The Picturebooks - "Home Is a Heartache"

Tak brzmi Ameryka! Tak brzmią opony zdzierane na szerokich drogach rozciągniętych pomiędzy pustynnymi bezkresami! Tak brzmi silnik rozpędzonego harleya! Tak brzmi... zespół z Niemiec?!

Oczami wyobraźni widziałem muzyków The Picturebooks siedzących na leżakach przed zakurzoną przyczepą kempingową gdzieś pośrodku Arizony, ale w rzeczywistości duet pochodzi z Gütersloh - miasta położonego w zachodnich Niemczech, które niczym szczególnym dotąd nie zasłynęło. Skąd takie wrażenie? Określenie muzyki zawartej na "Home Is a Heartache" jako stoner rock byłoby nadużyciem, jednak fani Clutch wchłoną ten album bez opamiętania. Dodajmy do tego indiańskie przyśpiewki (na przykład w "Cactus") oraz wizerunek brodaczy na motocyklach, a natychmiast pojawi się obraz tak amerykański, jak coca-cola i McDonald's razem wzięte. Nie oznacza to bynajmniej, że mamy do czynienia z materiałem wtórnym, The Picturebooks mają własny, chałupniczy sposób na osiągnięcie charakterystycznego brzmienia.

 

Fynn Claus i Phillip Mirtschink - kumple od deskorolki - cały premierowy materiał zarejestrowali w garażu, co biorąc pod uwagę bliskość tego rodzaju muzyki i motoryzacji jest najlepszym możliwym źródłem inspiracji. Dzisiejsze garaże wprawdzie potrafią być lepiej wyposażone niż nie jedno amatorskie studio w latach 70., ale The Picturebooks niczego nie próbują kamuflować, a wręcz uwydatniają surowe, brudne dźwięki. W powolnym "Fire Keeps Burning" gitara zawodzi jakby podłączono ją do wysłużonego wzmacniacza marki Ever Play, a perkusja poza stopą Polmuzy, zdaje się być złożona z kartonów oraz pudełek śniadaniowych. Efektem jest świetny, natychmiast wpadający w ucho utwór.

 

Jeżeli chodzi o chwytliwość, to The Picturebooks w wielu momentach wykazują się talentem do zniewalania refrenami, których po prostu nie da się wyrzucić z głowy. "I Need That Oooh" to wręcz stadionowy hicior stworzony ku uciesze tłumów i dam sobie uciąć rękę, że fani Guns N' Roses woleliby w czerwcu usłyszeć właśnie ten kawałek, zamiast "Dżagi" Virgin... Z kolei refren "Zero Fucks Given" już zawsze będzie wam towarzyszyć w sytuacjach, kiedy machnięcie ręką na coś/kogoś będzie wymagać ścieżki dźwiękowej. Jeżeli czasami czujecie się jak Dude z "The Big Lebowski", to właśnie skomponowano wasz hymn.

 

Nie wiem, jak Claus i Mirtschink zamierzają we dwóch odtworzyć aranżacje z "Home Is a Heartache" podczas koncertów, ale mam nadzieję, że czar nie pryśnie, gdy na scenie pojawi się sampler. Ich plemienno-pustynno-garażowa twórczość ma w sobie element pierwotności, który sprawia, że chociaż nie słyszymy niczego, czego już dawno temu byśmy nie słyszeli (czy to na albumach Blue Cheer, czy Kyuss, czy nawet The Dead Weather), to wrażenia są świeże i intensywne. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko pogody dorównującej wizji słonecznego pustkowia, jaką na długości blisko czterdziestu pięciu minut The Picturebooks zawzięcie propagują.


Another Century/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive