They. - "Nü Religion: Hyena"

Duża, przekrzywiona, czerwona czcionka ze słowem "They." przypominającym tytuł z okładki kasety VHS, a w środku? Nie synth-wave i nie David Hasselhoff, ale R'n'B i... grunge?

Miłość, impreza, braterstwo, wspólni wrogowie - hip-hop i amerykańskie R'n'B powstały na tych tematach i wciąż wokół nich się kręcą. They. nie są wyjątkiem - na ich debiutanckim albumie padają banały typu: Throw them ass and titties, they gon' get you very far albo Let me in, let it go/For the night, give it all, a jednak wyraźnie odstają od czysto komercyjnych, paramuzycznych przedsięwzięć, w których od dźwięku istotniejsze są teledyski z pogranicza pornografii.

 

Weźmy na przykład "Motley Crew", które z niezrozumiałych przyczyn nie zostało jeszcze wytypowane na singiel (żaden inny kawałek na tym albumie nie ma równie dużego potencjału na przebój). Skojarzenia z Motley Crüe są słuszne, Dante Jones i Drew Love odnoszą się do czasów świetności królów glam metalu lubujących się w lansie po Sunset Boulevard. Teraz ich miejsce zajęli They., a po przesłuchaniu utworu bez poświęcenia należytej uwagi tekstowi, mogłoby się wydawać, że to tyle - ot historyjka o szlajaniu się po dzielnicy. Faktycznie jednak istnieje drugie dno, temat negatywnej stereotypizacji czy wręcz rasizmu. Some might say we’re armed and dangerous. Pay the price of the life every night but it ain’t enough - rapuje Drew, a podobnych zestawień frywolnej zabawy z życiowymi refleksjami jest na "Nü Religion: Hyena" znacznie więcej.

Tekst jest w hip-hopie kwestią kluczową, niemniej They. wyróżniają się także podkładami mocno zakorzenionymi w latach 90. Najlepszym przykładem (a także najbardziej zaskakującym) jest własna wersja utworu znanego z "Jeziora marzeń" - łzawego serialu dla nastolatków. "Dante's Creek" brzmi jak żywcem wyciągnięte z epoki, gdy całe podwórka słuchały ścieżki dźwiękowej do "Kosmicznego meczu". Zresztą "Deep End" - kolejny świetny materiał na singiel - śmiało mogłoby się znaleźć w repertuarze R. Kelly'ego. Stężenie romantycznego R'n'B jest bardzo wysokie, więc nieco zaskakujące wydaje się opisywanie twórczości They. jako grunge. Owszem, tu i ówdzie pojawiają się partie gitarowe ("Motley Crew" albo "What You Want"), ale ma to tyle samo wspólnego z grungem, co z black metalem. Rozwiązaniem tej zagadki są wypowiedzi Dante Jonesa, który jako swojego ulubionego wokalistę każdorazowo wskazuje Kurta Cobaina. Mało tego, marzy mu się podobna kariera, nawet jeżeli miałaby się równie szybko zakończyć.

 

Seksualna moc jest w They. silna. Z jednej strony znamy ten schemat z delikatnymi głosami rozpływającymi się wraz z szampanem w wannie pełnej piany, z drugiej pojawiają się tu ciekawe kontrasty, jakich brakuje chociażby bardzo jednostajnemu The Weeknd. Wierzę w szczere chęci Jonesa, ale rewolucji na miarę Nirvany z tego nie będzie, jest natomiast znakomity album, który kupuję od pierwszej do ostatniej sekundy bez zdolności do wskazania choćby jednej słabej kompozycji. W kategorii alternatywne R'n'B zdecydowanie jeden z najciekawszych debiutów ostatnich lat.


 Mind Of A Genius/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive