Soundrive Live

Scarlxrd - "DXXM"

"Sekcja biograficzna powinna pozostać pusta" - takie wytyczne dostają organizatorzy koncertów Scarlxrda, co z jednej strony może wynikać z jego wrodzonej przekorności, z drugiej z przeszłości, o której wolałby zapomnieć, ale okazuje się, że wcale nie trzeba tych kilku cytatów z recenzji czy opowieści o dotychczasowych dokonaniach, by nowa publiczność napływała lawinowo.

Scarlxrd był YouTuberem, co niektórym wystarcza, by wydawać negatywne sądy na jego temat albo stawiać znak równości między nim a Young Multim, naszą lokalną "gwiazdą" o podobnej ścieżce kariery. Różnica jest jednak kolosalna, bo o ile Multi kopiuje amerykańskie trendy, o tyle Marius Listhrop (jak naprawdę nazywa się brytyjski raper) tworzy własny, unikalny styl. Wyznawcy "truskulu" nie mają tutaj czego szukać, nie mają czego szukać także ci, dla których gatunkowa "czystość" stanowi wartość, w jaką nie wolno ingerować, bo podobnie jak kiedyś punk rock czy black metal budziły sprzeciw starszych pokoleń, tak dzisiaj to - jeszcze nienazwane - zjawisko ponurego, agresywnego hip-hopu rośnie w siłę dokarmiane między innymi nienawiścią poprzedników.

 

Ghostemane, Moodie Black, Nick Prosper, Lil Bo Weep, nawet tegoroczny materiał Princess Nokia - to tylko kilka najciekawszych projektów pasujących do słów, jakimi Scarlxrd opisał własną twórczość: Dark as fuck. "Mrok" jest częścią wspólną, ale każdemu służy do innych celów, bo o ile Lil Bo Weep szuka w nim rozpaczy i wyciszenia, o tyle najwyraźniejszą cechą "DXXM" jest wściekłość. Słychać ją zarówno we wrzaskach przywodzących na myśl raczej hardcore niż hip-hop, jak i w potężnych uderzeniach basu, które sprawiają wrażenie tak bardzo masywnych, że celem mogło być tylko zniszczenie domowych głośników (biada tym, którzy mają zwyczaj słuchania muzyki z telefonu).

 

W wywiadzie z początku maja Scarlxrd przekonywał, że na razie trudno będzie go zaszufladkować, ale prawdopodobnie wkrótce ktoś znajdzie nazwę dla jego brzmienia. Są tacy, którzy już mają kilka propozycji. Według jednych mamy do czynienia po prostu z mroczniejszą odmianą soundcloud rapu, co oczywiście ma wydźwięk pejoratywny. Listhrop nie próbuje jednak straszyć bezkształtnymi tatuażami na twarzy i bełkotem o pieniądzach, narkotykach czy ulicznych pojedynkach, których nigdy nie stoczył. Nie ma tu przerostu formy nad treścią, a specyficznemu wyglądowi - ewidentnie zainspirowanemu japońską animacją - towarzyszy emocjonalny, gniewny przekaz.

 

Inną próbą opisania muzyki Scarlxrda jest typowo dziennikarski, sztuczny termin "trap metal". Są tu i trapowe werble, i samplowane riffy gitarowe, i przede wszystkim krzyk, który z hip-hopem raczej nie jest kojarzony, ale nie dopatrywałbym się w tym podejściu fuzji gatunkowej, a raczej odkrywania nowej jakości. Co jednak istotniejsze, ani Zillakami, ani Kamiyada czy Prxjek - którzy eksplorują bardzo podobne rewiry dźwiękowe - nie dorastają Lxrdowi do pięt, ponieważ cała ich energia włożona jest jedynie w atakowanie z jak największą siłą, imponowanie hałasem i decybelami. "DXXM", ale też wcześniejsze albumy, ma tę przewagę, że powstało w głowie człowieka obdarzonego poczuciem rytmu, osłuchanego nie tylko z XXXTentacion czy Smokepurpp, ale także z przebojowymi artystami z przeszłości - Nellym, Missy Ellioty, Eminemem. To wyróżnia Scarlxrda - równowaga pomiędzy bezkompromisową brutalnością a ukrytym pod tą grubą warstwą zgiełku talentem do komponowania wpadających w ucho melodii.

 

Doskonały przykład to "we waste time FADED". Ostry, gwałtowny flow atakuje słuchaczy niemal nieprzerwanie przez dwie minuty. Nie ma czasu nawet na złapanie oddechu i tym, którzy dyskredytują umiejętności Scarlxrda tylko dlatego, że krzyczy, polecam zmierzenie się z linią wokalną tego kawałka - gwarantuję, że nie obędzie się bez podawania tlenu. Głos pochłania całą uwagę, ale jeżeli wsłuchacie się, to odkryjecie, że na drugim planie - pod grubą warstwą basu - wybrzmiewa intrygujący podkład, który decyduje o melodyjności kawałka, mimo że pozornie w ogóle jej tutaj nie ma. Gdzieniegdzie pojawiają się opinie, jakoby Listhrop nagrywał w kółko ten sam utwór, co wynika z nieosłuchania części hip-hopowej publiki - bo mimo wszystko to z niej wyłonili się pierwsi słuchacze... ekhm... "trap metalu" - z tak dużą dawką jazgotu. Odbiorcy metalu znają to doskonale, nie raz słyszeli od rodziców, że ten Darkthrone czy inny Slayer grają wszystko na jedno kopyto, ale wystarczy dostroić się do komunikatów z tego osobliwego świata, by nagle otworzyła się droga do nowego wymiaru doznań.

 

Wyraźny podział tych, którzy słuchali "DXXM" (czy wcześniejszych nagrań) na oddanych fanów i zapalczywym wrogów to największy komplement, z jakim Scarlxrd mógł się spotkać. Oznacza to, że nikomu nie jest obojętny, wzbudza emocje, a przez swoją odmienność prowokuje niechęć strażników ustalonego porządku świata. To potrzebne zachwianie, bo wszystko, co dobrego wydarzyło się w muzyce miało źródło w burzeniu harmonii. Nie obchodzi mnie to, że Mazzi Maz żarł kiedyś cynamon na wizji i zbierał lajki pod dławieniem się, wszyscy robiliśmy głupoty, ale niektórzy mieli to szczęście, że dorastali w świecie bez telefonów komórkowych i internetu, więc nikt nie będzie im wypominać dawnych błędów. Liczy się tylko dzisiaj, a dzisiaj Scarlxrd to jedna z najciekawszych postaci w muzyce. Obojętnie, jak ją nazwiecie.


Lxrd Records/2018


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive