Bumblebee. Ratunek dla  Transformersów

70%

Dzielny Bumblebee zostaje wysłany na Ziemię jako ostatnia nadzieja na zwycięstwo Autobotów w przegrywanej przez nich wojnie. Natomiast film opowiadający o tych wydarzeniach okazuje się promykiem nadziei dla serii, którą większość widzów skreśliła już na dobre.

W ciągu dziesięciu lat reżyserowania serii "Transformers" Michaelowi Bayowi udało się coś niesamowitego - po całkiem udanej części pierwszej, każdy kolejny odcinek sagi o wielkich robotach spotykał z coraz większą krytyką zarówno ze strony widzów, jak i dziennikarzy. Napisać, że kinomaniacy nie lubią ostatnich dwóch części, to byłoby stanowczo zbyt mało. Oni ich szczerze nienawidzą, a sama kinowa marka "Transformers" stała się synonimem wszystkiego, co najgorsze w amerykańskich blockbusterach. Szczątkowa fabuła, zupełnie pozbawieni wyrazu bohaterowie i próby przykrycia tego wszystkiego nawałnicą komputerowych efektów - to tylko podstawowe wady wytykane tym wytworom. Równie często pojawiały się uwagi dotyczące bezczelnego szowinizmu i propagandowego ukazywania wspaniałości amerykańskiej armii. Nic więc dziwnego, że fani Optimusa Prime'a i jego towarzyszy odetchnęli z ulgą, kiedy usłyszeli o powstającym spin-offie, przy którym nie będzie maczał palców diabeł wcielony w postaci Baya. I chyba mogą w końcu spać spokojnie, bo "Bumblebee" ma w sobie wszystko, czego powinno oczekiwać się od tego rodzaju kina. O dziwo, ratunkiem okazują się prostota i opanowanie.

"Bumblebee" rozgrywa się przed wydarzeniami znanymi z pierwszej części "Transformers". Na planecie Cybertron trwa ostateczna bitwa między szlachetnymi Autobotami, a złowieszczymi Decepticonami. Siły dobra przegrywają, więc Optimus Prime wysyła na Ziemię pewnego żółtego robota, który ma tam założyć nową bazę dla ocalałych towarzyszy. Pech chce, że trafia on najpierw na odział amerykańskiej armii, a potem na wrogiego robota, w skutek czego traci pamięć i ukrywa się pod postacią uszkodzonego garbusa. Jednak po latach zostaje naprawiony przez osiemnastoletnią Charlie - zafascynowaną mechaniką, samotną dziewczynę, która odnajduje prawdziwego przyjaciela w ukrywającym się przed wrogami, pociesznym robocie. To właśnie ich relacja jest prawdziwym centrum fabuły. W tle są oczywiście wrogie roboty i armia szukająca żółtego zbiega, ale tak naprawdę to wszystko stanowi tylko dodatek do naprawdę fajnie pokazanej historii o budowie relacji między dwiema zagubionymi jednostkami.

Największą siłą "Bumblebee" jest to, że nie stara się być niczym więcej niż fajnym filmem przygodowym utrzymanym w konwencji Kina Nowej Przygody z lat 80. Zresztą ani przez chwilę nie jest nam dane zapomnieć, w której dekadzie rozgrywa się ta historia - pełno tutaj ówczesnej muzyki, charakterystycznych samochodów i innych tego typu artefaktów. Podczas seansu niektórzy mogą poczuć nawet pewien rodzaj tęsknoty za czasami, w których młodzieżowe kino rozrywkowe niekoniecznie wiązało się z ciągłymi wybuchami i komputerowo generowanymi efektami. Oczywiście dla nich też znalazło się tutaj sporo miejsca, ale twórcy w tym wypadku zrozumieli, że to nie one świadczą o sukcesie tego typu produkcji. O wiele więcej jest tu scen typowo komediowych, w których chodzi o to, abyśmy rzeczywiście mogli polubić oglądane postaci, a nie tylko uważać je za element niezbędny do oglądania kolejnych pojedynków wielkich robotów. Dzięki temu kiedy w finale obserwujemy, jak dochodzi do potyczki (dość skromnej w rozmiarach), to rzeczywiście mamy komu kibicować i przeżywać prawdziwe emocje.

 

"Bumblebee" nie jest w żaden sposób filmem wybitnym, ale też zupełnie do tego miana nie pretenduje. To rzetelnie zrobione kino skierowane głównie do nastolatków i przedstawicieli grupy young adults, które nie próbuje udawać, że jest inaczej. Historia z prostym morałem mającym na celu gloryfikację przyjaźni, wiary w samego siebie i czerpania radości z własnego indywidualizmu. Podana w naprawdę uroczy i miły dla oka sposób charakterystyczny dla niewinnego kina rozrywkowego sprzed trzydziestu lat. Dla starszych widzów to wszystko może wydać się trochę zbyt banalne, ale w końcu nie każdy film musi być skierowany do smutnych i cynicznych dorosłych. A może nawet oni docenią tą krótką wyprawę do świata, w którym wszystko wydaje się prostsze i bardziej oczywiste?


Bumblebee

USA, 2018

Paramount Pictures

Reżyseria: Travis Knight

Obsada: Hailee Steinfeld, John Cena, Jorge Lendeborg Jr.


Oddaj swój głos:

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive