Nilüfer Yanya - "Miss Universe"

80%

Debiutancki album londyńskiej piosenkarki o nieco egzotycznym nazwisku stał się dość niespodziewanie jednym z najbardziej oczekiwanych wydawnictw marca i całkowicie spełnia pokładane w nim nadzieje.

Nilüfer Yanya dorastała w rodzinie artystycznej (prace jej ojca można znaleźć w British Museum), słuchając Niny Simone, Amy Winehouse i Pixies. W gimnazjum w Pimlico zapisała się do klasy fortepianowej, później rozpoczęła naukę gry na gitarze elektrycznej. Pierwszymi utworami Yanyi zainteresował się Dave Okumu z The Invisible (producent Jessie Ware) i to on wprowadził ją w tajniki instrumentu. Debiutancka EP-ka - "Small Crimes" - została wydana pod koniec 2016 roku, później Yanya zaprezentowała dwa kolejne wydawnictwa ("Plant Feed" oraz "Do You Like Pain?") i każde z nich spotykało się z dużą przychylnością krytyków.

 

Już pierwszy utwór potwierdza, że "Miss Universe" nie jest zwykłym debiutem i ma ambicję konceptualną. Yanya parodiuje konwencję poradnikową w komunikacie przypominającym zapowiedzi w metrze: Welcome to WWAY Health, our 24/7 care programme. We are here for you, we care about you, we worry about you - so you don’t have to. Podobne interludia powtarzają się na krążku kilkakrotnie. "Miss Universe" jest albumem bardzo eklektycznym. Przyznaję, że kiedy usłyszałem pierwsze nagrania Angielki, byłem przekonany, że pójdzie w ślady chociażby Lianne La Havas (nie jest to zarzut!). Dlatego premiera "In My Head", na którym wyraźnie słychać gitarowe fascynacje z dzieciństwa, była dla mnie sporym zaskoczeniem. Jest to jednak celowy zabieg artystki, która stara się uniknąć zaszufladkowania i bardzo dobrze przemieszcza się pomiędzy gatunkami.

 

W pierwszych utworach dominuje gitara, jak na bardzo chwytliwym "Paralysed". Z czasem jednak paleta dźwiękowa ulega przemianie. Dobrym przykładem jest "Heat Rise", mój ulubiony z nowych utworów, z gościnnym udziałem Dave'a Okumu i bardzo przypominający jego pracę nad "Devotion" Jessie Ware (szczególnie "110%"). Syntezator przejmuje dominującą rolę na singlowym, energetycznym "Tears". Na krążku nie zabrakło także delikatnych nagrań, bardziej przypominających wczesne utwory Yanyi - najlepszym przykładem jest jazzujące "Paradise", w którym imponują umiejętności wokalne na tle saksofonu, na którym gra jej stała współpracowniczka i przyjaciółka - Jazzi Bobbi. W zakresie tekstów wokalistka ciągle balansuje na krawędzi, przyznając się do swoich wątpliwości nie tylko w "In My Head", ale także w "Monsters Under My Bed" (Standing on the edge of reaso, not sure what's right). W "Safety Net" mierzy się z nieprzychylną oceną swojego wyglądu. Skonfrontowana z próbą zaszufladkowania, wychodzi z niej całkowicie pewna swoich wyborów.

 

"Miss Universe" jest krucha i osobista. Nilüfer Yanya z łatwością zmienia i miesza konwencje, ale efekt nigdy nie wydaje się przekombinowany. Wprowadza nas do świata, w którym wyraźnie słuchać wpływy jej eklektycznego dzieciństwa, ale w mocno przekształconej formie. Myślę, że Yanya ma szansę na trwałe pozostanie w centrum uwagi fanów muzyki indie. Prezentowany przez nią wszechświat zasługuje na niejedną podróż.


ATO Records/2019


Oddaj swój głos:

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive