BATUSHKA, OBSCURE SPHINX

M8N: Wszystko się teraz liczy w "lajkach" na fejsie

 

Być może jest to najdłuższy wywiad, jaki kiedykolwiek opublikowaliśmy na Soundrive, ale z Mironem Grzegorkiewiczem trudno rozmawiać krótko. Muzyk Jaaa!, Daktari czy How How opowiadał między innymi o solowym albumie, który zostanie opublikowane 18 stycznia, ale także o tym, dlaczego Jaaa! nie podbiło świata, o kondycji rodzimej branży koncertowej, o tym, czy dziennikarstwo muzyczne jest potrzebne i czy Polska to "nowa Islandia".

 

Jarosław Kowal: Ósemka to twoja szczęśliwa liczba?

Miron Grzegorkiewicz: Ósemka faktycznie pojawia się w moim życiu dość regularnie. Urodziłem się 18 stycznia 1987 roku, więc ósemka jest i w dekadzie, i w dniu. To nie ma żadnego związku z astrologią albo z teorią liczb, ósemka tak naprawdę wyszła od znaku nieskończoności. Początkowo koncepcją na nazwę tego projektu było M∞N, co można było odczytywać jako Moon. Bardzo podobała mi się ta wieloznaczność, skojarzenie z nocą, z księżycem i z pełnią, z przestrzenią kosmiczną, ale też z kulą, która jest bryłą idealną. Znak nieskończoności pomiędzy "M" a "N" rozumiem natomiast jako symbol nieskończonej kreacji. Kiedy siadamy i zaczynamy robić coś kreatywnego, i w pewien sposób osobistego - coś, co jest głęboko w nas - kiedy dajemy temu dojść do słowa, to jest to trochę tak, jakbyśmy zaczynali czerpać z worka bez dna. Każdy coś takiego ma, ale jednym jest trudniej, a innym łatwiej dojść do swojej nieskończoności. Problemem okazało się jednak to, że większość serwisów nie uwzględnia znaku nieskończoności w nazwie. Wtedy pojawił się pomysł, żeby obrócić go do ósemki, co dobrze pokrywało się ze wcześniejszym wykorzystaniem symboliki tej liczby. Biblijna ósemka również jest bliska znakowi nieskończoności.

 

Wymowa została zachowana? Nazwę odczytuje się Moon?

Tak, choć skojarzenie nie jest już tak oczywiste. Bliskie mi osoby, które obserwowały ten projekt od początku, wiedzą, że nazwę można odczytać jako Moon, ale ci, którzy najpierw stykają się z zapisem M8N nie zauważają tego.

A tytuł albumu to po prostu "ULSSS"?

To może być "ULSSS", ale poza pierwszą samogłoską - żeby jakkolwiek dało się to odczytać - wszystkie zostały pogubione. Nazwa wzięła się od "Ulissesa" Joyce'a, ale też od Ulissesa jako poszukującego wędrowca, który odkrywa świat przed samym sobą. Wiąże się to z koncepcją tego, że w ruchu skrywa się coś, co można dumnie nazwać tajemnicą życia. Na albumie opowiadam o tym, o przemieszczaniu się w labiryncie myśli, które zderzają się z symbolami przychodzącymi z zewnątrz, o próbie ułożenia tego w całość. Ma to wymiar poetycki, jest też wymiar filozoficzny i dlatego uznałem, że warto sięgnąć po Odyseusza, ale nie chciałem być zbyt dosłowny, dlatego zgubiłem te dwie samogłoski [śmiech].

 

Utwory publikowałeś ósmego dnia każdego miesiąca, ale to nie są utwory, które powstawały na bieżąco, od miesiąca do miesiąca?

Pewną podstawę mają starszą, ale w niektórych przypadkach utwory faktycznie powstawały od zera z miesiąca na miesiąc. Tak było z ostatnią, ósmą częścią, z siódmą częścią, z częścią czwartą i piątą. Punktem wyjścia były jednak nagrania, które tworzyłem przez wiele, wiele lat. Kiedy nagrywałem inną muzykę, pomysły te lądowały w szufladzie. Nie miałem odwagi, nie miałem wewnętrznego "drive'u", który mówiłby, że warto to upublicznić. Leżały więc, stawały się coraz starsze, ale w końcu zacząłem wracać do tych sesji i wyciągać z nich pewne elementy. Zacząłem reinterpretować tamte utwory,. To był punkt zapalny dla całego projektu.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive