Rebeka: W muzyce trzeba ufać instynktowi

Wreszcie koniec wyczekiwania - już 22 lutego Rebeka opublikuje trzeci album, "Post Dreams". O pracy nad nowym materiałem, poszerzeniu koncertowego składu zespołu, o śpiewaniu w języku polskim, a nawet o nowej odsłonie Fryderyków opowiadają Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny.

Jarosław Kowal: Na "Post Dreams" syntezatory wciąż są, ale w zauważalnym stopniu wzrosła rola gitary, a zwłaszcza gitary basowej.
Bartosz Szczęsny: Mamy teraz próby i faktycznie większość utworów gram na gitarze basowej, co może nie jest ewenementem, bo korzystałem z tego instrumentu i przy pierwszej, i przy drugiej płycie, ale przy trzeciej zdecydowanie się to zintensyfikowało, ale nie wiem z czego to wynika...

Iwona Skwarek: Może z chęci poruszania się po scenie? [śmiech]

 

BS: Na koncertach na pewno tak, ale to nie było świadome założenie w trakcie tworzenia płyty. Tak po prostu wyszło. Z drugiej strony ćwiczymy teraz "Percivala" i tam akurat łatwiej jest mi grać na gitarze basowej.

IS: "Davos" było bardzo elektronicznym, bardzo bitowym albumem, pełnym ciężkiego syntetycznego basu. Nowy krążek jest bardzo różnorodny - pojawia się na nim kwartet smyczkowy, gitara akustyczna, basowa, trąbka, trzy piosenki po polsku... Bartek powiedział kiedyś, że poruszamy się na "Post Dreams" po coraz szerszej amplitudzie - ballada jest jeszcze bardziej balladowa, zaś taneczność została doprowadzona do granic. Wydaje mi się, że jest to bardzo barwna płyta.

"Post Dreams" to także bardzo przebojowy album, właściwie każdy jeden utwór ma zadatki na hicior, choć może raczej powinienem powiedzieć, że miałby, gdyby powstał dwadzieścia-trzydzieści lat temu. Muzyka popularna z tamtego okresu jest wam bliższa?
IS: Dla mnie współczesna muzyka popularna to trapowy hip-hop [śmiech]. Na pewno nie jest to nam bliskie, zresztą komponując, nie do końca inspirujemy się samą muzyką, raczej instrumentami, z których korzystamy. To nigdy nie jest takie wyrachowane planowanie, że teraz bierzemy na tapet lata 80. albo 90. i jedziemy. Po prostu tworzymy to, co nam w duszy gra. Ważne są same piosenki i zawarte w nich historie, staramy się dobierać takie środki, które dobrze z tym współgrają.

BS: To wychodzi bardzo naturalnie. Myślę, że dzisiejsza młodzież nie przejmuje się tym, czy brzmienie zespołu jest zbliżone do tego, co grało się trzydzieści lat temu, czy czegoś innego - dla nich to wszystko i tak jest nowe.

IS: Ale nigdy nie mieliśmy ciśnienia, żeby robić stricte nowoczesną muzykę. Zawsze wiedzieliśmy, że mamy w sobie odrobinę nostalgii. Miksujemy to.

BS: Z tym że wychodzi nam zdecydowanie bardziej staro niż nowo [śmiech].

Czerpiemy ze wszystkiego, z dowolnych epok, jakby istniały wokół nas równoległe światy albo jakby czasu w ogóle nie było. Wszystko jest dostępne naraz. Możemy raz sięgać do lat 50., raz do lat 80. i jest to już właściwie normą.

Bartosz Szczęsny

Skojarzenia z muzyką sprzed lat w wypadku "Fal" potęguje teledysk utrzymany w PRL-owskim nastroju. Gdzie jeszcze można napotkać tak wyglądające sale?
IS: W Poznaniu [śmiech]. Jest to jedna z sal znajdujących się w Collegium Martineum, w którym jeszcze niedawno mieścił się Wydział Historyczny Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza. Sam budynek został faktycznie wzniesiony na potrzeby PRL-owskich władz. Nasz reżyser, Arek Nowakowski, zachwycił się tymi przestrzeniami i wymarzył sobie, żeby tam to nakręcić, ale tak naprawdę dopiero teraz, kiedy jest już po wszystkim, dowiedziałam się więcej o historii budynku. Jednakże te wybory nawiązujące do przeszłości przy kręceniu "Fal" nie określają całej płyty. Jesteśmy bardzo spontaniczni w tym, co robimy. Osobiście słucham starszej muzyki, zatrzymałam się na Björk czy CocoRosie, ale to lata dwutysięczne, czego w naszej muzyce nie słychać.

BS: Jak tak mówisz, to od razu przypominają mi się starsi panowie, którzy twierdzą, że muzyka skończyła się na Pink Floyd [śmiech].

 

IS: Muzyka skończyła się na CocoRosie [śmiech].

BS: Ale teledysk do "Fal" to tak naprawdę mieszanka, bo sposób filmowania jest ewidentnie nowoczesny, a zdjęcia wykonano w wysokiej rozdzielczości. Są te kojarzące się z PRL-em przestrzenie, ale wydaje mi się, że żyjemy w takiej rzeczywistości, że czas przestaje być postrzegany linearnie. Czerpiemy ze wszystkiego, z dowolnych epok, jakby istniały wokół nas równoległe światy albo jakby czasu w ogóle nie było. Wszystko jest dostępne naraz. Możemy raz sięgać do lat 50., raz do lat 80. i jest to już właściwie normą. Działają dzisiaj zespoły, które wykonują muzykę charakterystyczną właściwie dla każdego okresu i ludzie przyzwyczaili się do tego.

To była po prostu intuicja. Instynkt, który mnie prowadził i któremu trzeba w muzyce i we wszelkiej kreatywnej działalności ufać.

Iwona Skwarek

"Fale" to też utwór, o którym Iwona powiedziała, że w tej chwili jest to dla niej najważniejszym w całym dorobku Rebeki - z czego to wynika?
IS: Myślę, że tylko i wyłącznie z mojego emocjonalnego przywiązania do tej piosenki i do tego, że tekst jest po polsku. Wyszedł ze mnie bardzo szybko - motyw fali pojawił się przy pierwszej improwizacji i od razu stał się dla mnie bardzo, bardzo bliski. To piosenka o tym, że świat jest dosyć niegościnnym miejscem i musimy sobie wywalczyć przestrzeń dla siebie. Dla mnie najlepszym sposobem na to jest miłość, a my jesteśmy jak te fale, które nieskończenie napierają na brzeg, by o sobie przypominać.

 

Tekst w języku polskim na pewno jest najbardziej zaskakującym elementem całego albumu i to nie jest jedyny tekst w języku polskim na "Post Dreams". Dlaczego teraz był właściwy moment, żeby odejść od angielskiego?
IS: To chyba też kwestia muzyki - mieliśmy czasem zaczątki samych podkładów, śpiewałam do nich po angielsku, ale wszystko wydawało mi się miałkie. Psuło klimat. Zaczęłam więc robić improwizacje wokalne, na przykład czterdziestominutowe, nagrywałam nawet ze trzy strony A4 tekstu, a z tego wybierałam najlepsze momenty. To była po prostu intuicja. Instynkt, który mnie prowadził i któremu trzeba w muzyce i we wszelkiej kreatywnej działalności ufać. To trochę jak z dziećmi, które nagle stwierdzają, że czymś się pobawią, ale nie wiedzą, dlaczego akurat tą, a nie inną zabawką.

Intuicją było też poszerzenie koncertowego składu o trzeciego muzyka?
IS: Chodziło bardziej o to, że i ja, i Bartek mieliśmy dosyć zmieniania się na scenie w ośmiornice [śmiech], a właśnie to wiąże się z posiadaniem czternastu syntezatorów, piętnastu efektów i ogromnej ilości pokręteł. Chcieliśmy trochę bardziej poskakać na koncertach i dlatego zaprosiliśmy trzecią osobę, która tak naprawdę była z nami przez cały czas. Janek Ensztein, który będzie grał z nami na syntezatorach, od lat jest naszym inżynierem dźwięku. Wszystkie koncerty Rebeki z ostatniego czasu kręcił dla nas właśnie on, ale w pewnym momencie powiedziałam: Kurcze, ty chyba grałeś dwanaście lat na pianinie, odpowiedział, że tak, więc zapytałam: No to może chcesz grać z nami? Najpierw zaśmiał się, ale później zapytał, czy mówię serio. Potwierdziłam, zgodził się i tak się zaczęło [śmiech].

 

A jak odebraliście tegoroczne nominacje do Fryderyków? Czy to w końcu będzie nagroda, której nie trzeba się wstydzić?
BS: Z dziesięć lat temu faktycznie wiele osób śmiało się z Fryderyków, a aktualnie duża część naszych znajomych jest nominowanych, więc możliwe, że nastąpiła zmiana generacyjna i teraz śmieją się z nas [śmiech].

IS: Ja chyba nigdy nie śmiałam się z Fryderyków. Zawsze bardziej chciałam dostać Fryderyka [śmiech].

BS: Kiedyś tak było, że o Fryderykach mówiono jak o kółku wzajemnej adoracji, ale teraz zmienił się sposób głosowania. Trochę się przewietrzyło, zrobiło się bardziej aktualnie i mam nadzieję, że dzięki temu charakter tej nagrody zmieni się. Albo po prostu wszyscy już się zestarzeliśmy [śmiech].

No właśnie, a czy Rebeka gra muzykę młodzieżową? Na wasze koncerty chodzą nastolatki?
IS: Myślę, że to nie jest muzyka młodzieżowa. Według mnie to muzyka dla trzydziesto-czterdziestolatków.

BS: Przychodzą na koncerty i dzieci, i ludzie starsi. To bardzo fajny, międzypokoleniowy miks.

 

To kiedy i gdzie będzie można was zobaczyć?
IS: Zagramy we Wrocławiu w Starym Klasztorze, w Katowicach w Królestwie, w Łodzi w Wytwórni, w Warszawie w Niebie, w Krakowie w Żaczku, w Lublinie w Centrum Kulturyw Sopocie w Teatrze na Plaży.

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive