Soundrive Live

Siksa - "Stabat Mater Dolorosa"

"To nie jest muzyka" - tak powie niejeden "fachowiec". Ten sam, który chwilę wcześniej doradzał trenerowi polskich piłkarzy, jak mają grać, zupełnie jakby naprawdę wierzył, że komunikacja za pośrednictwem telewizora jest możliwa. Ten sam, który gdyby tylko chciał, użyłby politycznego geniuszu do zmienienia Polski w krainę mlekiem i miodem płynącą. Ale nie chce. Może nawet ten "fachowiec" ma rację, tylko co z tego? Niech będzie, że Siksa to nie muzyka. Za to wyjątkowo fascynująca niemuzyka.

Roger Ebert, jeden z najbardziej zasłużonych krytyków filmowych, wielokrotnie musiał odpowiadać na rozgoryczenie kolegów z branży, którzy nie mogli pojąć, dlaczego na przykład "Anakondę" z Jennifer Lopez ocenił wyżej niż artystyczną wizję z "Odmiennych stanów moralności". W jednym z tekstów postanowił wreszcie doprecyzować obrane przez siebie kryteria, które wydają się dość oczywiste - nie wszystko, co można nazwać filmem leży na tej samej skali porównawczej. "Anakonda" w kategorii tandetne historie o wężach może stać bardzo wysoko, a "Odmienne stany moralności" jako obraz prowokujący do refleksji może zostać odebrany jako zbyt pretensjonalny.

 

Z muzyką jest podobnie, dlatego chełpienie się tym, że twoje ulubione Pink Floyd czy inne Radiohead to technicznie znacznie lepsze zespoły od Siksy ma tyle sensu, co wysławianie "Trzech billboardów za Ebbing, Missouri" ponad "Plan dziewięć z kosmosu", dzieło Eda Wooda, powszechnie uważane za jeden z najgorszych filmów w historii kina. Na drugi z tych tytułów wskazuję nieprzypadkowo, bo kiedy widz oswoi się już z absurdalnymi efektami specjalnymi, z zombie, Draculą i ledwo trzymającą się kupy scenografią, nagle gdzieś spod całej tej nietraktowanej na poważnie warstwy wizualnej wyłania się zupełnie nieśmieszny, antywojenny przekaz. Podobnie można odebrać "Stabat Mater Dolorosa".

 

Korzyść z piastowania tytułu najgorszego przedstawiciela albo przedstawicielki dowolnej dziedziny jest taka, że w odróżnieniu od średniaków, ma się identyczną moc przykuwania uwagi, co najlepsi. Znajdą się tacy, którzy przesłuchają nowy album Siksy tylko po to, żeby wytykać, jak dużo brakuje jej do Adele albo jak bzdurny jest koncept tworzenia podkładów opartych jedynie o hałas gitary basowej. Część z nich mimo kierowania się niskimi pobudkami, zostanie tu jednak na dłużej, bo koło tak wyrazistych opinii wypowiedzianych w tak bezpardonowy sposób trudno przejść obojętnie. Tym właśnie jest efekt "Planu dziewięć z kosmosu". Kiedy już ludyczne potrzeby zostaną zaspokojone, kiedy już nie będzie, z czego więcej się ponabijać, zostanie treść wypełniona celnymi refleksjami o byciu kobietą, o byciu człowiekiem, o tym, że faszystą można być niezależnie od tego, jakie poglądy się wyznaje. Może kiedy ujmuję to w ten sposób, zaczyna przypominać protest songi Jacka Kaczmarskiego, ale, kurwa, te słowa uderzają z taką siłą, jakiej przez ostatnie dziesięć lat nie wykrzesał żaden punk rockowy zespół w tym kraju. Przecież po to punk powstał, żeby czesać pod włos wszystkich dokoła, bez wyjątków, a nie biadolić: Człowiek zawsze jest zagadką, sam dla siebie wciąż pytaniem, jak punkopolowi konformiści dorabiający na zastąpieniu dresów biało-czerwoną flagą.

 

Siksę można kochać albo nienawidzić, nic pomiędzy. Podobnie jak kiedyś Iggy Pop albo Sex Pistols, tak dzisiaj ona pokazuje środkowy palec hipokrytom i oprawcom wolności. Dlaczego nie mogła zamiast tego po prostu założyć punkowej kapeli? Bo to już nie działa, bo koszulki Ramones można kupić w Tesco, bo punk rock został wchłonięty przez kapitalizm na tej samej zasadzie, na jakiej chrześcijaństwo pożarło Trygława i Sol Invictus. Trzeba nowego ogniska buntu, a każda kolejna osoba wkurwiona przez Siksę próbuje ugasić je za pomocą benzyny.


Antena Krzyku/2018


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive