Soundrive Live

"Kruk", Lovecraft i inne inspiracje Unki Odyi

 

Pod koniec marca Unka Odya zadebiutowała w dopiero co utworzonym Wydawnictwie 23, a jej "Brom" to wyjątkowa opowieść o nadprzyrodzonych istotach zamieszkujących swojskie, kartuskie rewiry. Wielu dopatrywało się w tym komiksie licznych wpływów popkulturowych, ale jak było naprawdę? O tym opowiada sama Unka.

Czasem słyszę pytanie o to, co mnie inspiruje do rysowania komiksu, jakie produkcje i dzieła. Prawda jest taka, że dwie największe inspiracje to fantastyczna książka etnograficzna Bohdana Baranowskiego "W kręgu upiorów i wilkołaków" i opowieści z życia mojej świętej pamięci babci.

Mój komiks w recenzjach jest porównywany do "Harry'ego Pottera", "Twin Peaks", "Locke & Key" albo "Constantine'a". Przy czym muszę się przyznać, że żadnej z tych produkcji nie oglądałam i nie czytałam. Jak się rysuje komiksy, to ma się mało czasu na czytanie komiksów. Albo na cokolwiek. Trochę wstyd, bo w końcu są to pozycje kultowe, które przecież KAŻDY ZNA. Ale mam wrażenie, że nawet największy nerd ma na sumieniu jakąś pozycję powszechnie znaną, której z różnych przyczyn jeszcze nie poznał osobiście. Może jakimś cudem przeżyłeś/przeżyłaś życie, nie oglądając "Obcego" albo "Czarodziejki z Księżyca"?

Poniżej kilka utworów, których pewne aspekty bardzo sobie cenię i do których "Brom" jest miejscami podobny. Jeśli nie znacie, to polecam!

 

"Kruk" (1994)
Kruk jest jednym z tych rzadkich przypadków, kiedy ekranizacja jest - moim zdaniem - lepsza niż komiksowy oryginał. Twórcy wzięli z komiksu to, co najlepsze, uporządkowali, uwydatnili, posprzątali i dokonali najlepszego castingowego wyboru, aby obsadzić Brandona Lee, syna Bruce'a Lee, w głównej roli. Brandon przypłacił to życiem. Jest w tym filmie masa smacznych patentów, zainspirował mnie do stworzenia kilku scen.

"Nocne plemię" (1990)
"Hellraisera" i jego mniej lub bardziej - głównie mniej - udane sequele zna większość fanów horroru, ale nie znam zbyt wielu ludzi, którzy są fanami "Nightbreed", innego dziecka Clive'a Barkera. "Nightbreed" jest oparty na książce "Cabal" Barkera i docelowo miał być trylogią. Nic z tego nie wyszło, powstała tylko jedna część stanowiąca jednak dość spójną całość.

Film opowiada o potworach, ale potworach żyjących sobie własnym życiem i nie szkodzących nikomu, w podziemnym mieście Midian. Można do nich pośmiertnie dołączyć, jeśli Midian przyśniło ci się za życia. To naprawdę barwna, undergroundowa komuna i poczet przeróżnych dziwolągów. Niestety nocne plemię nie może sobie siedzieć pod ziemią w spokoju, bo nie pozwoli na to David Cronenberg grający psychopatę (i psychoterapeutę) Deckera. Pomaga mu ksiądz-szur, Ashberry, który nie wierzy w diabła. To nie jest ambitne kino, ale doskonale się przy nim bawię.

"Łowca trolli" (2010)
"Trolljegeren" to produkcja utrzymana w konwencji found footage, opowiadająca o - jak nazwa wskazuje - łowcy trolli, którego poczynania śledzi ekipa filmowa niedowierzająca w to, co się dzieje. Bardzo podoba mi się to, że twórcy podeszli do trolli nie jak do jakichś magicznych, niezbadanych istot, tylko jak do zwierząt, które mają swoje miejsce w drzewie życia - niektóre są uspołecznione, inne mniej, zabić można je w taki i w taki sposób, chorują na choroby takie czy inne - dokładnie jak niedźwiedź, wilk, sarenka i reszta mieszkańców lasu. Film nie jest lekki. Ma dość ciężką atmosferę i nie kończy się wesoło. Ale krajobrazy są naprawdę przepiękne, a widok potężnego trolla na tle jałowego, norweskiego krajobrazu jest dla mnie równie mocny, co "Kolos" Goi.

"Nocna straż" (2004)
Przeważnie denerwuje mnie motyw "the chosen one'a", czy to Neo, czy Hellboy. Po prostu ciężko mi przełknąć, że wybór jednego typa i to, co się z nim stanie mogą mieć wpływ na cały świat. Od razu wyrywa mnie to z zawieszenia niewiary, ale "Nocnej straży" jestem w stanie wiele wybaczyć, bo to jedyny film, o jakim wiem, który ma rosyjskie wampiry-dresiarzy. Ciężki patos przepowiedni miesza się tu z syfem blokowisk, krew pije się ze słoików po ogórkach, a nie z jakichś mistycznych kielichów, w dodatku główny bohater ma naprawdę źle dobrane okulary. Jest po prostu swojsko, ale nie przaśnie. Wielkim plusem filmu jest dla mnie Olga, którą główny bohater poznaje jako sowę. Potem sowa przechodzi ciekawą scenę transformacji w kobietę.

"Przez las" Emily Carroll
Emily Carroll to doskonała ilustratorka i autorka krótkich horrorowych komiksów, kilka z nich można przeczytać na jej stronie. W Polsce "Przez las" wyszło nakładem Wydawnictwa Pentliczek, które zajmuje się książkami dla dzieci. Nie wiem, czy osoby decyzyjne przeczytały ten komiks przed wydaniem, ale obstawiam, że straumatyzuje wiele dzieci. To kilka krótkich, pięknie ilustrowanych i niezwiązanych ze sobą historii. Każda w nieco innym stylu, z cudownym liternictwem i onirycznym klimatem. Kiedyś chciałabym wydać coś podobnego i mam nadzieję, że inni ludzie też zechcą i wydadzą, i będę mogła wrzucić na hałdę wstydu i któregoś dnia przeczytać. Bo to piękna i świetna rzecz i powinno tego być więcej.

"Gunnerkrigg Court" Tom Siddell
Cały komiks można przeczytać w internecie. Nie przeraźcie się, jak pójdziecie na pierwszą stronę - Tom rysuje swoje opus magnum od 2005 roku i zdążył się rozwinąć. W "Gunnerkriggu" znajdziemy bogów, roboty, zaświaty, psychopompy, pogromców smoków, centaury i gołębie, a wszystkie te postacie rezydują albo w "dworze" Gunnerkrigg - który jest tak naprawdę potężnym i rozrastającym się miastem - albo w okolicznym lesie. Są nawet akcenty polskie. Normalnie taka mnogość i niedopasowanie elementów przeszkadzałyby mi, brzmi jak nieprzemyślany misz-masz, ale autor jest świetnym scenarzystą i zaręczam, że to wszystko ma sens.

"Kolor z przestworzy" H.P. Lovecraft
"Kolor z Przestworzy" doczekał się niedawno fantastycznej, ale mało wiernej "ekranizacji" w postaci "Anihilacji"... Żartuję, "Anihilacja" to ekranizacja "Unicestwienia" VanderMeera, ale pewne wspólne wątki łatwo dostrzec. To moja ulubiona historia Lovecrafta. Pewnego dnia na farmę Nahuma spada meteoroid, który doprowadza do skażenia całej okolicy. Plony rosną wybujałe i piękne, ale kompletnie niejadalne. Zwierzęta mutują. Ludzie chorują. Jak komuś podobał się serial "Czarnobyl", to "Kolor" też powinien mu się spodobać. Strasznie lubię w tym opowiadaniu ciężkie uczucie nadciągającej i nieuchronnej zguby, zepsucia i rosnącego nowotworu, który mieni się wesołymi kolorami.

Unka Odya weźmie udział w spotakniu autorskim zatytułowanym "Jak Warchlaki przedawkowały Brom" podczas trzeciej edycji gdańskiego SzlamFestu (14-15 czerwca). Więcej informacji TUTAJ.


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive