Soundrive Live

Braids: Nowe pokolenie nie zniesie tego gówna

 

Album "Deep in the Iris" spotkał się z dużą przychylnością fanów i krytyków, a przy okazji pokazał Braids od nowej, bardziej zaangażowanej społecznie strony.

Od tamtego czasu minęły trzy lata, podczas których wokalistka tria, Raphaelle Standell-Preston intensywnie koncertowała na całym globie ze swoim drugim projektem - Blue Hawaii. Nadeszła jednak pora powrotu Braids, wkrótce ukaże się nowy album, a na początku kwietnia Kanadyjczycy wystąpią w Polsce aż trzykrotnie - w Warszawie, w Poznaniu i w Gdańsku.

 

Jarosław Kowal: W tych dziwnych czasach za każdym razem, kiedy czytam o Kanadzie, mam wrażenie, że to jakaś baśniowa kraina, a Justin Trudeau jest jak James Bond wśród premierów innych państw. To faktycznie aż tak wspaniałe miejsce?

Raphaelle Standell-Preston: To wspaniały kraj, ale na pewno nie baśniowa kraina. Mamy nasze mroczne historie i zmagania, może po prostu dzisiaj nieco mniejsze od innych państw. Na pewno jest to kraj liberalny, co pozwala patrzeć na niego z dużym optymizmem. Jeżeli chodzi natomiast o Trudeau w roli Jamesa Bonda, to według mnie tak się złożyło, że jest absurdalnie przystojny, więc ludzie gloryfikują to, że na czele naszego kraju stoi człowiek dobrze wyglądający i czarujący. To pokazuje, w jakim stanie jest polityka - ludzie mają dosyć przywództwa wrednych, starszych panów o nieprzyjemnych twarzach. Myślę, że tym, co decyduje o czyjejś atrakcyjności są życzliwe oczy, a niestety większość polityków ich nie ma... Dbają o własne interesy, a nie o dobro wspólne, natomiast aurę Trudeau odbieram z przekonaniem, że jego priorytety są we właściwym miejscu, że służy dobru nas wszystkich, całego kraju. W każdym razie na pewno nie jest to baśń, choć byłoby to fajne [śmiech].

Ludzie mają dosyć przywództwa wrednych, starszych panów o nieprzyjemnych twarzach.

Wiem, że w trakcie tras koncertowych rzadko jest czas, żeby zobaczyć coś więcej niż hotel i miejscu, w którym się występuje, ale sporo podróżujesz - byłaś nawet w tak egzotycznym miejscu, jak Mongolia - świat faktycznie zmienia się w coraz bardziej niebezpieczne miejsce, jak można by to odebrać za pośrednictwem mediów?

Nie, naprawdę nie widzę, żeby zmieniał się w bardziej niebezpieczne miejsce, jeżeli chodzi o przemoc fizyczną. Widzę natomiast, że niektóre kraje stają się bardziej zamknięte, jeżeli chodzi o myślenie, co samo w sobie też jest czymś niebezpiecznym. Szczerze mówiąc, zawsze mamy do czynienia z ludźmi o bardzo dobrych sercach i przez ten pryzmat widzimy kraje, w których spędzamy dzień czy dwa. Nie mamy przecież do czynienia z politykami, spotykamy się z promotorami, którzy nas zaprosili i z fanami, a ci ludzie zazwyczaj są mili, uprzejmi i chociażby to jest ich wkładem w lepszą przyszłość swoich państw.

Rok temu byłaś w Polsce z Blue Hawaii, miałaś okazję zobaczyć Warszawę?

Tak! Mieliśmy dzień wolny w Warszawie, spacerowaliśmy po parku i zjedliśmy pirogies [pisownia oryginalna]. Dobrze spędziłam czas z ludźmi, których poznaliśmy, to była naprawdę wspaniała publiczność. Robili dużo hałasu, dzięki czemu mieliśmy jeszcze większą przyjemność z występu. Poza tym ulice były tak bardzo szerokie... Przyjemnie było poczuć się małą na tych wielkich ulicach. Wiem, że jest to w pewnym sensie architektoniczna taktyka, za pomocą której państwo ma sprawiać wrażenie większego od obywatela, ma pokazać, kto tutaj jest szefem, ale dobrze się czułem, wchodząc w tę rolę na chwilę.

 

W zeszłym tygodniu na warszawskie ulice wyszły tysiące osób protestujących przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Politycy powinni mieć wpływ na tak bardzo osobiste sprawy?

Według mnie to jednostka zawsze powinna decydować, co jest najlepsze dla jej zdrowia, łącznie ze wspomaganym samobójstwem, które w pełni popieram. Jeżeli chodzi o aborcję, pozwólcie decydować kobietom! Nie potrzebuję jakiegoś oderwanego od rzeczywistości starca, żeby mówił mi, co mam robić z moim ciałem. To archaiczne! Czas iść naprzód.

Nie potrzebuję jakiegoś oderwanego od rzeczywistości starca, żeby mówił mi, co mam robić z moim ciałem.

Bardzo otwarcie opowiedziałaś o swoich trudnych doświadczeniach w "Miniskirt", najczęściej omawianym utworze z ostatniego albumu Braids. Jestem pewien, że napisałaś ten tekst przede wszystkim z powodów osobistych, ale wiem też, że wiele kobiet ma bardzo podobne przeżycia. Przeczuwałaś, że możesz stać się głosem tych, które boją się przemówić?

Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że wiele osób ma podobne doświadczenia, wtedy wciąż milczano na takie tematy. To było jeszcze przed pojawieniem się ruchu #MeToo. Rzadko rozmawiałam o tym z innymi ludźmi... Tak naprawdę z nikim nie potrafiłam być na tyle otwarta, poza najbliższymi przyjaciółmi i rodziną. Byłam bardzo zawstydzona, że spotkało to akurat mnie, a do tego cholernie się bałam mówić o molestowaniu. Myślałam, że będę oceniana przez innych i postrzegana wyłącznie jako osoba, którą molestowano, co w konsekwencji naznaczyłoby całą moją karierę. W końcu jednak zdecydowałam się na ten stanowczy krok, bo poczułam, że jest to bardzo ważne dla mnie i dla innych. Było mi przykro, że tak często ujawnienie się jako ofiara molestowania jest napiętnowane. To nie miało żadnego sensu... Nie chciałam wstydzić się czegoś, na co nie miałam żadnego wpływu.

 

Na długo po opublikowaniu piosenki i napisaniu artykułu "Regeneracja poprzez mikrofon" dla Pitchforka wciąż nie odczuwałam jednak ulgi. Dopiero po kilku miesiącach poczułam się pewna słuszności decyzji o powiedzeniu na głos o moich doświadczeniach. To naprawdę intensywny proces. Jeżeli ktokolwiek z waszych znajomych opowie wam o przejściach związanych z molestowaniem, wspierajcie ich, słuchajcie i nie osądzajcie.

Byłam bardzo zawstydzona, że spotkało to akurat mnie, a do tego cholernie się bałam mówić o molestowaniu.

Ta piosenka zmieniła relacje między tobą a niektórymi fanami?

Całkowicie, pojawiały się osoby, które opowiadały mi o własnych doświadczeniach, mówili też, jak ważne było dla nich usłyszenie piosenki poruszającej taki temat. Odkąd zaczęłam o tym mówić otwarcie, czuję się bardziej związana z naszą publicznością.

 

W latach 60. wielu wierzyło, że mogą zmienić świat swoją muzyką, chociażby zakończyć wojnę w Wietnamie. Myślisz, że dzisiaj jest to możliwe?

Całkowicie możliwe. Nie jestem tak naiwna, by wierzyć, że mogę zmienić cały świat, ale sądzę, że nasza muzyka może pozytywnie wpływać na życia innych ludzi i zmieniać ich własne światy. Sztuka jest tak bardzo ważna dla duszy, a kiedy mamy szczęśliwe dusze, podejmujemy lepsze decyzje.

Świat stał się nieco schizofreniczny - z jednej strony mamy ruch #MeToo i wszelkie jego konsekwencje chociażby w Hollywood, z drugiej w wielu państwach do władzy dochodzą partie konserwatywne. Dojdzie do zderzenia tych dwóch światów czy jest szansa na kompromis?

Dojdzie do zderzenia. Nie ma miejsca na kompromis, jeżeli pojawia się rasizm i seksizm, deportacje i granice. To musi zostać zlikwidowane. Już się sprzeciwiamy, wszystko się zmienia. Nowe pokolenie jest zawzięte i nie zniesie tego gówna, wystarczy spojrzeć na ruch #enoughisenough. Te dzieciaki są ogromnie inspirujące, są przyszłością, czy ktoś tego chce, czy nie, a osobiście bardzo się z tego cieszę!

Nowe pokolenie jest zawzięte i nie zniesie tego gówna.

Wiem, że na nadchodzącej trasie będziecie już wykonywać nowe utwory, jakie tematy były tym razem najważniejsze przy pisaniu tekstów?

Pewien element humoru i dużej wrażliwości były dla mnie bardzo ważne przy pisaniu tego zestawu tekstów. Bycie tak wrażliwą, że staje się to zabawne. Sprawiało mi naprawdę dużą radość patrzenie, jak publiczność śmieje się albo milknie w różnych momentach. Próbowałam bardziej wcielić się w rolę osoby opowiadającej historie w tych tekstach i zdecydowanie dało mi to dużo satysfakcji [śmiech].

 

Ostatnim razem dziennikarze przyrównywali was do Little Dragon, Radiohead, Alanis Morissette, Disclosure albo Bonobo. To szerokie spektrum, słyszysz coś z tego w swojej muzyce?

Zazwyczaj dość ciężko nas sklasyfikować, co według mnie jest dobrą cechą. Radiohead i Alanis Morissette to bez dwóch zdań duże inspiracje, a obecnie dodałabym do tego Ann Southam, Fleetwood Mac, Frank Ocean, Whitney Houston, Queen i kilka innych, ale to się zmienia z dnia na dzień. Staramy się inspirować nowymi rzeczami, a nie słuchać tego samego przez lata.

 

To kiedy usłyszymy nowy materiał?

Już niedługo [śmiech].

 

Braids wystąpi 5 kwietnia w stołecznej Cafe Kulturalna, dzień później na Scenie na Piętrze w Poznaniu, a pobyt w Polsce zakończą koncertem 7 kwietnia w gdańskim klubie Żak.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive