SKY - "p r e y"

80%

SKY to nie hołd dla wokalistki Morcheeby, a anagram od hasła Sorrow Kills Youth. Nie jest to jednak wyłącznie nihilistyczne hasło - zaangażowana społecznie artystka wyrzuca z siebie psychodelicznie oniryczną muzykę jako reakcję na własne lęki, ale też na lęki wszystkich wokół.

W październiku zeszłego roku Banksy, którego przedstawiać nie trzeba, zniszczył za pomocą ukrytej niszczarki swój obraz - "Girl with Balloon" - wystawiony na sprzedaż w domu aukcyjnym Sotheby. Połączeniem sztuki i zniszczenia przyciągnął jeszcze większą niż zazwyczaj uwagę komentatorów na świecie i tak właśnie widzę debiutancki album SKY - kombinację dream popu z synthwavem, która zrobiłaby furorę już w "czystym" wykonaniu, ale przez artystkę została poszatkowana, zabrudzona noisem i zatopiona w dronującej elektronice. Sztuka i zniszczenie w najlepszym wydaniu. Powstała z tego senna atmosfera niedopowiedzeń, braku wyraźności, a także lęku i smutku, odpowiada słowom SKY z jednego z wywiadów, gdzie o tematach poruszanych w swojej muzyce powiedziała: Jeśli o nich "mówię", to bardziej językiem snu, a czasami koszmaru.

 

Zresztą motywów onirycznych jest więcej. Pierwszym wydawnictwem SKY była EP-ka "Lullabies" wydana niejako na zamówienie Alicii, muzyczki holenderskiego zespołu The Sweet Release of Death, której SKY obiecała nagranie kołysanek. Pojawia się na niej motyw realności snu, tych specyficznych praw rządzących jego logiką i sytuacji, gdy można pomylić sen z realnym wspomnieniem. Zanim światło dzienne (dosłownie, bo artystka przyznaje, że najlepiej pracuje jej się nad ranem, po nieprzespanej nocy) ujrzało "p r e y", SKY usłyszeć można było jeszcze w projekcie ₲ardeŋ ɵƒ, w którym współpracowała z Jakubem Adamiakiem. I znowu - zabrudzona, poszarpana oniryczność kroczy z artystką ramię w ramię.

 

Na "p r e y" SKY chwali się tym, co wychodzi jej najlepiej - tworzeniem z połączenia dźwięków syntezatora i zniekształconego wokalu atmosferę niepokoju i odrealnienia. Podobnie jak Grouper czy wczesna Chelsea Wolfe - czyli artystki, do których najczęściej jest porównywana - przedkłada atmosferę nad melodie i temu podobne zalety "zwykłej" muzyki. Do efektu, jaki płyta wywołuje dołożył swoje Denis Wanic z SUIR - osoba odpowiedzialna za mastering. Album jest zresztą tak depresyjnie eksperymentalny, że nie dziwi wcale, gdy na "d i a r y" pojawiają się nagrania z terapii niedoszłych samobójców sprzed ponad półwiecza. Bo czemu nie.

 

Kolejnym aspektem jest strona wizualna, o którą SKY pieczołowicie dba. Połączenie delikatnego różu i złowieszczej czerni, urody i elementów horroru pasuje znakomicie do tego syntezatorowego gotyku. A to tylko początek, bo najciekawsze są wizualizacje towarzyszące jej koncertom, których posmak poczuć można, oglądając teledysk do "h e a d s h o t".

 

Bardzo ciekawa jest też motywacja artystki, która wyjawia, że oprócz bodźców osobistych - takich, jak rozpad związku czy śmierć bliskich - inspiracje czerpie również z sytuacji politycznej na świecie (w którą również się angażuje, na przykład dzięki projektowi Noise for Refugees). Trzeba przyznać, że przy obecnych tendencjach działalność SKY powinna być zasilona na wiele kolejnych lat, co jest być może jedynym wynikającym z tego pozytywem.


Trzy Szóstki/2018


Oddaj swój głos:

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive