God's Own Medicine - "Afar"

Myślę, że na początku 2018 roku nie ma już nikogo, kto miałby stałą styczność z popkulturą, a nie zauważyłby, że lata 80. powróciły w niemal każdym jej wymiarze, od filmu przez komiks aż po muzykę. Właściwie na horyzoncie widać już coraz wyraźniejsze inspiracje późniejszą dekadą, ale zatrzymajmy się jeszcze na chwilę, bo God's Own Medicine zarejestrowało świetną reminiscencję dla wszystkich tych, którym mroczna przebojowość Gary'ego Numana czy The Sisters of Mercy jest bliska.

Długo można by się rozprawiać o kasetach VHS, "lajkrach", jedwabnych koszulach i dżinsowych katanach albo z utęsknieniem wspominać smak gumy turbo, który wprawdzie znikał po piętnastu sekundach, ale w pamięci pozostał wiekuistym skojarzeniem z beztroskim dzieciństwem. Lat 80. mają więcej symboli niż jakakolwiek inna dekada, ale dla mnie najciekawszym jest niezwykłe umiłowanie do łączenia kolorowego kiczu z mrokiem i grozą, co również przejawiało się w wielu mediach, ale najwyraźniejszy ślad odcisnęło na muzyce. Doskonały przykład to "Fade to Grey" zespołu Visage, które choć wpada w ucho, to jednocześnie wzbudza niepokój (zwłaszcza w połączeniu z teledyskiem przypominającym kadry z arthoue'owego horroru) i w takim duchu utrzymane jest także "Afar", nowy album God's Own Medicine, czyli solowego projektu Andrzeja Turaja z Hidden By Ivy.

 

"Drive" to wstęp sięgający po brzmienie tych grup new romantic, dla których gitara - przynajmniej na którymś z etapów działalności - była ważnym instrumentem harmonicznym, na przykład Japan albo Duran Duran. Sama kompozycja przypomina natomiast bardziej początku The Human League, którego członkowie po namaszczeniu przez Davida Bowiego na wyznaczników nowych trendów, tak bardzo się spięli, że przez kilka lat nie potrafili wyprodukować wymarzonego przeboju. "Drive" - ale też kilka innych utworów na "Afar" - brzmi właśnie jak takie kluczenie wokół hitu, wyśpiewywanie wpadających w ucho refrenów pozbawionych kilku dodatkowych dźwięków gwarantujących komercyjny sukces. O ile jednak Brytyjczycy za punkt honoru obrali sobie podbicie świata i paraliżowała ich własna niemoc, o tyle God's Own Medicine zdaje się z rozmysłem celować właśnie w ten rodzaj zawieszenia, o krok od towaru radiowego i krok poza artystycznym zapatrzeniem na własną sztukę.

 

"Afar" zgłębia również inne rewiry charakterystyczne dla lat 80. "Sleep" przypomina (nie tylko ze względu na gościnny udział wokalistki) darkwave'owy nastrój, jaki Clan of Xymox generował na dwóch pierwszych albumach; w "Hollow" (a zwłaszcza w głosie Turaja) można by doszukiwać się wpływów wczesnego The Mission; skoczne "Despair Was on My Tongue" i jego specyficzny, syntetyczny bit perkusyjny przywodzą na myśl chociażby The Sisters of Mercy; a jak się dobrze wsłuchać w refren "Constellation of the Dragon" to można nawet odkryć pewne podobieństwa do "Word Up" Cameo, choć nie wykluczone, że akurat w tym przypadku ponosi mnie fantazja...

 

Są momenty mniej charakterystyczne, wpadające jednym uchem i wypadające drugim bez pozostawienia śladu w pamięci (na przykład "Downtown" albo "Half Way"), czasami wyraźnie odznacza się polski akcent w anglojęzycznych tekstach, ale God's Own Medicine sprawnie posługuje się sentymentem i słuchaczowi wychowanemu na podobnych piosenkach trudno będzie stawiać opór. Być może nikt inny tego nie kupi, ale mamy wystarczająco dużo dowodów na to, że fani lat 80. stanowią ogromną, złaknioną powrotów do przeszłości grupę pasjonatów, by nie obawiać się o brak zainteresowania.


Alchera Visions/2018


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive