Soundrive Live

Waneko: Manga nie jest już postrzegana jako "chińskie bajki"

 

Dwudzieste urodziny Waneko to ważne wydarzenie, bo manga w Polsce jest niewiele starsza. W ofercie wydawnictwa zawsze znajdowały się pozycje nietypowe, zaskakujące, odsłaniające wiele oblicz japońskiego komiksu. O tym, jak jubileusz będzie świętowany, jakie były początki, jaka czeka nas przyszłość i dlaczego nieprędko przeczytamy "Kapitana Tsubasę" po polsku opowiada Alex Siemiradzka.

Jarosław Kowal: Pierwszą mangą wydaną przez Waneko było dzisiaj już trochę zapomniane "Cześć, Michael!" - to od tego rudego kocura wzięły się nazwa i logo wydawnictwa?

Alex Siemiradzka: Tak, logo powstało z pomysłem uczczenia Micheala [śmiech]. Po prostu założyciele to straszni kociarze, stąd w nazwie wydawnictwa pojawił się "harmonijny kot" [takie znaczenie mają znaki kanji w logo].

 

Kilka miesięcy później ukazał się z kolei "Locke Superczłowiek" - tytuł z wielu powodów nawet dzisiaj nietypowy na polskim rynku, chociażby dlatego, że oryginał wydawano w latach 60., a polska wersja miała kieszonkowy format. Nigdy później nic podobnego nie zostało wydane - ten pomysł nie sprawdził się?

Niestety, a może stety, nie. Kiedy powstało Waneko, wydawnictwo J.P.F wydawało mangi bardziej młodzieżowe, a pan Kenichiro Watanuki [założyciel Waneko] bardzo chciał przeszczepić do Polski mangę dla dojrzalszego czytelnika. Stąd też dobór nie tylko pierwszych tytułów - które on sam bardzo lubił - ale również małego, wygodny do trzymania w jednej dłoni formatu, co ułatwiłoby czytanie na przykład w komunikacji miejskiej i dzięki czemu manga dostępna byłaby w każdych warunkach. Jak się okazało, więcej było odbiorców mang młodzieżowych i nadal tak jest.

Podejrzewam, że dzisiaj i "Cześć, Michael!", i "Locke Superczłowiek" nie mieliby na polskim rynku najmniejszych szans, ale w 1999 roku jedyną konkurencją były "Aż do nieba", "Czarodziejka z Księżyca" i "Akira" J.P.F.-u oraz "Appleseed" TM-Semic. Jak od tego czasu zmieniły się realia wydawania mang w Polsce?

Ogromnie! Wcześniej manga była sprowadzana do "chińskich porno bajek" bądź w najlepszym razie ogłupiających bajek dla dzieci, zaś odbiorcy komiksów zachodnich (czy to amerykańskich, czy to europejskich) patrzyli na ten rodzaj komiksu z góry, niemal z pogardą. Nieliczni fani, którzy gromadzili się przed telewizorami i z rumieńcami zaczytywali się w starym Kawaii, cieszyli się z każdego wydanego w Polsce tytułu. Kontakt z fanami nie był tak łatwy, jak w dobie internetu. Otrzymywaliśmy listy z prośbami o konkretne tytuły, ale często były to tytuły wtedy dla nas nieosiągalne. Dopiero się uczyliśmy, często się potykaliśmy. Nie potrafiliśmy wyczuć rynku.

 

Przede wszystkim po wielu latach edukacji polskiego czytelnika, a raczej jego rodziców i opiekunów, udało się niemal wymazać szkodliwy wizerunek mangi w Polsce. Dzięki edukacji, manga nie jest już postrzegana aż tak negatywnie jak dawniej. Wchodziło w to dużo różnych działań wspaniałych ludzi. Ja sama - zachęcona przez swojego wykładowcę - kiedyś prowadziłam na kilku warszawskich uczelniach i w szkołach specjalne prelekcje o mandze/anime. Pokolenie lat 80. i 90. dorosło. Tworzy niesamowite wydarzenia dla nowych i młodszych od siebie czytelników, zarażając entuzjazmem do tego typu komiksu, przyciągają nowych fanów. Nie słyszy się tak często o przypadkach wyśmiewania tego hobby, wiele sklepów sieciowych sprzedaje ubrania, zeszyty, przybory szkolne z wizerunkami mangowych postaci. Manga powoli wkrada się do naszej codzienności.

Niesamowicie pomaga w tym internet. Obecnie mamy bliski kontakt z fanami właśnie przez media społecznościowe, odwiedzamy różne strony, łatwiej nam wyszukać nowe potencjalne tytuły, nawet takie kompletnie nieznane. Łatwiej nam zbadać, czego potrzebuje i oczekuje czytelnik. No i oczywiście możemy samodzielnie dotrzeć do osób, które nie są zainteresowane naszym komiksem, bądź... nie wierzyłam, że kiedyś będzie dane mi to powiedzieć... zachęcić do siebie fanów komiksu zachodniego! Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jakie to było kiedyś trudne, a wierzcie mi, pracowałam w sklepie z komiksami, więc wiem o czym mówię [śmiech]. Co najważniejsze, Japonia również inaczej postrzega polski rynek, mamy szanse w staraniach o topowe tytuły różnych wydawnictw.

 

Największą różnicą w porównaniu tamtych czasów z dzisiejszymi wydaje się to, że można było kolekcjonować wszystkie ukazujące się tytuły, a nawet trzeba było, jeśli chciało się mieć styczność z mangą, bo wybór był bardzo skromny. Kiedy nastąpił przełom i popularność mang gwałtownie wzrosła?

Trudno mi określić, kiedy dokładnie dla rynku był największy boom. Jeśli dobrze pamiętam, to było około 2010-2011 roku. Pojawiało się wtedy najwięcej pozycji i zainteresowania tematem komiksu japońskiego. Wtedy też zaczął się boom na restauracje japońskie i ogólną japońskość, która zaczęła być postrzegana jako coś modnego. Dla nas zdecydowanie los zmienił się wraz z wydaniem w listopadzie 2011 pierwszego tomu serii "Kuroshitsuji", która okazała wyjątkowym hitem i nadal cieszącym się ogromną popularnością. Okazało się, że chyba zaczęliśmy czuć, czego ludzie pragną.

W Polsce mangi czyta przede wszystkim młodzież?
Tak. Głównymi odbiorcami są osoby w wieku między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, większość czytelników to dziewczyny, mimo że najlepiej sprzedającymi się tytułami są shouneny w teorii skierowane do nastoletnich chłopców. Takich czytelników wciąż przybywa. Co się dzieje z tymi, którzy dorośli? Część zostają z nami, ale wybierają dla siebie określony typ mangi, część przeskakuje na komiks zachodni, a część "wyrasta" z wszelkich komiksów... Dlatego staramy się znaleźć tytuły, które przyciągną również starszego czytelnika, mimo że tego typów odbiorców jest znacznie mniej.

 

Jesteś z Waneko od 2016 roku, ale domyślam się, że wcześniej byłaś stałą czytelniczką. Które mangi z wszystkich wydawanych na przestrzeni tych dwudziestu lat są twoimi ulubionymi?
Manga to jedna z moich miłości trwających niemal całe życie. Mang, które uwielbiam czytać do tej pory jest bardzo dużo! Trudno wybrać, ale skoro muszę, to rzucę paroma tytułami. Mangi Waneko - "Paradise Kiss", świetna historia i do śmiechu, i płaczu, uwielbiam również sposób prowadzenia fabuły przez autorkę, polecam inne jej tytuły. Wydaje mi się, że fabularnie jest nadal dość aktualna. "Requiem Króla Róż", bo inspirowana jest szekspirowskimi sztukami i za cudowną kreskę Ayi Kanno - mam wielką słabość do tej artystki. "Magi", cudowny shounen fantasy, w którym używane są postacie ze znanych nam "Baśni tysiąca i jednej nocy". Generalnie uwielbiam historie, w których wykorzystywane są znane bajki/postacie/mitologie w nowym wydaniu, dlatego uwielbiam serię "Baśnie" od Vertigo. No i oczywiście, co chyba nikogo nie zdziwi, "My Hero Academia" i Vigilante". Dlaczego? Dlatego, że jestem związana od dziecka nie tylko z mangą, ale również z komiksem zachodnim, w tym z "trykociarzami".

"Shiki", trzymający w napięciu tytuł z duszną atmosferą Kingowskich horrorów, który pozwoli ci przemyśleć twoje postrzeganie moralności i tego, co słuszne. Od innych wydawnictw kocham "Berserka", genialna powieść fantasy z wielkim rozwojem stylu autora. Kiedyś miałam obsesję na punkcie tego tytułu, mam kilka zagranicznych wydań pierwszych tomów, w tym... serbskie. Nie spodziewałam się zobaczyć tego tytułu na polskim rynku i proszę! Jak wspominałam wcześniej, mamy więcej możliwości i to owocuje. "Kształt twojego głosu", bardzo mądra historia, pełna wzruszeń, do tego zwracająca uwagę na pewne okrutne wręcz wady japońskiego społeczeństwa... Kto się wczytywał w tę mangę, ten będzie wiedział o co mi chodzi. Może na tym skończę, bo mogłabym tak rozprawiać godzinami.


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive