Źle się dzieje w El Royale

80%

"Źle się dzieję w El Royale" to gratka dla fanów filmowych układanek spod znaku Quentina Tarantino. Nie wszystko tu zgrało się odpowiednio, ale to nadal jeden z ciekawszych obrazów tej jesieni.

Drew Goddard to twórca, który szerszemu gronu kojarzy się najlepiej z prześmiewczego "Domu w głębi lasu" będącego jedną wielką zabawą ze schematami rządzącymi się różnymi odmianami horrorów. Nic więc dziwnego w tym, że po zapowiedziach i trailerze "Źle się dzieje w El Royale" także wyłaniał się obraz historii zrobionej z przymrużeniem oka. Jednak okazuje się, że tym razem mamy do czynienia z filmem, który bierze siebie dość serio. Owszem, zostało w nim zawarte sporo humoru, ale jest on czarny jak smoła. Gdybym miał szukać odpowiednika w innym obrazie, to byłoby chyba kultowe "Fargo" braci Coen.

 

Fabuła przenosi nas do tytułowego hotelu, który poznajemy w latach siedemdziesiątych, kiedy czasy swojej świetności ma już dawno za sobą. Znajdujący się na linii oddzielającej Kalifornię od Nevady przybytek teraz służy jako tania noclegownia dla ludzi, których nie stać na hotel z prawdziwego zdarzenia. W jednym momencie przybywają do niego czarnoskóra śpiewaczka, impertynencki sprzedawca odkurzaczy, podejrzany ksiądz oraz narwana hipiska. Każdy z nich ma swoje sekrety, a samo "El Royale" ma kilka tajemnic w zanadrzu. Scenariusz jest tu wyjątkowo misterny i ciekawy formalnie, bo cała historia jest poszatkowana i przedstawiana osobno z perspektywy wszystkich bohaterów, przez co wiele scen widzimy na ekranie wielokrotnie. To jeden z tych filmów, o których lepiej wiedzieć jak najmniej, aby nie psuć sobie seansu. Warto jednak mieć na uwadze to, że Goddard nie zrobił filmu stanowiącego tylko rozrywkę. Ja odczytuję go jako opowieść o momencie w historii, w którym USA straciło swoją niewinność. Wojna w Wietnamie, brak zaufania do kościoła i polityków, pojawiające się sekty religijne czy rosnąca paranoja tajnych służb - to wszystko zostało tutaj uwzględnione.

W warstwie audio-wizualne twórcy pełnymi garściami czerpią z estetyki kojarzonej z latami siedemdziesiątymi w USA. Na ekranie widzimy sporo neonów i kiczowaty przepych, a ze przepastnej szafy grającej co rusz słychać kolejny szlagier. Jednak film Goddarda nie opiera się w tej kwestii tylko na taniej nostalgii, która służy tu raczej jako tło mające uśpić uwagę widza. To produkcja, w której pełno jest ciekawych rozwiązań formalnych i nietypowych kadrów. Można odnieść wrażenie, że część z nich powstała tylko dlatego, że ktoś pomyślał: Kurde, fajnie byłoby zobaczyć coś takiego na ekranie. Niesamowite wrażenie robi sekwencja, w której postać grana przez Josha Hamma obserwuje hotelowe pokoje zza drugiej strony lustra weneckiego. Myślę, że ta jedna scena może przejść do historii kina jako przykład naprawdę sprytnej pracy kamery.

 

Jednym z najjaśniejszych elementów całego filmu jest fenomenalna obsada aktorska. Trudno wręcz zdecydować, która z gwiazd wcielających się w gości feralnego hotelu wypada najlepiej. Mnie osobiście bardzo ucieszył występ Jeffa Bridgesa, który przypomina, że potrafi jeszcze zagrać kogoś innego niż podstarzałego kowboja. Josh Hamm po raz kolejny udowadnia, że nie pozwolił się zaszufladkować swojej kreacji z "Mad Man", a Chris Hemsworth pokazuje, że ma do zaprezentowania coś więcej niż tylko olśniewającą tężyznę fizyczną. Nawet niezbyt lubiana Dakota Johnson radzi sobie tutaj zaskakująco dobrze i wydaje się mniej ospała niż zazwyczaj. Jednak największym odkryciem okazuje się Cynthia Erivo, dla której jest to zaledwie druga rola filmowa. Aktorka oprócz pięknego głosu, posiada wielką ekranową charyzmę i może być o niej za jakiś czas całkiem głośno.

"Źle się dzieje w El Royale" to film zaskakujący na wielu płaszczyznach i naprawdę wciągający, ale nie pozbawiony niedociągnięć. W pewnym momencie twórcy mieli wyraźne problemy z utrzymaniem tempa historii i użyli trochę zbyt widocznych szwów do połączenia wszystkich wątków w spójną całość. Dla niektórych widzów może być to także film zbyt przegadany, ale to już kwestia przyjętej konwencji znanej najbardziej z filmów Tarantino. A w tym wypadku Goddard użył jej chyba z lepszym efektem niż sam Quentin w swojej "Nienawistnej ósemce".


Źle się dzieje w El Royale

Tytuł oryginalny: Bad Times at the El Royale

USA, 2018

Twentieth Century Fox

Reżyseria: Drew Goddard

Obsada: Jeff Bridges, Cynthia Erivo, Dakota Johnson


Oddaj swój głos:


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki