Nadia Rose ‎- "Highly Flammable"

Historia Nadii Rose jest jedną z tych, gdzie miarka się przebiera, a przeciętność "normalnego" życia zostaje zastąpiona gwałtowną, niemożliwą do zatrzymania potrzebą zrealizowania odwiecznego marzenia. Raperka jeszcze trzy lata temu trudziła się przyjmowaniem zakładów w jednym z punktów w południowym Londynie, jednak wysokie ambicje pozwoliły jej zajść znacznie dalej.

Debiutancki materiał to osiem utworów plus intro, które w sumie trwają dwadzieścia siedem minut, więc należałoby go uznać raczej za EPkę niż pełnoprawny album, niemniej jakość w pełni rekompensuje ilość. W konfrontacji z Rose (także na "Highly Flammable", ale przede wszystkim w teledysku do "Skwod", w klipach z koncertów czy w wywiadach) od razu rzuca się w oczy jej pewność siebie i zadziorna postawa, które u osoby niewtajemniczonej mogłaby wywołać przekonanie, że ma do czynienia z doświadczoną, obeznaną w muzycznym światku artystką. Nie należy jednak mylić tego zachowania z butą, to naturalna krewkość upodabniająca Rose do komiksowego Wolverine'a.

 

Nobody bad like us, but really we don't want no fuss. Someone roll them blunts, so we can turn shit up - takie deklaracje padają z ust Nadii Rose w przebojowym "Skwod" (co można tłumaczyć jako "skład", czyli po prostu Nadię i jej przyjaciółki). Sztampowe? Pozowane? Kiedy zobaczycie szczerość, z jaką raperka wyrzuca te i podobne zdania w teledysku, momentalnie uwierzycie w ich autentyczność. Pierwszy utwór jest zdecydowanie najciekawszym na "Highly Flammable". To tutaj raperka ustala, czym jest jej autorski styl, czym chce się wyróżniać, a są to przede wszystkim solidna praca producencka - w której pomimo wyraźnego nastawienia na eksponowanie basu, udało się uniknąć płaskiego, mocno skompresowanego brzmienia - oraz dziwaczne poczucie humoru wyrażane w braggowanych tekstach.

 

Podobne figury są mocno zakorzenione w hip-hopowym wachlarzu osobowości. Oczywistymi porównaniami będą Nicki Minaj i Missy Elliott, ale na podobnej zasadzie można by zestawiać ze sobą Liama Gallaghera i Morriseya. Rose wciąż się rozwija, a "Highly Flammable" jest dokumentacją procesu kształtowania się jej muzycznej osobowości. W "2H2H" zbyt wyraźnie nawiązuje chociażby do Missy Elliott, w "U Know What" trochę brakuje jej pomysłu, ale już grime'owe (jako kuzynka Stormzy'ego doskonale czuje tę konwencję) "Puddycat" czy powolne "Poltergeist" ujawniają unikalny zmysł kompozytorski, a wraz ze "Skwod" stanowią trzon EPki.

 

"Highly Flammable" ma typową cechę debiutanckich albumów - jest mało spójne, ponieważ stanowi kompilację wszystkiego, co dotąd artystka stworzyła. Obok rewelacyjnych, zaskakujących i błyskawicznie wpadających w ucho utworów pojawiają się kawałki po prostu solidne, lecz bardzo przewidywalne. Najbardziej odstaje zamykające krążek "Crank It". To przyjemny, lekki hicior duetu Kideko/George Kwali (znanych z występów w Ministry of Sound), do którego Rose oraz Sweetie Irie dodali partie wokalne. Stworzono go z myślą o parkietach i imprezach, ale obok pozostałych siedmiu utworów sprawia wrażenie kompletnie wyrwanego z kontekstu.

 

Dwudziestoczteroletnia raperka z Londynu przedstawiła się bardzo solidnym wydawnictwem, które należy traktować jako wstęp, lecz nie można z tego powodu umniejszać jego sukcesu. To świetny start dający szansę na mainstreamową karierę, o ile sama Rose będzie nią zainteresowana.


Relentless Records/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive