Boiler Room zdradza o świcie, czyli obrona Wixapolu

Zabawna sprawa, jak bardzo jesteśmy przywiązani do marek. Przywiązani emocjonalnie - i nieważne, czy chodzi o firmy publikujące gry wideo, kinowe blockbustery, czy - jak w tym konkretnym przypadku - platformę wideo, która może i zaczynała w undergroundzie, ale już dawno podziemie opuściła.

Wręcz chcemy, żeby marki "szanowały" nasze uczucia, czy traktowały poważnie historię i charakter dzieł kultury i rozrywki, które są nam tak bliskie. Niestety marki nie zwracają uwagi na uczucia - chyba, że doświadczają jakiejś afery w mediach społecznościowych, wtedy włączają tryb empatyczny. Jako nerd od dziecka widzę to szczególnie w branży gier, gdzie wiele starych tytułów doczekało się nowych wersji, często w otoczeniu skandalicznych metod monetyzacji. I zawsze w towarzystwie oburzenia graczy i graczek, którzy odebrali te ruchy bardzo osobiście. A to nic osobistego - współczesny kapitalizm nie polega na działaniu na korzyść klientów, a udziałowców, którzy uczuć jako takich nie posiadają, bo są reptilianami siedzącymi na górach złota.

Ale pogadajmy o muzyce klubowej, w szczególności o ważnej platformie wideo, która od momentu pojawienia się na scenie zmieniła wiele jej parametrów. Począwszy od sposobów konsumpcji muzyki, poprzez ocenianie popularności DJ-skiej (a co za tym idzie również i wysokości gaż), aż do soundtracków na beforach i afterach. Boiler Room to obecnie wielka instytucja, odległa od swoich korzeni, które sięgają dosłownej kotłowni. Tak, w swoich początkach działalność Boilera była skupiona na konkretnym wyimku muzyki klubowej i tak, można by ten wyimek nazwać undergroundem. Ale z czasem ta muzyka wyszła z chwilowego cienia (bo przecież była w mainstreamie już w latach 90.), co więcej, sam Boiler Room stał się własnością korporacji. Czyli głównym zadaniem platformy było już nie prezentowanie odkryć muzyki undergroundowej, ale "generowanie contentu" - najlepiej sponsorowanego, czyli takiego, który może na siebie zarobić. Czy jest to problematyczne i powinno nam odbierać przyjemność z oglądania naszych ulubionych setów? Raczej nie i na dzisiaj wolałbym uniknąć piekielnie trudnej rozmowy na temat etycznej konsumpcji w obecnej formie kapitalizmu. Za to warto pamiętać o tym, że Boiler Room - używając dość koślawej metafory - przestał być zespołem z sąsiedzkiego garażu, a stał się gwiazdą stadionowego rocka.

A jednak, wciąż istnieją ludzie, którzy widzą w Boilerze instytucję kultury, mecenasa undergroundu, którego obowiązują jakieś etyczne i estetyczne zasady. Niedawny występ kolektywu Wixapol mocno ich uaktywnił i rozsierdził. Abstrahując od samego Wixapolu - do którego zaraz wrócimy - obecny Boiler Room to supermarket z muzyką. Owszem, możemy znaleźć w nim podziemne rewelacje (szczególnie jeśli chodzi o odsłony stawiające na lokalne projekty), ale oprócz tego mamy tam popularne klepadła, najczęściej okraszone logówkami marek obuwniczych i motoryzacyjnych. I tak, jak rozumiem i podzielam oburzenie i załamywanie rąk nad dość brzydkim upadkiem Nosowskiej, obecnie śpiewającej opinie o firmach pod dyktando banku, tak przykładanie podobnych kryteriów do wielkiej korporacji jest już przesadą. Podsumowując - jedno jest osobą posiadającą uczucia (i prawdopodobnie potężne kredyty, bo jak inaczej ten bank wytłumaczyć), czyli apelowanie o etykę i estetykę ma sens; drugie to nie posiadający formy byt, który nie działa wedle żadnych ludzkich zasad (mimo tego, że amerykański sąd uznał korporacje za ludzi: trzymajmy wszyscy kciuki za rychły upadek USA).

Samo oburzenie na Wixapol to domena snobów i zakutych łbów, dla których muzyka ma ściśle określoną formę wykonywania i ściśle zdefiniowaną treść. Jeśli coś się w tych ramach nie mieści, po prostu nie jest muzyką - proste, prawda? Ale jakże nieprawdziwe. Granie wyłącznie z winyli nie czyni z ciebie lepszego DJ-a, tak samo, jak granie z kontrolera nie jest równoznaczne z brakiem umiejętności. Odnoszę wrażenie, że piszę to zdanie jakiś tysięczny raz w swoim życiu, ale hej - w jakimś sensie szanuję bycie zakutym łbem, jeśli chodzi o muzykę, bo to znaczy, że komuś zależy. Ale oburzenie na Boiler Room, bo zaprosił Wixapol, kiedy występowali tam na przykład naczelny kasztan muzyki blip blop bloop - Stephan Bodzin, czy niezliczone gwiazdy tech-house'u korzystające z usług ghost producerów, zakrawa na ponury żart. Nie tylko ze względów, które wymieniłem na początku, ale także dlatego, że - jak przystało na popularną platformę - Boiler Room prezentuje popularne rzeczy. Niezależnie co o nich myślimy (podpada pod to oczywiście również moje szkalowanie Bodzina), Wixapol jest popularny. Teki Latex, z którym grałem niedawno, chciał nad pierogami rozmawiać właśnie o Wixapolu - bo to jest popularny temat również w zachodnich środowiskach klubowych. Nie jest to zjawisko wyjątkowe, przychodzi na myśl choćby Casual Gabberz, ale polski kolektyw robi coś, co rezonuje z ludźmi, szczególnie bardzo młodymi, na całym świecie. I cały śmiech i oburzenie podstarzałych rejwerów niczego tu nie zmieni - ani Wixapol to nie jest najgorsza rzecz, która przydarzyła się muzyce tanecznej, ani Boiler Room to nie mesjasz undergroundu i wyznacznik jakichkolwiek "obiektywnych" wartości.

Wydaje mi się, że naczelną zasadą muzyki klubowej jest swoboda zabawy, niczym nieskrępowana ekspresja, która o ile nie wadzi bezpośrednio innym, nie podlega krytyce. Czy Wixapol na Boiler Roomie zszargał Jeffa Millsa, czy zabrał komukolwiek cokolwiek? Czy obryzgał wymiocinami święte pomniki techno i house'u? Oczywiście, że nie. Dlatego bawmy się po swojemu, ale spróbujmy też nie oceniać tego, jak bawią się inni. Bo to wbrew wartościom kultury klubowej, którą rzekomą bronią atakujący Wixapol. I na litość diabelską, przestańmy przywiązywać się emocjonalnie do marek - one tylko na to liczą!

fot. Czterysetka/Wixapol S.A.

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive