę, przez ponad dwadzieścia filmów i nie napiszę, że na finał zaserwowany przez braci Russo przygotować się nie dało. Wygląda nawet na to, że każdy z nas - snując domysły, zbierając podpisy pod petycjami i bombardując pytaniami ekipę Marvela na konwentach - współtworzył scenariusz "Końca gry".

Finałowa potyczka z Thanosem to przede wszystkim najbardziej spektakularny fanserwis w historii popkultury. Wiele marzeń i spekulacji wreszcie się ziściło, co nie znaczy, że ujęcie ich w scenariuszu nie jest zaskakujące. Problem z tak skonstruowanym filmem jest natomiast taki, że trudno nie pokochać go miłością bezkrytyczną. To przecież nie są pierwsze lepsze postacie, które poznaliśmy dwie godziny wcześniej, ważą się losy bohaterów, którym poświęciliśmy dziesięć lat uwagi, dorastaliśmy i zmienialiśmy się z nimi, więc zależy nam na ich losie. Nam, czyli tym, którzy MCU doskonale znają, bo o ile Marvel zawsze dba o to, żeby ich filmy były zrozumiałe także dla mniej zaangażowanych widzów szukających jednorazowej rozrywki, o tyle tutaj znajomość "kanonu" jest wręcz wymagana.

Największym zaskoczeniem, o którym mogę napisać bez zdradzania fabuły jest... krew. Niewiele krwi, ale nawet tyle oznacza znacznie więcej niż dotychczas ukazywano w produkcjach Marvela. Nie jest to zabieg ani przypadkowy, ani efekciarski, a raczej podkreślający, że żarty się skończyły i nie każdy wyliże się z tych ran. Tak, są w "Końcu gry" znaczące śmierci i trudno nie wyjść z kina poruszonym, choć nie ma chyba nikogo, kto spodziewałby się, że i z tej potyczki Avengers wyjdą bez szwanku. Z drugiej strony te wszystkie doniesienia o zapłakanych tłumach pogrążonych w żałobie wydają się nieco przesadzone i mam wrażenie, że to jednak "Wojna bez granic" miała lepsze predyspozycje do wyciskania łez niż - bądź co bądź - finałowa historia z happy endem.

 

W porównaniu z wcześniejszą częścią "Avengers", tym razem dostajemy historię mniej zbalansowaną. Poprzednio bracia Russo osiągnęli niemożliwe i zdołali wygospodarować czas dla każdej z licznych postaci, tym razem w centrum wydarzeń są oryginalni członkowie drużyny z kilkoma dodatkami - Ant-Manem, Rocketem czy Nebulą. Z jednej strony można czuć niedosyt, z drugiej ma to uzasadnienie w fabule i tak naprawdę rozczarowuje tylko zepchnięcie na drugi plan innej postaci - Thanosa. W "Wojnie bez granic" można było go uznać niemalże za głównego bohatera, tutaj to marvelowy standard pokroju Yellowjacketa czy innego Malekitha.

Można też wytknąć "Końcu gry" kilka innych wad - momentami niezbyt wyszukane poczucie humoru (czasami wręcz wymuszone), chaotyczne pojedynki (choć równie spektakularnych próżno szukać we współczesnym kinie), niewykorzystanie potencjału niektórych postaci (zwłaszcza Kapitan Marvel) - ale trudno czuć gniew, kiedy doświadcza się wydarzeń historycznych, które kiedyś będą rozkładane na czynniki pierwsze w filmoznawczych knigach. Nigdy wcześniej świat filmu nie doświadczył tak szeroko zakrojonych wydarzeń i być może nigdy już nie doświadczy, bo przecież to nie tylko dziesięć lat ciężkiej pracy nad tworzeniem wyjątkowego uniwersum, ale także poprzedzające je siedemdziesiąt lat pracy wydawnictwa komiksowego, które pozwoliło pominąć budowanie bazy fanów od zera i natychmiast zjednoczyć czytelników/widzów na całym globie. Jeżeli natomiast nadchodzące, konieczne zmiany wydają się wam wymuszone i niepotrzebne, polecam sięgnąć właśnie po komiksy - tam dopiero dzieją się rzeczy niesamowite!

 

"Koniec gry" nie jest końcem kinowego Marvela. Przed nami przyłączenie "Pierwszej Rodziny" - czyli Fantastycznej Czwórki - i mutantów, krążą pogłoski o filmach z udziałem Ms. Marvel oraz Shanga-Chi, a w komiksach odnaleźć można jeszcze wiele równie imponujących historii, od House of M przez World War Hulk po Secret Wars. Nie rozpaczajmy więc zbyt długo nad poległymi, bo ta machina nieprędko się zatrzyma, a "Strażnicy galaktyki" udowodnili, że Marvel Studios nawet z mało znanymi postaciami potrafi czynić cuda.


Avengers: Koniec gry
Tytuł oryginalny: Avengers: Endgame
USA, 2019
Marvel Studios
Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
Obsada: Robert Downey Jr., Chris Evans, Chris Hemsworth


Oddaj swój głos:

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive