Arcane Roots: Chcielibyśmy zagrać w Polsce

 

Tej jesieni, na krótko przed Reeperbahn Festival w Hamburgu, Arcane Roots wydało album zatytułowany "Melancholia Hymns". Co o najnowszej płycie i promujących ją koncertach mogą powiedzieć członkowie zespołu?

Barbara Skrodzka: Tydzień temu wydaliście album. Jakie to uczucie mieć go w końcu w formie fizycznej?

Adam Burton: Przygotowywaliśmy się do tego przez dwa lata, więc towarzyszy nam wiele podniecenia i podekscytowania. Ciekawi jesteśmy, co ludzie myślą o nim, bo jest inny niż nasze wcześniejsze wydawnictwa. Mamy nadzieję, że spodoba się im.

 

Myślę, że się spodoba, publiczność dobrze się bawiła podczas waszego koncertu, ale mieliście chyba jakiś problem z dźwiękiem?

AB: Nie, było w porządku, to było tylko dziwne miejsce. Słyszymy czasem coś takiego, gdy mamy próby, ale nigdy podczas koncertu, kiedy nasze gitary stroją, a dźwięk się odbija od ścian i dla nas brzmi, jakby był rozstrojony. To nie był problem, tylko dziwny przypadek pomieszczenia, w którym byliśmy. Było w porządku, jesteśmy profesjonalistami.

Reeperbahn wydaje się dobrym miejscem, by pokazać ludziom wasz nowy album.

AB: Tak, graliśmy tutaj dwa lata temu. Było dobrze, graliśmy na takiej dużej wieży, co było interesujące, bo nigdy wcześniej w takim miejscu nie graliśmy. Zawsze jest dobrze zagrać na mniejszych festiwalach, gdzie jest wiele różnych wydarzeń, ponieważ grasz przed ludźmi, którzy często wcześniej nie sprawdzili twojej muzyki. Można zyskać nowych fanów. Zawsze lubiliśmy grać w Niemczech i będziemy wracać tak długo, jak będą nas chcieli.

 

Przed wydaniem albumu mieliście dużo wsparcia od BBC Radio 1, Huw Stephensa, Annie Mac, Daniela P. Cartera.

AB: To było niesamowite. W ciągu tych kilku miesięcy otrzymaliśmy wsparcie od wielu naprawdę miłych ludzi z radia. To trochę surrealistyczne, że tak bardzo podobała im się nasza muzyka. Każdy z naszych singli był przez nich wspierany, prezentowało je wielu różnych ludzi. To było szalone! Tyle odtworzeń w radiu... Znacznie więcej niż mieliśmy do tej pory.

Próbowałam sprawdzić, czy kiedykolwiek byliście w Polsce, ale niestety nic na ten temat nie znalazłam.

Andrew Growes: Mieliśmy niesamowitą przejażdżkę przez Polskę, ale graliśmy na Ukrainie. Przylecieliśmy do Polski i byliśmy odbierani przez osobę, która stała się naszym najlepszym przyjacielem na świecie i bohaterem - Olkiem. Spędziliśmy dwanaście lub więcej godzin z nim i próbowaliśmy przekroczyć Polską granicę, żeby dostać się na Ukrainę. Nie mówiliśmy po ukraińsku, on nie mówił po angielsku, ale mieliśmy zasięg w telefonach, więc mogliśmy sprawdzić ukraińskie frazy i próbować naśladować ukraiński. Było to dla nas surrealistyczne, czekać w kolejce przez siedem-osiem godzin... Kupiliśmy Olkowi lunch, spędziliśmy z nim wspaniały czas. To była długa jazda, zanim dotarliśmy do granicy. Chcielibyśmy zagrać też w Polsce, jest wiele miejsc, w których chcielibyśmy zagrać. Nigdy nie byliśmy na przykład w Skandynawii. Przez wiele miejsc przejeżdżaliśmy, ale nie graliśmy w nich.

 

Współpracujecie z Carlą Mundy, która zrobiła zdjęcie na okładkę waszej płyty.

AG: Tak, Sophia [Groves] też przy tym pracowała. Obie robiły zdjęcia.

 

Bardzo mi się podoba, jest taka minimalistyczna. Jak doszło do tej współpracy?

AG: Spotkaliśmy Carlę dawno temu. Zamówiła naszą koszulkę, była fanką naszego zespołu. Mieliśmy wystarczająco pieniędzy, żeby wysłać jej całą paczkę, ale odkładaliśmy to na później i mieliśmy wysłać już będąc w trasie. Byliśmy w Notthingham i zapytano nas, czy Carla mogłaby zrobić nam zdjęcia tego dnia. Spotkaliśmy się z nią później. Powiedziałem: "Cześć Carla". Tak się składało, że pamiętałem adres przesyłki, więc zapytałem: "Czy ty nie jesteś przypadkiem Carla Mundy?", a ona na to: "Tak, gdzie jest moja paczka?". Poszedłem do vana i dałem jej ją. Teraz jest dla nas jak siostra, a Sophia, to moja żona.

Przed opublikowaniem piosenki "Off the Floor", promowaliście ją zdjęciami ludzi leżących na podłodze w różnych pozycjach. Kto wpadł na taki pomysł?

AG: Wszyscy jesteśmy zainteresowani storytellingiem, tym, jak to się robi w fotografii i w filmie. Jest w tym wiele niezwykłych niuansów. Jest coś, nad czym można ciężko pracować i pochłania to wiele wysiłku, ale są też pięknie proste rzeczy. Cały pomysł był napędzany wyczerpaniem, które wielu ludzi odczuwa, ale dla nas jest w tym także aspekt polityczny. Możemy odczuwać wiele przytłaczających rzeczy ze świata zewnętrznego i w tym zobaczyliśmy drogę do ukazania tego zjawiska poprzez muzykę. Chcieliśmy utrzymać bardzo wyraźną narrację dla wszystkiego i nie staraliśmy się zapełniać jej zbyt wieloma słowami. Podoba mi się idea "pick me up off the floor" [doskonalenia się po trudnym okresie w życiu - przyp. red.], to bardzo podstawowy komunikat, który wizualnie potrafi uprościć rzeczy i uczynić je silniejszymi. Ta sama idea towarzyszy także utworowi "Curtains" i oprawie graficznej albumu - prosty pomysł ze wspaniałymi rzeczami, obok których nie możesz przejść z zamkniętymi oczami. Gdy utkniesz w pracy, przeglądasz Twittera, śledzisz politykę, nie zobaczysz tego.

 

Macie dużo fanów w Niemczech?

AB: Tak mi się wydaje. W krajach, w których już byliśmy - jak Niemcy, gdzie gramy najwięcej - za każdym razem mamy dwa-trzy koncerty. Widzimy wiele różnych niuansów wśród naszych fanów w różnych krajach, ale zawsze jest wiele energii i miłości, którą się dzielą. We Włoszech są naprawdę szaleni, w Niemczech jest podobnie. Dziś było pogo. Były też znajome twarze, które widzieliśmy wcześniej. Zawsze jest przyjemnie grać w Niemczech. Ludzie są mili i jedzenie też jest całkiem niezłe.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive