Klaus. Święty superbohater

80%

Po świętach Bożego Narodzenia zostały już tyko tu i ówdzie walające się wraki choinek, ale istnieje taka wersja historii o świętym Mikołaju, którą będzie się dobrze czytać nawet w lato... A tak naprawdę to nie jest żadne Boże Narodzenie, tylko święto Jul.

Przystrajanie jodły, wieszanie jemioły, tajemniczy wędrowiec obdarowujący dzieci prezentami - to wszystko pogańskie tradycje, które z chrześcijaństwem mają tyle wspólnego, że zostały przez nie wchłonięte dla łatwiejszego zasymilowania społeczności z północnej Europy. O tych odległych czasach postanowił opowiedzieć jeden z najbardziej cenionych scenarzystów komiksowych - Grant Morrison, autor między innymi wielu historii rozgrywających się w świecie 2000 AD, szeregu komiksów z uniwersum DC (przede wszystkim z Batmanem w roli głównej, ale także "Doom Patrol" czy "Animal Man") i kultowego "Heavy Metal". Za stronę graficzną odpowiada natomiast Dan Mora, którego kariera w dużym stopniu jest spleciona z projektami wywodzącymi się z telewizji - "Buffy: Postrach wampirów", "Go Go Power Rangers", a nawet komiksowe wersje zmagań wrestlerów z federacji WWE.

Scenariusz to świąteczny klasyk pomieszany z legendą ludową o Robin Hoodzie. O maluczkich walczy - rzecz jasna - tytułowy Klaus, a jego przeciwnik to duchowy brat bliźniak Grincha, Hermana Pustelnika ("Pierwsze święta misia Yogi") i Ebenezera Scrooge'a. W odróżnieniu od tych wszystkich familijnych opowieści, gdzie happy endem zawsze jest odnalezienie świątecznego ducha i wspólne radowanie się przy suto zastawionym stole, Morrison/Mora celują w gusta starszego widza. Nie oznacza to bynajmniej, że krew leje się strumieniami - jej ilość ograniczono do absolutnego minimum (to nie są "Niezniszczalni 3", żeby z głębokich ran nie wyciekała ani kropla posoki, ale to nie jest także festiwal gore) - większe znaczenie ma takie ujęcie postaci znanej dzieciom i dorosłym na całym globie oraz towarzyszących jej symbolom (choinka, czerwony strój, sanie i tak dalej), że stają się poważniejsze, bardziej mroczne i pierwotne, wolne od komercyjnego kiczu.

Dan Mora zadbał o to, żeby odkrywanie życia w pogańskiej osadzie cieszyło oko na każdym jednym kadrze - czasami dzięki imponującej pieczołowitości w przenoszeniu na papier licznych detali architektonicznych, kiedy indziej pozwalając sobie na niemalże surrealistyczne abstrakcje przypominające okładki albumów zespołów uprawiających psychodelicznego rocka w latach 60. Wydawnictwo Kboom zadbało z kolei o spotęgowanie wrażeń estetycznych, bo po wydaniu już trzech tomów osadzonych w świecie Valianta, tym razem zaserwowało pierwszy ekskluzywny, oprawiony w twardą oładkę i pozłacane strony komiks. "Klaus" wygląda przepięknie, a do przerzucania kolejnych stron aż strach podejść bez białych rękawiczek.

Morrison w chwili premiery "Klausa" (2015 rok) nikomu nie musiał już niczego udowadniać, od dawna uchodził za wyjątkowo utalentowanego scenarzystę, więc tym razem postanowił zaskoczyć prostotą i zrealizował scenariusz o klasycznej dla baśni czy starszych animacji Disneya konstrukcji. Jest miłość, jest zdrada, są postacie albo krystalicznie dobre, albo jednoznacznie złe, a na koniec aż chciałoby się dopowiedzieć: I żyli długo i szczęśliwie. Może gdyby dotyczyło to byle rycerzyka próbującego utorować sobie drogę do serca porwanej przez złowieszczego maga księżniczki, rezultat nie byłby aż tak udany, ale świąteczna aura trafia prosto w to dziwne miejsce w mózgu, które nakazuje oglądać Kevina i Griswoldów rok w rok, a sam Klaus to Mikołaj jeszcze lepszy niż ci w wykonaniu Tima Allenem, Kurta Russella czy Hulka Hogana razem wziętych.


Klaus

Polska, 2018

Kboom

Scenariusz: Grant Morrison

Rysunki: Dan Mora


Oddaj swój głos:

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive