Chynna - "Music 2 Die 2"

Gdyby zliczyć wszystkie osoby noszące brzemię etykiety "next big thing", okazałoby się, że otaczają nas wyłącznie wielcy artyści. Chynna Rogers jest jednak jednym z nielicznych przypadków, któremu szczerze życzę spełnienia dziennikarskich wróżb, bo tak wyraziste osobowości potrzebne są i hip-hopowi, i muzyce w ogóle.

Pisałem na łamach Soundrive o metalu, o jazzie, o EBM i nawet o japońskim rocku, właściwie w każdym nurcie (z wyłączeniem disco polo) mam swoich ulubionych wykonawców, a szczególną słabość żywię do muzyki, przy której odechciewa się żyć. A przynajmniej tak mówią o niej matki nastolatków słuchających ponurych, przygnębiających dźwięków z międzygatunkowej strefy mroku. Tytuł "Music 2 Die 2" wysoko zawiesza poprzeczkę, ale filadelfijska MC przeskoczyła kilka metrów nad nią.

 

Na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim agresywny, choć bardzo subtelny flow. Chynna nie krzyczy, nie napina się i nie próbuje dodać sobie animuszu za pomocą autotune'a, ale kiedy rzuca: You an actress, you a bitch; no respect, suck my dick, brzmi jakby wbijała nóż między żebra. Słowa cedzi powoli, niemal szeptem, koncentrując się raczej na atmosferze (momentami wręcz trip-hopowej) niż na popisach szybkości, z jaką mogłaby wyrzucać kolejne wersy.

 

Teksty nie są na szczęście jedynym, czym może się pochwalić, choć na Wschodnim Wybrzeżu zawsze stanowiły wartość nadrzędną. Otwierające wydawnictwo "Practice" nastrojem, a nawet doborem sampli przypomina mroczne "Awfully Deep" Roots Manuvy, ale bit nie prowokuje do tańca, lecz do bujania się w miejscu z zamkniętymi oczami. Z perspektywy całej EPki najadekwatniejszym porównaniem w zakresie podkładów będzie natomiast A$AP Rocky i jego niespokojne, nawiedzone brzmienie. Sama Chynna pewnie by się obraziła za te porównania, twierdzi, że nie chce być nową wersją jakiegokolwiek z działających dotąd raperów, zamiast tego woli być nowym... Axlem Rosem. Oby miała na myśli wyłącznie skalę popularności.

 

W hip-hopie mapa ma zdecydowanie większe znaczenie niż w przypadku innych gatunków muzycznych. Kalifornia, Nowy Jork, Atlanta - jeżeli raper pochodzi z któregoś z tych miast, można wygenerować wstępne wyobrażenie o jego brzmieniu jeszcze przed wciśnięciem "play". Filadelfia ma natomiast silne korzenie (chociażby Schoolly D), ale dopiero teraz zaczynają się tam dziać rzeczy godne bacznego obserwowania. Najlepszy dowód to oczywiście Lil Uzi Vert, ale także młodziutki Kur czy przebojowy PnB Rock. W tym sąsiedztwie na mój prywatny numer jeden wyrasta jednak Chynna i chociaż jej debiutancka EPka trwa zaledwie dziesięć minut, a kalendarz ma zapełniony wydarzeniami związanymi głównie z modelingiem, a nie z muzyką, to w moim odczuciu jest jedną z najciekawszych rapujących artystek 2017 roku.


300 Entertainment/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive