Per
SD FEST

Wywiad z Poppy Ackroyd

 

28 października Federico Albanese oraz Krystyna Stańko zainaugurowali 15. edycję festiwalu Jazz Jantar po jego przeprowadzce do siedziby klubu Żak przy alei Grunwaldzkiej.

Jak co roku, w programie znaleźli się doświadczeni giganci (Jack DeJohnette, Terence Blanchard), nowe gwiazdy gatunku (Jason Moran, Christian Scott), młodzież polska i zagraniczna, a także wykonawcy, których nie sposób jednoznacznie przypisać do żadnego z gatunków. Jednym z nich jest Poppy Ackroyd, która wystąpi podczas koncertu finałowego, 13 listopada.

 

Jarosław Kowal: Czy ty właściwie słuchasz jazzu?

Poppy Ackroyd: Czasami. Ważne jest słuchanie wielu różnych rzeczy, ja często słucham muzyki z wyraźnymi jazzowymi wpływami, choć ona sama raczej nie jest klasyfikowana jako jazz.

 

Pytam, ponieważ znam fanów jazzu, którzy słuchają twojej muzyki, mimo że jest dosyć daleka od tego gatunku. Dlaczego to, co robisz dociera do tych ludzi?

Tak naprawdę trudno powiedzieć, dlaczego dociera się do kogokolwiek, kto słucha twojej muzyki. Być może akurat dla tej publiczności jest interesująca, dlatego że jest instrumentalna. Może to być także kwestia doboru harmonii, które w dużym stopniu opieram o pomysły stworzone wokół pierwotnie improwizowanych fragmentów. Moją muzykę często lubią także fani metalu, co bardzo mnie zaskoczyło.

Moją muzykę często lubią także fani metalu, co bardzo mnie zaskoczyło.

Poppy Ackroyd

Muszę przyznać, że mam własną teorię na ten temat - w twojej muzyce nie tyle chodzi o technikę, co o emocje, które są ponad gatunkami. Może to jest powodem?

Tak, to może być powodem. Nigdy nie myślałam o pokazywaniu techniki w swojej muzyce. Dla mnie technika jest zaledwie środkiem dla ukazywania siebie samego poprzez muzykę. Nigdy nie byłam typem osoby lubującej się w solówkach czy po prostu prezentowaniu umiejętności w posługiwaniu się instrumentem. Muzyka i jej przesłanie są najważniejsze.

 

W jaki sposób utrwalasz emocje? Musisz najpierw z nich ochłonąć czy raczej komponujesz na gorąco?

Mam zwyczaj wyrażania emocji w chwilach uniesienia i ponownego przetwarzania ich w trakcie procesu tworzenia muzyki. Kiedy już zapiszę pierwszą wersję utworu, łatwiej jest mi wracać do tej samej emocjonalnej sfery, aby kontynuować. Czasami są to długie odstępy czasu, których potrzebuję do ponownego przeżycia pewnych chwil i odtworzenia uczuć, jakie mi wówczas towarzyszyły.

 

Potrzeba wyrażania i dzielenia się uczuciami była powodem, dla którego zrezygnowałaś z klasycznego repertuaru na rzecz własnych kompozycji?

Często zastanawiałam się nad konceptem tego, czyja historia jest opowiadana, kiedy wykonuje się klasyczny repertuar. Nie było takiej możliwości, żeby nie przemycić do wykonania czegoś własnego, ale równie istotne było zrozumienie wiadomości nadanej przez kompozytora i przekazanie jej dalej. Zawsze zdawało mi się to zagmatwane i nigdy nie potrafiłam zdecydować, jak odnaleźć równowagę. Jestem osobą bardzo emocjonalną i sądzę, że to moje emocje zawsze nade mną dominowały. Przez to w kilku przypadkach okazało się, że w ogóle nie mogłam znaleźć połączenia z muzyką. Tak ogromna część klasycznego repertuaru napisana jest przez mężczyzn, a w dodatku stworzona w zupełnie innych epokach, że czasami nie potrafiłam zrozumieć zawartych w nim emocji. To były dziwne, niekomfortowe sytuacje. Poza tym jest bardzo wiele zasad czy przekonań o tym, jak nuty powinny lub nie powinny być odgrywane, a ja nigdy nie byłam typem osoby przestrzegającej zasad, więc kiedy po raz pierwszy zaczęłam pisać, od razu pokochałam wolność. Nie było niczego właściwego czy niewłaściwego, wyłącznie to, co naprawdę chciałam stworzyć. To było odświeżające, choć jednocześnie stanowiło duże wyzwanie.

 

Ale zdarza się, że sięgasz po klasyczne utwory? Chociażby w ramach ćwiczeń?

Tak, wciąż grywam inne utwory. Pomaga mi to uniknąć utknięcia w rutynie, gdy komponuję. Dużym niebezpieczeństwem w byciu pianistą i kompozytorem jest rozwijanie nawyków przy klawiaturze, a zróżnicowany repertuar przypomina mi o wszystkich możliwościach instrumentu.

 

Jak to się sprawdza w Hidden Orchestra? Tam także możesz przemycić kawałek siebie?

Hidden Orchestra jest studyjnym projektem Joego Achesona. Reszta z nas włącza się dopiero na koniec procesu kompozycyjnego, aby wykonywać utwory na żywo.

Tak ogromna część klasycznego repertuaru napisana jest przez mężczyzn, a w dodatku stworzona w zupełnie innych epokach, że czasami nie potrafiłam zrozumieć zawartych w nim emocji.

Poppy Ackroyd

Niedawno opublikowaliście krótki fragment utworu - szykujecie nowy album?

Tak, EPka "Wingbeats" wkrótce zostanie opublikowana. Premierę na żywo zagramy w Royal Albert Hall w listopadzie.

 

Co z twoim solowym albumem? Minęły już dwa lata od wydania "Feathers".
Jestem w trakcie procesu pisania trzeciego albumu. Mam nadzieję, że uda mi się go ukończyć do końca tego roku.

 

Na Jazz Jantar usłyszymy coś nowego?

Zagram kawałki zarówno z "Escapement" i "Feathers", jak i kilka nowych. Jeżeli uda się wpleść do koncertu wizualizacje, pokażę także zsynchronizowane obrazy z mojego DVD - "Escapement Visualised" - stworzonego wraz z Lumen.

 

Czego się spodziewasz po swoim pierwszym solowym koncercie w Polsce?

Byłam w Polsce już kilkukrotnie z Hidden Orchestra i zawsze natrafialiśmy na znakomitą publiczność, autentycznie zainteresowany i pełen pasji tłum. Przez Gdańsk tylko przejeżdżaliśmy, ale wyglądał pięknie i nie mogę się doczekać, żeby spędzić tu trochę czasu.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2017 Soundrive