Soundrive Live

Soccer Mommy - "Clean"

Jednym z ostatnich piłkarskich meczów, jakie widziałem w całości był finał Mistrzostw Świata w 1998 roku. Po żenującej porażce Brazylii odechciało mi się, a w dodatku Polska reprezentacja za panowania Marka Citko bardziej grała disco polo niż futbol... czy też soccer. Na szczęście Soccer Mommy nie śpiewa o miłości do Ronaldo (obojętnie czy brazylijskiego, czy portugalskiego), a z piłką nożną ma tyle wspólnego, co ja, czyli nic.

Skąd w takim razie nazwa? To zwrot o niedosłownym znaczeniu, który funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych od mniej więcej 1996 roku, a stoi za nim stereotypowa, zamężna kobieta z klasy średniej, która pomiędzy sprzątaniem pięknego domu na przedmieściach a przygotowywaniem obiadu odwozi dzieciaki na treningi piłki nożnej. Dlaczego akurat ten sport? Wbrew pozorom w Ameryce jedynie koszykówka jest dyscypliną o większej liczbie młodych adeptów, co wynika wprost z wysokości kosztów, jakimi rodzic musi zostać obarczony - ochraniacze do footballu czy kije do baseballa kosztują więcej niż szmaciana piłka. Przyjmując taką nazwę, Sophie Allison nawiązuje do tego zjawiska, sytuuje siebie jako kobietę (jeszcze nie matkę) z klasy średniej, choć z drugiej strony nie zamierza być niczyim głosem i w każdym wywiadzie podkreśla, że "Soccer Mommy" odzwierciedla raczej jej specyficzne poczucie humoru niż poglądy na współczesne społeczeństwo.

 

Właściwie ani nazwa, ani muzyka nie powstawały z myślą o wydawaniu płyt, koncertowaniu na całym globie i rzucaniu studiów w wieku dwudziestu lat. Historia Allison jest jedną z tych o szufladzie pełnej pomysłów, która powoli, z dużą nieśmiałością zaczęła przenosić się do sieci i niespodziewanie odnalazła setki fanów, a także zainteresowanie mediów. Nie była to szuflada, której nie dałoby się w prosty sposób opisać (dziewczyna z gitarą, smutne piosenki, odśpiewywane raczej ze zblazowaniem w głosie niż z rozpaczą), ale wystarczy się nad nią pochylić, by wpaść w burzę emocji. Nie są one jednak obnażane bez skrępowania, to intymne spotkania z przyjacielem potrzebującym wygadania się, zrzucenia części ciężaru własnych myśli na barki bliskiej osoby.

 

Pierwsze zwierzenie ("Still Clean") dotyczy rozczarowania odczuwanego po uświadomieniu sobie, że romantyczna miłość w świecie rzeczywistym albo nie istnieje, albo istnieje tylko na chwilę, a nadzieje pokładane w związku nie mogą się spełnić, jeżeli nie są snute we dwoje. To jeden z najbardziej przygnębiających momentów albumu, ale już kolejny utwór ("Cool") nie ma tak jednoznacznego charakteru. Z jednej strony Allison wyśpiewuje wersy z ogromnym entuzjazmem, z drugiej w samym tekście nie pozostawia wątpliwości, że odwołuje się do wyidealizowanego świata, który może okazać się jedynie złudzeniem. Moment kulminacyjny to trzeci kawałek - "Your Dog", gdzie Soccer Mommy opowiada o wyjątkowo trudnych chwilach w jej życiu. Chciałam być silna, chciałam być szczęśliwa, ale wtedy po prostu nie byłam. To był czas, kiedy w pewnym sensie błagałam samą siebie, żeby stać się lepszą - wspomina i trzeba jej oddać, że w sposób niezwykle trafny odsłania toczącą się w jej trzewiach walkę. Kiedy deklaruje: I don’t want to be your fucking dog, that you drag around, poniekąd przelewa na słuchacza gromadzoną od dłuższego czasu gorycz, a zarazem odrzuca ją, wypowiada wojnę przewlekłej melancholii.

 

Podobna tematyka i podobna walka o zakończenie nieznośnej, upokarzającej rozpaczy przewijają się do końca "Clean", zawsze opatrzone skromnymi, zbudowanymi na nieprzesterowanej gitarze elektrycznej aranżacjami. Allison nie sprzeciwia się jednak potędze refrenu, co przy muzyce przepełnionej emocjami zdarza się rzadko, chociażby dlatego, że wielu autorom powtarzalność trudnych wyznań wydaje się mniej autentyczna. Jej wczesnymi inspiracjami były Taylor Swift i Avril Lavigne, co przyznaje bez wstydu, a jednocześnie przemienia na swoją korzyść, tworząc z porównywalną lekkością i wrażliwością na wpadające w ucho melodie. W moim odczuciu właśnie tutaj tkwi klucz do sukcesu Soccer Mommy, którą New York Times przed kilkoma dniami uznał za jedną z najciekawszych artystek występujących podczas showcase'owego festiwalu SXSE (a konkurencja była spora, bo ponad tysiąc wykonawców). Szczere emocje, uchwycenie procesu wychodzenia z załamania i ponownego nabierania pewności siebie oraz wielki talent do pisania solidnych, nieudziwnionych piosenek to największe atuty "Clean" - albumu w formie dość prostego, ale bogatego w treść, którą doskonale zna każdy, kto przynajmniej raz w życiu przeszedł cały ten cykl rozpoczynający się euforycznym zakochaniem, przechodzący do bolesnego zawodu, zwieńczony powrotem do życia z nieco grubszą warstwą skóry chroniącą przed powtarzaniem dawnych błędów.


Fat Possum/2018


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive