Soundrive Live

Aladyn. Kolejny średniak od Disneya

 

Aktorska wersja "Aladyna" dla niektórych może okazać się zaskakująco przyjemnym seansem. Duża w tym zasługa uroku klasycznych historii Disneya, ale nawet on nie jest w stanie przysłonić wszystkich błędów trawiących tę produkcję.

Disney w tym roku nie zna litości i przeprowadza zmasowany atak za sprawą nowych wersji swoich klasycznych animacji. Nie minęły dwa miesiące od premiery "Dumbo" Tim Burtona, a do kin wszedł już aktorski "Aladyn" (a za dwa miesiące pojawi się "Król lew") w reżyserii Guya Ritchiego, który za sprawą dwóch sporych finansowych wtop ("Kryptonim U.N.C.L.E." oraz "Król Artur") zapewne popadł w niełaskę wytwórni i teraz musi odrobić swoją pańszczyznę. Gdy się jednak nad tym zastanowić, to historia o złodziejaszku zdobywającym serce księżniczki idealnie nadaje się do przerobienia pod specyficzny dla tego reżysera uliczny sznyt. Czy w  takim razie udało mu się przenieść swój autorski styl i stworzyć ciekawą kombinację z klasyczną disnejowską opowieścią? Niestety na takie podejście do tego specyficznego cyklu filmów przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Przy opisywaniu nowej wersji przygód Aladyna warto zacząć od warstwy wizualnej, bo ta okazuje się jedną z największych bolączek filmu. Co wydaje się szczególnie dziwne w wypadku produkcji, w której powinniśmy zostać porwani przez pojawiające się na ekranie ferie barw, bliskowschodnie krajobrazy oraz egzotyczne budowle i kostiumy. Owszem, te wszystkie elementy są obecne i eksponowane, ale w dużej części wyglądają bardzo sztucznie. O ile pojedyncze, małe lokacje i kostiumy sprawiają całkiem dobre wrażenie, to szerokie, miejskie plany każą podejrzewać, że elementy scenografii zostały podprowadzone z odpowiedniego działu tematycznego w którymś z Disneylandów. Niezbyt udane są także efekty komputerowe, zwłaszcza te związane z animacją Dżina. Biorąc pod uwagę to, jak takie elementy szybko się starzeją, za parę lat trudno będzie na nie patrzeć bez poczucia żenady. Myślę, że duży zawód mogą poczuć fani wizualnej strony filmów Guya Ritchiego. Zwłaszcza jego zabaw z agresywnym montażem i pokazywaniem wielu wydarzeń w jednym czasie, bo tych elementów po prostu brakuje. Z charakterystycznych dla reżysera zagrywek pozostało tylko zwalnianie i przyspieszanie ekranowej akcji, ale tym razem nie sprawdza się to zbyt dobrze. Widać, że w kwestiach wizualnych nie miał tu za dużo do gadania.

Wspomniana sztuczność nie przeszkadza tutaj jednak tak bardzo, jak miałoby to miejsce w przypadku normalnego filmu i to z dwóch powodów. Po pierwsze, ilość scen śpiewanych i tańczonych sprawia, że "Aladyna" można podciągnąć pod kategorię musicalu, a te ze swojej natury opierają się na sporej umowności tego, co widzimy na ekranie. Natomiast drugim powodem jest udana próba przeniesienia na film  aktorski tej charakterystycznej dla starszych animacji Disneya bezpretensjonalnej atmosfery prostej opowieści o konkretnym morale i przekazie. Jest w tym wszystkim niewinny urok filmu, który nie wstydzi się tego, że pochodzi z dawnej epoki i niezbyt pasuje do dzisiejszego kina. To wszystko pozwala przymknąć oko na wszechobecne wady. Oczywiście jeśli ktoś jest podatny na te stare, disnejowskie zagrywki. Z pozytywnych zaskoczeń warto wspomnieć o wyjątkowo udanym występie Willa Smitha, który już dawno nie był tak wyluzowany na ekranie. Obserwując go jako Dżina, łatwo sobie przypomnieć, za co wszyscy pokochaliśmy go w latach dziewięćdziesiątych. Jednocześnie słuchając jego śpiewu, możemy być mu wdzięczni za porzucenie kariery muzycznej. Skupienie się na karierze aktorskiej wyszło wszystkim na dobre. Bardzo przyjemnie obserwuje się także charyzmatyczną Naomi Scott wcielającą się w Jasminę.

"Aladyn" okazuje się filmem, który wcale nie jest łatwy w ocenie. Patrząc na niego obiektywnie, trudno nie zauważyć, że pełno w nim mankamentów wynikających z niezbyt trafionych decyzji w produkcji. Wad jest po prostu za dużo, żeby uczciwie napisać o produkcji udanej, którą dałoby się polecić z czystym sumieniem osobom niezdecydowanym. Wydaje mi się jednak, że sporo osób może potraktować go jako swoiste "guilty pleasure" i rzeczywiście dobrze się na nim bawić. Jeżeli ktoś czuję, że może być docelowym odbiorcą takiego filmu i tęskni za baśniowymi piosenkami, to do poniższej oceny spokojnie można dodać jeszcze pół gwiazdki. 


Aladyn
Tytuł oryginalny: Aladdin

USA, 2019

Walt Disney Pictures

Reżyseria: Guy Ritchie

Obsada: Will Smith, Mena Massoud, Naomi Scott

3/5



NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive