Soundrive Live

Undertheskin

 

Zimy w tym roku właściwie nie ma, ale do walki z pogodową anomalią stanął szereg muzyków, którzy niezależnie od siebie przyczynili się do powstania nowej zimnej fali.

W ostatnich miesiącach pisałem na łamach Soundrive.pl o kilku zespołach potrafiących gwałtownie obniżyć temperaturę w pokojach słuchaczy, ale pomimo tej jednej wspólnej cechy, różnice w twórczości Dogs in Trees, Schröttersburg czy Hände są bardzo łatwe do wychwycenia. Undertheskin to kolejny projekt z jednej stron wpisujący się w odnowę niegdyś popularnego nurtu, z drugiej odnajdujący w nim miejsce dla autorskiego brzmienia.

 

Zapoznawanie się z materiałem podpisanym nazwą, której nigdy wcześniej nie słyszałem przebiega u mnie zawsze w identyczny sposób - najpierw odsłuchanie, później zaczerpnięcie informacji. Lepiej na nic się nie nastawiać tylko dlatego, że ten czy inny zespół jest nowym przedsięwzięciem człowieka, którego działalność śledzi się od lat. Czasami jest to nie do uniknięcia. Wystarczy „scrollować” wpisy przy porannym energetyku, żeby trafić na zdradzieckie nagłówki, ale w przypadku Undertheskin udało mi się pozostać w niewiedzy przez kilka przesłuchań. Dopiero niespełna dwa tygodnie temu odkryłem, że mam do czynienia z Voidem - wokalistą i gitarzystą Deathcamp Project. „Jak można nie rozpoznać głosu Voida” - pewnie niektórzy z was pukają się teraz w czoło, ale uwierzcie, że Void bardzo się postarał, żeby zabrzmieć zupełnie inaczej. Zresztą wcale nie musicie brać tego na słowo - posłuchajcie.

W „Cold” bas i automat perkusyjny układają się w sześciosekundowy, precyzyjny i równomierny fragment, który został zapętlony na długości ponad pięciu minut. Wygląda mało zachęcająco? Dodam, że Void odzywa się tu z rzadka, wypowiada zaledwie kilka wersów niskim, rozedrganym głosem, a gitara albo podejmuje prostą melodię, albo rzuca pojedynczymi, długo wybrzmiewającym ozdobnikami. Komuś może się wydawać, że prawdziwy talent, to wyskrobać z gryfu solówkę na miarę Malmsteena albo zadąć w saksofon tak, żeby Rudresh Mahanthappa nie mógł spać po nocach, ale równie istotną umiejętnością jest wykorzystywanie kilku prostych dźwięków do stworzenia kompozycji pobudzającej specyficznymi proporcjami energiczności oraz emocjonalności. Dlaczego te dźwięki nie mogły ukazać się pod nazwą poprzedniego zespołu? „Formuła Deathcamp Project jest otwarta i zapewne mogłyby - odpowiada Void. - Jest to jednak projekt dwóch osób i mimo pewnych wyjątków, niemalże zawsze pracowaliśmy/pracujemy nad utworami we dwóch. Undertheskin to materiał od A do Z mój i od początku utwory pisane były pod kątem tego projektu. Podszedłem do niego bardzo osobiście, chciałem zrealizować pomysł i brzmienie, których z racji różnic osobowości i podejścia do muzyki, nie byłbym w stanie zrobić pod szyldem Deathcamp Project. Tam ciągle wypracowujemy kompromis, w Undertheskin nie ma miejsca na kompromisy [śmiech]. No i to, co pewnie jest słyszalne - w Deathcamp Project rozwijamy formę, dodajemy sporo ozdobników, jest dużo »śpiewania« harmonii. W Undertheskin jest zimno, a forma jest zredukowana do niezbędnego minimum”.

 

„Cold” jest najwyraźniejszym przykładem tego założenia, ale już w kolejnych utworach ulubione narzędzia Voida, czyli gitara oraz głos konstruują mniej regularne formy. We „Wrong” struny niemal w ogóle nie powielają następujących po sobie motywów, a pod koniec dwie ścieżki gitarowe zostają na siebie nałożone. „Fall” to najbardziej przebojowy utwór w zestawie, a jego refren na długo zapada w pamięć, z kolei „Undone” to zadziorna, wyposażona w największą liczbę elektronicznych wątków kompozycja. Jak na solowy projekt, jest tu mnóstwo dźwięków, co w sytuacji koncertowej może stanowić problem. „Samodzielne odtworzenie materiału na scenie jest niemożliwe, dlatego pomagają mi dwie osoby - twierdzi Void. - Basista to całkowity debiutant - młody, ambitny - zagrał swój pierwszy koncert właśnie z Undertheskin. Drugi gitarzysta plus osoba od wszelkiej elektroniki to znany między innymi z Deathcamp Project Tom Tylor”. Na chwilę obecną nie ma jednak planów, aby powiększyć studyjne oblicze projektu. „Undertheskin powstał z potrzeby chwili, z założenia była to chęć sprawdzenia się. Oczywiście na etapie kompozycji przesyłam muzykę do kilku zaufanych osób, słucham ich uwag. Łatwo jest samemu stracić obiektywne spojrzenie na własną muzykę. Dopuszczam - co zresztą się stało przy okazji pierwszej płyty - udział utalentowanych producentów, kreatywnie wpływających na brzmienie, ale same kompozycje pozostaną moje. Jeśli nie będę miał nic ciekawego do powiedzenia/nagrania, to po prostu zawieszę projekt. Mam ten komfort, że z Undertheskin nic nie trzeba i nic nie muszę - robię to z czystej potrzeby i dla przyjemności”.

 

Jedną z najwyraźniej odczuwalnych inspiracji w twórczości Undertheskin jest muzyka lat 80., nie tylko cold wave, ale również specyficzne połączenie punk rocka z ponurą atmosferą spod znaku Joy Division czy Xmal Deutschland. „Urodziłem się na początku lat 80. i to były pierwsze dźwięki, które kształtowały mój gust muzyczny - opowiada Void. - W Undertheskin zależało mi na odtworzeniu »eightiesowego« ducha, ale w zupełnie współczesnych ramach (brzmienie). Kilka miesięcy przed nagraniami gromadziłem też sprzęt z epoki (maszyny perkusyjne, instrumenty), aby jej duch naturalnie przeniknął do muzyki”. Inną wyraźną naleciałością jest gothic rock, ale tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana... „Muzyka gotycka... temat rzeka. Niestety w tej chwili wymarły, regresywny gatunek. Niewiele ciekawego się dzieje, a to, co dzieje się dobrego działa w odcięciu od etykietki gotyk, która już sama z siebie zamyka wszelkie drzwi. Żaden szanujący się festiwal nie chce mieć w składzie czegoś, co kojarzy się z piejącymi pannami i ułomną formą metalu, a taka jest powszechna percepcja »gotyku«. Przyznam, że nawet liczyłem na jakieś odrodzenie - zainteresowanie goth na fali popularności Joy Division. Liczyłem, że ktoś, kto posłucha ich, zacznie zgłębiać, szukać, ale niestety tak to nie działa. Dla dwudziestolatków Ian Curtis jest kimś takim jak Jim Morrison czy Kurt Cobain. Niewiele osób zastanawia się, skąd przyszli, kim się inspirowali. Nosi się ich na koszulkach i w zasadzie tyle”.

 

Na szczęście Undertheskin nie grozi zaszufladkowanie, a ich muzyka faktycznie pasowałaby do programu Castle Party, ale równie dobrze sprawdziłaby się chociażby na Off Festivalu. „Undertheskin działa na zasadzie minimum-maksimum. Minimum dźwięków - maksimum muzyki, minimum słów - maksimum treści” - twierdzi Void i tymi dwoma zdaniami perfekcyjnie opisuje istotę swojej solowej twórczości, z której wprost wynika niezwykła szczerość przekazu, a tym samym energia jednocząca słuchaczy ponad gatunkowymi podziałami. Fani Deathcamp Project nie muszą się natomiast obawiać - zespół żyje i przygotowuje się do nagrania nowego materiału.

 

fot. mat. arch.


Najnowsze treści z działu Soundrive Stage

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive