Widziadło - "Void"

"Kosmiczny black metal" - hasło chwytliwe, ale hasłom nie należy wierzyć, bo w przeciwnym razie konieczne byłoby uznanie, że co drugi młody zespół tworzy nowy gatunek muzyczny. Sięgając po debiut Widziadła, nastawiłem się na co najwyżej przyzwoite powtórzenie formuły opracowanej przez Oranssi Pazuzu, okazało się jednak, że astralne wpływy faktycznie są na "Void" obecne.

Początek "Gateway" to typowa czy wręcz stereotypowa łupanka utrzymana w średnim tempie z surowym, niemalże garażowym brzmieniem oraz powtarzającym się tematem instrumentalnym. "Gatunkowy klasyk" - można by pomyśleć, ale mniej więcej po dwóch minutach staje się jasne, że nie będzie to kolejny album inspirowany początkami norweskiej sceny black metalowej. Zapętlenie intensywnego, krótkiego motywu wprawia słuchacza w dyskomfort, jednak po niespełna dwóch kolejnych minutach następuje ulga oraz udowodnienie, że określanie własnej muzyki jako "kosmicznej" nie jest na wyrost. Widziadło nagle zaczyna brzmieć jak podrasowana ścieżka dźwiękowa do starego włoskiego horroru. Stopniowo budując napięcie, powraca jednak na szlak katowania uszu słuchacza, ale jest to tortura, której trudno sobie odmówić, o ile gustuje się w podobnych, ekstremalnych dźwiękach.

 

"Beyond Earth and Reason" podejmuje narrację tam, gdzie poprzedni kawałek skończył, ale niespodziewanie pojawia się zdecydowanie delikatniejsze, melodyjne interludium, po czym pożera je chtoniczny wyziew. Subtelniejszy motyw wciąż pobrzmiewa gdzieś w tle, okazjonalnie przebija się, a w efekcie można odnieść wrażenie, jakby nałożono na siebie dwie kompletnie niespójne ścieżki, które w jakiś tajemniczy sposób tworzą doskonale pasującą do siebie całość. "Nether Reach", trzeci utwór, kompletnie odmienia oblicze "Void". To ambientowe, niepokojące dźwięki, które najpierw potraktowałem jako przerywnik - choćby dlatego, że tworzą najkrótszy kawałek na albumie - by z czasem zrozumieć, że te cztery minuty przepełnione niepokojącą aurą nie zasługują na zepchnięcie do roli dodatku. Są pełnoprawną kompozycją.

 

O tym, że "Nether Reach" nie było po prostu przerywnikiem świadczy także "Halo", gdzie wyciszająca atmosfera zostaje utrzymana, a sludgowe tempo z hałaśliwym tremolo i szeregiem innych dźwięków wtłaczają melancholię w uszy odbiorcy. "Halo" jest zdecydowanie najciekawszą pozycją na "Void", która oscyluje gdzieś wokół brzmienia wczesnego Alcest a An Autumn for Crippled Children. W "Creation" proces wytłumiania postępuje. Tym razem balansujemy na granicy ciszy, a najwyraźniejszym z dźwięków jest szum. Album zaczął się od typowego black metalu i płynnie przeszedł w jego skrajne przeciwieństwo, pozostając jednocześnie spójnym. To imponujące osiągnięcie, ale jeszcze zanim pożegnamy debiut Widziadła, tempo ponownie stopniowo narasta, by przemienić się w kolejny transowy rytm. Finałowe "Entering the Void" jest niejako podsumowaniem. Jak często bywa w takich przypadkach, trwa najdłużej i zawiera elementy wszystkich poprzednich kompozycji.

 

Widziadło dowodzi, że black metal wciąż jest najbardziej podatnym na eksperymenty metalem i można go formować na przedziwne sposoby, nie zatracając charakterystycznego brzmienia. Przy okazji jest to również jedno z najciekawszych metalowych wydawnictw z Polski opublikowanych w 2017 roku.


Opus Elefantum Collective/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive