Tamaryn

Vltimas: Zawsze jestem i zawsze będę wierny metalowi

Fani wczesnego Morbid Angel wreszcie się doczekali - David Vincent nagrał jeden z najcięższych albumów w swoich dorobku, a w dodatku w składzie z Rune Eriksenem (znanym chociażby z Mayhem) oraz Flo Monierem (Cryptopsy).

David znalazł także czas dla naszego portalu, a poza planami związanymi z Vltimas, rozmawialiśmy także o MTV, Behemocie i hologramie Dio.

 

Jarosław Kowal: Tak się złożyło, że akurat dzisiaj mamy ten wyjątkowy dzień - premierę pierwszego albumu Vltimas. To duża ulga w końcu podzielić się "Something Wicked Marches In" ze słuchaczami?
David Vincent: Czekaliśmy na ten moment od miesięcy. Materiał był gotowy już od jakiegoś czasu, ale musieliśmy ustawić się w kolejce i poczekać na datę premiery.

 

Każdy z was mieszka w innym kraju, pewnie niewiele było czasu na próby, ale czy udało się nagrać album bez korzystania ze wsparcia internetu?
Tak, "Something Wicked Marches In" nagrywaliśmy w całości razem, w studiu w Anglii. Udało się nam uniknąć przesyłania plików przez internet i podobnych zabiegów. Od lat rozmawiałem z Rune o stworzeniu czegoś wspólnymi siłami i wreszcie nastała odpowiednia chwila, żeby zabrać się za to na poważnie. Nie ma tu żadnej dłuższej historii - po prostu przyjaźnimy się od lat, a po wielu rozmowach wreszcie postanowiliśmy skończyć gadać i zacząć działać.

Flo [Mounier, perkusista] był z wami od początku?

Tak naprawdę to ja dołączyłem jako ostatni. Rune i Flo już wcześniej nad czymś pracowali, więc kiedy pojawił się pomysł nagrywania nowego albumu, mieli już część materiału. Pewnego dnia Rune po prostu nagle do mnie zadzwonił i zapytał: Co słychać? Może w końcu spotkamy się, żeby coś razem nagrać? Odpowiedziałem: Może dzisiaj? i tak to się zaczęło.

A będzie trwać dłużej czy to jednorazowy projekt?
To pełnoprawny zespół, nie projekt poboczny. Przed nami pierwsze koncerty, a później na pewno będziemy działać dalej.

 

Na "Something Wicked Marches In" jest także wątek polski - okładkę zaprojektował Zbigniew M. Bielak. Jak go znaleźliście?
To on zgłosił się do mnie i to dawno temu. Napisał, że chciałby przygotować oprawę do któregoś z moich wydawnictw i przesłał kilka próbek, kontaktował się również z Rune przez te wszystkie lata, więc obydwaj uznaliśmy, że to będzie idealna okazja. Wysłaliśmy mu kilka utworów i teksty, żeby mógł zainspirować się samą muzyką i nie wysłuchiwać naszych wskazówek, bo w końcu to współpraca z artystą, a nie z wyrobnikiem. Spędził nad tym dużo czasu, a rezultat jest bardzo złożony i myślę, że to kawał znakomitej roboty. Prace zajęły kilka miesięcy, w trakcie których podsyłał nam szkice. Omówiliśmy kilka detali, na przykład wygląd logo czy jego usytuowanie, ale w zasadzie nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń.

Przez te wszystkie lata kiedy eksperymentowałeś z industrialnym metalem czy nawet country, wielu fanów "Altars of Madness" czy "Covenant" narzekało, że zbyt daleko odszedłeś od muzyki, dzięki której cię poznali. Te pierwsze nagrania Morbid Angel są dla ciebie obciążeniem?
Absolutnie nie, to moje dzieci i kocham każde z nich. Country to zupełnie inna historia, nie łączę tego z moją działalnością w metalu. Piszę utwory, wykonuję utwory - tym zajmuję się w życiu. Czasami są to rzeczy szalone, ale gdzieś na końcu zawsze jestem i zawsze będę wierny metalowi.

 

"Something Wicked Marches In" to z kolei prawdopodobnie najcięższy album, jaki w ostatnich latach nagrałeś. Masz już sygnały od dawnych słuchaczy Morbid Angel, że wreszcie są zadowoleni?
Jak dotąd nie spotkałem się jeszcze z żadnymi negatywnymi opiniami. Album jest przyjęty bardzo, bardzo dobrze, chociaż nie brzmi jak to, co robiłem w przeszłości, ale dlaczego miałby? To zupełnie inny podejście, niemniej sądzę, że wyraźnie słychać charakterystyczne cechy każdego z nas. Od razu da się rozpoznać, że na perkusji gra Flo, to jego styl i to samo tyczy się Rune oraz mnie. Mamy swoje podejście do muzyki, a razem tworzymy nowe danie według wspólnie wypracowanego przepisu i składników, z których od dłuższego czasu korzystamy.

Moim pierwszy kontaktem z muzyką Morbid Angel był dzisiaj już słynny odcinek "Beavis and Butt-Head", gdzie można usłyszeć "God of Emptiness", a twój głos porównywany jest do ryku niedźwiedzia. Widziałeś to kiedyś?
Jasne, pamiętam, że wszyscy mieliśmy z tego niezły ubaw.

W latach 90. w telewizji można było natrafić na metal, dzisiaj na MTV muzyki nie ma prawie wcale. Internet jest lepszym środowiskiem?

Nie znam nikogo, kto wciąż oglądałby kanały pokroju MTV. Jeżeli ktoś z moich znajomych chce coś obejrzeć, to raczej wchodzi na YouTube czy w inne miejsca w sieci. Tam natychmiast można dotrzeć do tego, czego się szuka, nie trzeba czekać godzinami z nadzieją, że pojawi się jeden czy dwa utwory, które lubisz. To tyczy się całej muzyki, nie tylko metalu.

 

Z drugiej strony internet potrafi pochłaniać ogromne ilości czasu. Dla ciebie media społecznościowe to przede wszystkim obowiązki związane z muzyką czy prywatnie również spędzasz na nich dużo czasu?
Zadaję sobie identyczne pytanie. Na pewno jest to bardzo użyteczne narzędzie, ale jeżeli chodzi o moje życie pozamuzyczne, to staram się zachować prywatność. Dzielę to, czym się zajmuję na życie publiczne oraz życie prywatne i staram się nie przekraczać granic żadnego z nich.

Czy metal w pewnym sensie wymiera? Wciąż powstaje mnóstwo znakomitych zespołów, ale niewiele z nich może zapełniać stadiony albo nawet pełnić rolę headlinera na dużym festiwalu.

Muzycy będą musieli po prostu ciężej pracować. Jeżeli odwołujemy się na przykład do Slayer czy Ozzy'ego, to są to ludzie, którzy grają od trzydziestu, a nawet pięćdziesięciu lat, więc trochę to trwa, zanim osiągnie się poziom pozwalający na przyciąganie tak dużych tłumów. Każdy z nich w końcu się zestarzeje i umrze, a to pozostawi wyrwę, którą ktoś prędzej czy później będzie musiał wypełnić. Metal na pewno nie przeminie. Może nie jest grany w radiach, ale jego publiczność nigdy nie pozwoli mu odejść.

 

Masz swoje typy, jaki zespół mógłby tę lukę wypełnić?
Wszystko jest możliwe, to kwestia wielu lat ciężkiej pracy. Pamiętam, jak Behemoth dopiero co zaczynał, a teraz robią znacznie większe trasy, co wynika wyłącznie z tego, że cały czas byli skupieni na swoim celu. Cały czas wydawali nowe, coraz lepsze albumy, więc i możliwości stały się większe. Przyjaźnię się z Nergalem i mam duży szacunek do niego. To nie tylko świetny muzyk i świetny człowiek, ale także osoba, która musiała pokonać poważne zdrowotne problemy, żeby dalej tworzyć i na pewno nie każdy potrafiły wygrzebać się z czegoś takiego.

 

Jedyne, czego sam się obawiam to coraz większa liczba tras z hologramami, jak chociażby ta z Ronniem Jamesem Dio. Myślisz, że takie wydarzenia będą coraz popularniejsze?
To obosieczny miecz - z jednej strony Ronniego już z nami nie ma, więc jeżeli nie miało się okazji doświadczyć jego koncertu, może to być jakaś rekompensata. Z drugiej strony miałem szczęście widzieć go wiele razy na koncertach i jestem przekonany, że żaden hologram nigdy nie będzie mógł się z tym równać. Był wyjątkowy. Raczej nie chciałbym oglądać go w formie hologramu, wolę zapamiętać go jako absolutnie miażdżącego wokalistę, a nawet wolę oglądać nagrania z jego koncertów niż imitację.

 

To niech nasz portal będzie dowodem po wsze czasy - czy zgodziłbyś się na koncerty któregokolwiek z twoich zespołów z tobą jako hologramem?
To się nigdy nie wydarzy. Nie pozwoliłbym na to.

Niedługo wyruszasz na trasę z Vltimas i na razie będą to koncerty w Europie. Występowanie tutaj różni się od występów w Stanach?
Każdy kraj jest inny, ale łączy je to, że właściwie w każdym zakątku świata można znaleźć znakomite metalowe zespoły. Dla mnie podróż do każdego z tych miejsc jest wyjątkowa.

Tak się składa, że jednym z pierwszych koncertów w Europie będzie Mystic Festival w Polsce, ale to nie będzie twój pierwszy występ tutaj.
Byłem w Polsce wiele razy na przestrzeni ostatnich dwudziestu-trzydziestu lat i zawsze dobrze wspominałem ten czas. Nie są to może jakieś konkretne wydarzenia i anegdoty, ale energia zawsze jest wyjątkowa i zawsze chętnie wracam. Nie możemy się doczekać Mystic Festival, chciałbym, żeby to było już jutro. To będzie nasz drugi koncert w tym składzie i jesteśmy bardzo podekscytowani możliwością zagrania tej muzyki na żywo. 

 

Vltimas wystąpi na tegorocznym Mystic Festival 25 czerwca, więcej informacji znajdziecie TUTAJ.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive