Odrodzenie, tomy 1-4. Polski zombie z Wisconsin

91%

Spokojne życie w małym amerykańskim miasteczku niespodziewanie zostaje zakłócone przez zjawiska paranormalne - znamy to z "Twin Peaks", ze "Stranger Things", z niezliczonych odcinków "Z archiwum X". To wyeksploatowane połączenie działa jednak zaskakująco dobrze, bo każda z tych historii ma własny charakter i nie inaczej jest z "Odrodzeniem", którego akcja rozgrywa się w naprawdę istniejącym Wausau w stanie Wisconsin.

Wstęp do pierwszego tomu napisał Jeff Lemire, któremu na Soundrive wystawiliśmy już tak wiele laurek, że tym razem napiszę krótko - to jeden z najciekawszych współczesnych scenarzystów i rysowników ("Royal City", "Bloodshot", "Łasuch"). Największą rekomendacją może być zatem uznanie "Odrodzenia" za historię, którą Lemire sam chciałby stworzyć i faktycznie wielokrotnie scenariusz sprawia wrażenie utrzymanego w jego charakterystycznym, graniczącym z thrillerem i opowieścią obyczajową, stylu. U Tima Seeley'a (wcześniej piszącego dla "G.I. Joe") istotnym elementem jest także humor, a w pierwszym tomie najczęstszym obiektem żartów jest... Limp Bizkit.

 

Zespół Freda Dursta to cel tak łatwy, jak Nickelback albo Nocny Kochanek, a jednak kiedy pada: Kurwa mać, co za durna piosenka, gdy okazuje się, że jeden z bohaterów ustawił "Nookie" jako dzwonek w swoim telefonie, albo: Wolę diabła niż fana Limp Bizkit, dupku!, trudno opanować mimikę bezwiednie układającą się w uśmiech. Słabość do nawiązań muzycznych jest zresztą kolejną cechą łączącą Seeley'a i Lemire'a (a przy okazji także nasz portal), na przykład w drugim tomie prztyczka dostają Dixie Chicks i Ted Nugent, a w tomie czwartym jedna z bohaterek odziana jest w koszulkę The Sisters of Mercy. Nie brakuje także innych popkulturowych nawiązań, a za najcenniejsze uważam uznanie istnienia zombie jako postacie ze świata fikcji.

Punktem wyjściowym dla fabuły "Odrodzenia" jest synchroniczne zmartwychwstanie szeregu osób ze zbliżonej terytorialnie okolicy. Co w takiej sytuacji pomyślałby człowiek żyjący w 2012 roku (wtedy pierwszy tom ukazała się w Stanach Zjednoczonych)? Oczywiście przypomniałyby sobie o tych wszystkich horrorach z żywymi trupami w rolach głównych i od razu dostrzegłby niepokojącą analogię. W wielu przypadkach (chociażby "The Walking Dead") nikomu to jednak nie przychodzi do głowy - o złaknionych mózgów nieumarłych nikt nigdy nie słyszał. W Wausau natomiast nie dość, że słyszeli, to jeszcze nawiązują do trzydziestoletniego dorobku George'a A. Romero. Szybko jednak możemy się przekonać, że na tym podobieństwa kończą się, a tutejsze "zombie" najzwyklej w świecie wracają do szkół, prac i codziennych obowiązków...

 

...a może wcale nie? Niespodziewany zwrot akcji - rzecz jasna - musi być. Tom trzeci dostarcza kilku odpowiedzi, a pod koniec tomu czwartego (w rozdziale pierwotnie stanowiącym jednorazowy crossover z inną postacią z tego uniwersum - Chew, czyli agentem doznającym wizji pod wpływem tego, co... zje) dziwne, co rusz pojawiające się gdzieś w tle kreatury zostają zdefiniowane, ale to dopiero mniej więcej połowa historii, a tym samym każdy zdemaskowany sekret pączkuje i tworzy kolejne.

Dla Seeley'a niezwykle istotne jest oddanie charakteru współczesnego amerykańskiego społeczeństwa w mikroskali, co przeważnie obrazuje z dużą sprawnością, ale zdarzają mu się także poślizgnięcia. Światopoglądowy konflikt może być tylko jeden - lewica kontra prawica, ale autor nie opowiada się po żadnej ze stron, a wręcz zauważa, że pojawienie się "odrodzonych" to kolejne pole do niekończących się batalii ideologicznych, bo dla jednych będzie oznaczało potwierdzenie słów zawartych w Biblii, dla drugich zaprzeczenie katolickich dogmatów. Pada nawet trafnie opisujące sytuację zdanie: Jesteśmy amunicją używaną na wojnie kulturowej. Mniej udane jest natomiast wplątanie w ten konflikt dzieci, które przypominają raczej małych dorosłych. W trzecim tomie dziewczynka o imieniu Jordan wygłasza skargę: Jestem tylko dzieckiem! Nie wiem jeszcze wszystkiego. Dlaczego tyle ode mnie wymagasz?! Czemu wszyscy chcecie mnie wykorzystać, żeby dowieść swoich racji. Dzieciaki tak nie mówią. Nawet te nadzwyczaj dojrzałe po prostu nie operują językiem typowym dla dorosłych. Seeley jeszcze kilkukrotnie postarza swoich najmłodszych bohaterów, chociażby w tomie czwartym, gdzie młodziutki Cooper (to musi być nawiązanie do "Twin Peaks"!) zaskakuję matkę refleksją na temat dzielenia zabawek na dwie sypialnie (drugą ma w domu ojca) i konieczności ustalenia jednego miejsca zamieszkania... To najsłabsze momenty "Odrodzenia", a jednocześnie tak mało istotne, że nie zaburzają przyjemności płynącej z reszty lektury.

Nie sposób nie zauważyć wątku polskiego, bo jak to możliwe, że na tak niewielkiej przestrzeni żyje tak wiele osób o swojsko brzmiących nazwiskach pokroju Sobieski, Majak, Gorski, Stankiewicz, Szuba czy Kluk? Zagadka zostaje rozwikłana w tomie czwartym, kiedy jedna z bohaterek trafia do miejsca podpisanego jako Polski Meat Distributors i odkrywa aferę, przy której reportaż Superwizjera to dziecinada. Dowiadujemy się wówczas, że Polacy są drugą co do wielkości grupa etniczną w Wisconsin (według statystyk z 2016 roku to tak naprawdę tylko 8,8%, więcej jest osób o pochodzeniu irlandzkim - 10,8% czy niemieckim - 40,5%). Nie ma to żadnego znaczenia, a jednak irracjonalna duma z obecności "naszych" sprawia niemałą radość.

 

Niesprawiedliwością byłoby pominięcie stosunkowo mało znanego rysownika - Mike'a Nortona, który może nie dysponuje wyjątkowym stylem, za to bardzo sprawnie żongluje nastrojami i co kilka stron atakuje czytelnika niespodziewanymi kadrami rodem z komiksu gore. Wespół ze Seeley'em postawił w dodatku na bardzo dużą dynamikę - niemal każda ze scen zajmuje jedną-dwie strony, po czym zostajemy przeniesieni do kolejnej. To konstrukcja charakterystyczna dla filmu i "Odrodzenie" rzeczywiście sprawia wrażenie, jakby z myślą o ekranizacji powstało. Mamy już wprawdzie podobne filmy ("Les revenants") i seriale ("Glitch"), ale żaden z nich nie jest tak wielowątkowy i zaangażowany w budowanie realiów poza wątkami paranormalnymi, jak twór duetu Seeley/Norton. Powstanie filmu jest już zresztą przesądzone, a w kwietniu 2017 roku pojawiła się jego pierwsza konkretna zapowiedź (znajdziecie ją pod tekstem).

Pozornie "Odrodzenie" może wyglądać na komiks schematyczny, sięgający po sprawdzone wątki fabularne i obiecujący wielkie zaskoczenie tym, którzy dotrwają do samego końca. Te cztery tomy pokazały jednak, że klisze pracują na usługach Seeley'a, a odwoływanie się do nich to zastawianie sideł na czytelnika i wciąganie go coraz głębiej w fascynującą opowieść.


Odrodzenie

Tytuł oryginalny: Revival

Polska, 2017-2019

Non Stop Comics

Scenariusz: Tim Seeley

Rysunki: Mike Norton


Oddaj swój głos:

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive