Krysiuk: To ja stoję za sukcesem Batushki

Pod koniec minionego roku w obozie Batushki zawrzało, czy - jak twierdzili niektórzy - "wybiło". Duża część metalowej społeczności opowiedziała się po stronie Krzysztofa Drabikowskiego, który przekonywał, że zespół został mu skradziony przez wokalistę i managera - Bartłomieja Krysiuka. Nie zapominajmy jednak, że medal zawsze ma dwie strony, a tak wygląda ta druga.

Jarosław Kowal: Nie można zacząć inaczej, niż od najbardziej aktualnego tematu. Wszyscy zainteresowani znają już perspektywę Krzysztofa Drabikowskiego na sytuację w Batushce, jaka jest twoja?

Bartłomiej Krysiuk: Może na wstępie zaznaczę, że nie jestem zwolennikiem wyciągania brudów, które powinny być omawiane i rozwiązywane wewnątrz zespołu, ale sytuacja zmusza mnie do tego, żebym powiedział kilka słów. Jak wszyscy wiedzą, czytają, słyszą dookoła - przez kilka ostatnich dni wylało się za dużo pomyj, szczególnie pod moim adresem, i trzeba się do tego jakoś ustosunkować. Zacznę od samego początku.

 

Nikt nie kwestionuje wkładu Krzyśka w powstanie albumu, natomiast nie jest prawdą to, że całość stworzył zupełnie sam. Stoi za tym kilka osób, a przede wszystkim stoję za tym ja, jako główny inwestor, człowiek odpowiedzialny za zewnętrzną wizję zespołu i to, jak go każdy postrzega - wszelkie ubrania, grafiki i ikonografiki, zdjęcia, cała scenografię, a także sprzęt, który jest moją własnością, a używa go cały projekt... Wszystko to było wymyślone i zrobiono przeze mnie, a także opłacone z moich prywatnych pieniędzy, a zatem jeżeli mówimy o projekcie Batushka, to Krzysiek zrobił tak naprawdę dla niego tylko gitary i zgłosił się z tym do mnie. Wokale zaaranżowałem i nagrałem ja, a perkusję nagrał Marcin Bielemiuk.

Wszystko to było wymyślone i zrobiono przeze mnie, a także opłacone z moich prywatnych pieniędzy, a zatem jeżeli mówimy o projekcie Batushka, to Krzysiek zrobił tak naprawdę dla niego tylko gitary.

Po wydaniu płyty - którą też w całości sfinansowałem - sprawy zaczęły się szybko rozwijać. Całość od razu zażarła, ale też cała otoczka wokół zespołu zrobiła swoje. Zaczęły napływać propozycje koncertowe, więc postanowiłem, że zainwestuję w sprzęt i stworzenie scenografii. Krzysztof od razu zapowiedział, że nie dołoży do tego ani grosza. Później zaprosiliśmy do pomocy moich i jego znajomych, i tak powstał ten zespół. Za organizację wszystkich koncertów odpowiadałem ja. Krzysiek jedynie otrzymywał wynagrodzenie, podobnie zresztą było ze sprzedażą płyt, koszulek i całego merchu. Krzysiek nie chciał podpisywać żadnych umów, więc wszystko brałem na siebie, całą odpowiedzialność, łącznie z ewentualnymi karami finansowymi. To ja ponosiłem wszelkie koszta z tytułu wypłat muzyków, organizowania prób, wszystkiego, co było związane z nazwą Batushka. To była marka i firma, która została stworzona całkowicie przeze mnie, Krzysztof pobierał z niej profity, od samego początku nie inwestując ani grosza. Czy zatem nie mam do niej prawa?

 

To jest świetna sytuacja - zbuduj swój wizerunek na czyjeś ciężkiej pracy, jeżdżąc na koncerty zorganizowane przez kogoś innego, opowiadając bzdury, zakładając prywatne konto na Instagramie, tworząc własną, alternatywną rzeczywistość, a na koniec opublikuj w panice posta, bo naopowiadałeś bzdur tym wszystkim ludziom, że stworzyłeś to zupełnie sam! A ten Krysiuk to złodziej, przekręciaż, faszysta i nie wiadomo kto, i zrób z siebie umęczoną ofiarę. Wszyscy będą hejtować, wiadomo... Jeszcze ładnie opowiedz całą historię swojemu wieloletniemu doradcy i księgowemu, panu Krzysztofowi Słyżowi, żeby jako pierwszy na gorąco mógł przekazać światu tryumf... Piękna historia! Będzie doskonały finał, ale w sądzie.

Takie historie miały miejsce na każdej trasie Batushki - gość wychodził z kolacji i nie wracał, bo nie miał dostępu do internetu, na przykład w Chile... I nie odbiera telefonów, nie wiadomo gdzie jest, a ty się martw, co i jak.

Krzysiek ma ogromne problemy psychiczne, o których wiedzieli i mówili wszyscy dookoła. Każdy, kto przebywał z nim dłużej stwierdzał, że coś jest nie tak. Mogę dodać historię jeszcze z czasów, kiedy współpracowaliśmy w Hermh - pojechaliśmy w trasę, a po bodajże piątym koncercie wyszedł z klubu i już nie wrócił, a powodem było to, że nie miał dostępu do internetu. Takie historie miały miejsce na każdej trasie Batushki - gość wychodził z kolacji i nie wracał, bo nie miał dostępu do internetu, na przykład w Chile... I nie odbiera telefonów, nie wiadomo gdzie jest, a ty się martw, co i jak. Uzależnienie to jest mało powiedziane, chłopak jest mocno chory. Boje się, że nie poradzi sobie z całą tą sytuacją, bo dla niego nie jest najważniejsze to, że traci zespół, który dla niego i tak nic nie znaczył - co wiem chociażby stąd, że ludzi, z którymi współpracował traktował jak śmieci - ale najgorsze jest to, że stracił "twarz" u tych wszystkich instagramowych, "wirtualnych" ludków, u których budował pozycję: To ja wszystko stworzyłem! Kris! i opowiadał pierdoły. Instagram - jak się okazało - był prywatny, a także treści publikowane na nim były prywatne, dlatego konto zostało usunięte. Teraz będą filmiki, oskarżenia, wrzutki i brazylijski serial. Trzy lata jedziesz na czyimś garbie, po czym stwierdzasz, że to jednak złodziej i przekręciaż, a że Krzysztof jest także osobą mocno mściwą, więc spodziewam się wszystkiego.

 

Jeżeli chodzi natomiast o temat zastrzeżenia nazwy, który też wywołał dyskusje, to znowu jest to jakaś absurdalna historia. Batushka uchodziła za projekt anonimowy, więc pierwsza lepsza osoba z ulicy mogła wejść do urzędu i zastrzec nazwę. Zdecydowałem się to zrobić dla uniknięcia takiej sytuacji, a także ze względu na ilość podróbek napływających z całego świata. Krzysiek może to zresztą potwierdzić, bo osobiście zgłaszał przypadek jednego z producentów podróbek na policji.

Umówiliśmy się, że to będzie wszystko anonimowe, ale to właśnie on tak mocno pragnął się ujawnić. Zaczęło mu mocno odbijać, co przenosiło się później na członków zespołu, którzy byli nieustannie zmieniani według jego widzimisię.

Myślę, że tak naprawdę problemem było to, że Krzysiek źle znosił sławę. Umówiliśmy się, że to będzie wszystko anonimowe, ale to właśnie on tak mocno pragnął się ujawnić. Zaczęło mu mocno odbijać, co przenosiło się później na członków zespołu, którzy byli nieustannie zmieniani według jego widzimisię i to na przykład dwa dni przed koncertem albo tydzień przed trasą koncertową. Trzeba było na szybko szukać muzyków, nagłośnieniowców i takie rzeczy rzutowały na całość współpracy. Pod koniec sam się gubiłem w tym wszystkim, bo na każdy koncert jeździł inny skład i to wszystko trzeba było ogarnąć logistycznie, więc w pewnym momencie stwierdziłem, że nie mam na to już siły i po prostu trzeba się rozstać. Miało to formę spółki, a umowa na album "Litourgiya" została zakończona, wszystko odbyło się zgodnie z postanowieniami i tyle - trzeba się rozejść. Niech chłopak się otrząśnie, ma trójkę dzieci, całe jego otoczenie wie, że ma "problemy z głową" i nie są one przejściowe. Niech teraz zareagują, bo będzie za późno.

 

Widzisz szansę na to, żeby mimo wszystko dojść do porozumienia?

Wiele razy wyciągałem do Krzyśka rękę, chociażby przed ostatnimi koncertami, kiedy zapowiedziałem, że zakończymy współpracę. To nie była decyzja podjęta ot tak, pod wpływem emocji, to było następstwo propozycji nagrania kolejnego albumu. Czekałem na odpowiedź kilka miesięcy, miał określić się do końca sierpnia [2018 roku – przyp. red.] i wreszcie stwierdził, że jest zdecydowanie na nie. Wtedy ostatecznie stwierdziłem, że dalsza współpraca nie ma sensu, ale z racji tego, że koncerty były zabookowane znacznie wcześniej, chciałem to dokończyć zgodnie z umowami, bo gdyby do tych koncertów nie doszło, to ja ponosiłbym kary finansowe. Dwa tygodnie przed ostatnimi koncertami powiedziałem wprost, że rozchodzimy się i chciałbym otrzymać z powrotem sprzęt, z którego korzystał, żeby go sprzedać i odzyskać przynajmniej jakąś część wkładu inwestycyjnego.

Dość mocno podkreśliłem jego psychiczną pozycję i całą sytuację, do której doprowadził. Po tych koncertach, kiedy już zakończyliśmy współpracę, jasne się stało, że prawdopodobnie będą istnieć dwie Batushki. Umówiliśmy się jednak na rozmowę, do której miało dojść 27 grudnia, ale w międzyczasie Krzysiek zaczął publikować wiadomości na Instagramie, z których jasno wynikało, że nic z tego porozumienia nie będzie. Wysłałem kilka SMS-ów z prośbami o rozmowę i wyjaśnienie tej sprawy, może nawet dałoby się kontynuować wspólną działalność, ale na nowych warunkach... Nie dostałem żadnej odpowiedzi, a zamiast tego pojawiło się oświadczenie, że wyrzuca mnie ze swojego projektu, choć tak naprawdę z jego projektu sam odszedłem już wcześniej, bo chciałem mieć prawdziwy zespół - tylko tak to mogło dalej funkcjonować.

 

Chciałem zapytać o reakcje innych muzyków, ale z tego, co mówisz wynika, że tak naprawdę to byliście wy dwaj i często zmieniający się muzycy sesyjni.

Był jeszcze perkusista, który został wyrzucony przez Krzyśka, o czym poinformować musiałem go ja, bo Krzysiek nigdy nie potrafił rozmawiać z ludźmi. Takie kluczenie, ustalanie czegoś za plecami - to było na porządku dziennym. Perkusista - ten, który nagrywał płytę - wyleciał przed dużą trasą, bo mówił prawdę wprost, z resztą takich ludzi było mnóstwo, stąd skład się zmieniał co chwilę. Dochodziło do wielu sprzeczek na temat zachowania Krzyśka; tego, jak traktuje inne osoby w zespole; czegoś, co określiłbym wręcz jako despotyzm i nasilające się gwiazdorzenie. Pod koniec graniczyło to już z absurdem. Aktualni muzycy stoją natomiast po jednej stronie tego konfliktu, każdy przecież widzi, że Krzysiek jest w tym sam. Nie chcą jednak uczestniczyć w całym tym - za przeproszeniem - gównie, bo znają mściwość Krzyśka, ale jeżeli sprawa znajdzie się w sądzie, to określili już, po której stronie będą.

Aktualni muzycy stoją natomiast po jednej stronie tego konfliktu, każdy przecież widzi, że Krzysiek jest w tym sam. Nie chcą jednak uczestniczyć w całym tym - za przeproszeniem - gównie, bo znają mściwość Krzyśka, ale jeżeli sprawa znajdzie się w sądzie, to określili już, po której stronie będą.

Z niechęcią do Batushki, proporcjonalną zresztą do wzrostu jej popularności, musiałeś mierzyć się już wcześniej, przed całą tą sytuacją. Niektórych bolało to, że macie wyjątkowo dużo merchu w ofercie, innych, że od trzech lat koncertujecie z tym samym materiałem.

Jasne jest to, że sukces Batushki jest czymś niespotykanym na salę polskiego rynku muzycznego czy nawet ogólnoświatowego, bo rzadko się zdarza, żeby zespół zagrał tyle koncertów po wydaniu tylko jednej płyty. Zainteresowanie nie gasło przez ostatnie trzy lata, a wręcz wzrastało i na pewno w jakimś stopniu wzbudza to zwykłą, polską zazdrość. U nas często myśli się, że black metal powinien być wydawany na pięciu kasetach przeznaczonych dla swoich kolegów. Cóż w tym złego, jeżeli muzyka zespołu dobrze się sprzedaje, jeżeli ma dwadzieścia wzorów koszulek, skoro jego członkowie tylko i wyłącznie z tego się utrzymują? Jeśli jakiś pan Kowalski chce grać black metal dla swoich pięciu kolegów i codziennie zasuwać z teczuszką do korporacji, to proszę bardzo. My postawiliśmy wszystko na jedną kartę i utrzymujemy się dzisiaj tylko z muzyki. Dlaczego mielibyśmy tego nie sprzedawać, skoro ludzie chcą kupować? To moja praca, dlaczego miałbym za wykonanie jej nie otrzymywać wynagrodzenia?

 

Ale nie jest chyba tak, że cała polska scena black metalowa ma do was negatywne nastawienie. Jeździliście na koncerty z większymi i mniejszymi zespołami, od Entropii po Behemoth.

Z niektórymi zespołami jest tak, że nie odmówią, kiedy dostają ofertę wspólnego grania - dobrze jest przecież ogrzać się w czyimś blasku - ale za plecami mówią już coś zupełnie innego [śmiech]. Nie wiem, jak to nazwać... Dla mnie jest to miałkie, małe, to typowa zawiść o to, że komuś coś dobrze wyszło, a mi nie wychodzi. Takie typowe "polactwo".

 

Jeździcie po świecie, więc możesz to porównać z reakcjami zagranicznych odbiorców - jest podobnie?

Na pewno dużo zależy do specyfiki undergroundu z danego kraju, ale poza Polską, nigdzie nie zauważyłem niechęci do Batushki. Ale to, że mamy tutaj tak duże grono hejterów działa na korzyść zespołu, bo im więcej mówią, tym więcej ludzi dowiaduje się o naszej działalności, więc na pewno zrobili świetną robotę dla Batushki [śmiech]. Tak to wygląda - trasy i koncerty wszędzie dobrze się sprzedawały, choć nie znaczy to jeszcze, że za każdym razem były sukcesami finansowymi, bo zespół razem z obsługą to piętnaście-szesnaście osób, więc cała logistyka była naprawdę droga.

Nie wiem, co Krzysiek planował, jaki był jego zamysł, co do drugiej płyty. Puszczał jej fragmenty przypadkowym osobom od dwóch lat, wszystkim dookoła. Kiedy na moją prośbę, żeby ją w końcu nagrać, odpowiedział negatywnie, przestało mnie to interesować.

Pracujecie teraz nad nowym albumem, ale kto właściwie stworzył te utwory? Krzysiek Drabikowski też wspominał, że ma gotowy materiał.

Materiał, o którym mówił Krzysiek można regularnie usłyszeć na koncertach, nic się w nim nie zmienia. Nie wiem, co Krzysiek planował, jaki był jego zamysł, co do drugiej płyty. Puszczał jej fragmenty przypadkowym osobom od dwóch lat, wszystkim dookoła. Kiedy na moją prośbę, żeby ją w końcu nagrać, odpowiedział negatywnie, przestało mnie to interesować. Ja robię swoje. Teraz nagle - gdy sytuacja zaczęła się komplikować - usłyszałem, że chce od razu wydać płytę i proponuje nagrywanie muzykom, o których mu wspominałem. Od roku mówiłem mu, że możemy z nich skorzystać, ale wtedy nie chciał nawet tego rozważać, twierdził, że nikt tego nie zrobi lepiej od niego.

 

Sukces pierwszego albumu wynikał między innymi z tego, że nikt wcześniej czegoś podobnego nie nagrał, ale efektu świeżości nie da się osiągnąć po raz drugi.

Tak, oczywiście, szukamy czegoś nowego i świeżego. Właśnie tutaj tkwi sedno sprawy, bo materiał, który ma Krzysiek to dokładna kopia "Litourgiyi". Oczywiście jeśli chodzi o partie gitarowe, bo tylko takie tam były. Nie wiem natomiast, czy oferując fanom kolejny taki sam materiał i nic więcej - bo nie było żadnego dodatkowego konceptu - ten zespół wciąż mógłby odnosić sukcesy. Wizerunkowo zostajemy na pewno przy tym samym, ale będzie to wyglądać jeszcze lepiej, będzie na bogato. Natomiast dochodziły do mnie sygnały od muzyków, którzy z nami jeździli czy obsługi naszych koncertów, że Krzysiek dość często powtarzał, że drugi album chce zrealizować beze mnie.

 

To jak chciałbyś, żeby 2019 rok wyglądał dla ciebie i dla Batushki?

Chciałbym przede wszystkim wydać dobry album i chciałbym, żeby to muzyka przemawiała sama za siebie, a nie "internety", które już dawno wydały wyrok. To nie one są wyznacznikiem jakości zespołu. Dzisiaj wydać na kogoś wyrok, opluć, zniesławić, widząc jedynie jedną stronę medalu jest bardzo łatwo. Poza tym liczę na realizacje wszystkich planów koncertowych i przede wszystkim na trochę spokoju, bo końcówka 2018 roku na pewno do spokojnych nie należała. Pozdrawiam tych, którzy tak pięknie komentują to wszystko, znając wyłącznie perspektywę jednej strony całej tej sytuacji.

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive