White Starlite - "Blue Lagoon/High Times"

Destructive Daisy to jeden z moich ulubionych trójmiejskich zespołów, a ich rozpad uważam za dotkliwą stratę dla lokalnej sceny. Całe szczęście na horyzoncie pojawiła się już godna kontynuacja - White Starlite.

Po Daisy pozostał tu jedynie głos Audrey Jean, ale także on przeszedł ewolucję. Nie jest to zmiana tak drastyczna, jak Chylińska z "Winnej" w stosunku do Chylińskiej z "Forever Child", niemniej zdzieranego gardła i grunge'owych wpływów raczej tu nie uświadczycie. W "Blue Lagoon" wokalistka sięga bardzo wysokich rejestrów, a sposób, w jaki emituje dźwięki graniczy z melorecytacją. Przypomina to dream popowe, leniwe piosenki spod znaku Mazzy Star, a nie zadziorne okrzyki inspirowane Courtney Love, z jakimi dotąd ją kojarzyłem.

 

Pozostali założyciele kapeli także niewiele mają wspólnego z twórczością Destructive Daisy. Przede wszystkim zdają się mieć lepiej opanowaną technikę gry na swoich instrumentach, co nie musi być jednak jednoznacznie korzystne. Owszem, sekcja rytmiczna gra równiej, ale wściekłe partie poprzedniego zespołu Audrey i znakomite, brudne solówki gitarowe miały wyjątkowy czar. Porównywanie chyba po prostu nie ma większego sensu. Obydwa projekty mają swoją, zupełnie inną historię do opowiedzenia i nie sposób wskazać, która z nich jest bardziej wciągająca.

 

W "High Times" muzycy White Starlite odkrywają jeszcze więcej kart. Okazuje się, że gitarzysta Igy przyswoił zabieg typowy dla post-rocka - jednoczesne użycie pogłosu, delay'a oraz tremolo. Wrzucenie go w kompozycję wyraźnie nawiązującą do bardziej tradycyjnego grania (nie tylko umieszczenia słowa "California" w tekście budzi skojarzenia z Red Hot Chili Peppers) daje ciekawy, prosty, a jednak nieoczywisty efekt. To zresztą trafnie opisuje charakter White Starlite - nie ma w tej muzyce niczego nowego, ale doskonale znane elementy połączono w konfiguracji, która nie brzmi wtórnie i banalnie.

 

Niewiele można powiedzieć o zespole po przesłuchaniu zaledwie dwóch utworów, ale pierwsze demo White Starlite jest wystarczająco zachęcające, aby wyczekiwać kolejnych nagrań. Zwłaszcza jeżeli lubicie starego, dobrego rocka, który nie zjada własnego ogona, lecz wciąż ma coś niestandardowego do przekazania.


wydanie własne/2017


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive