Soundrive Live

Lukratywna ekskluzywność

 

Na Ibizie trwa ciągła wojna. Wyspa od dekad jest imprezowym rajem, a kluby dokładają wszelkich starań, aby ich oferta przyciągała jak największą publiczność, która zostawi tam pot, energię, a przede wszystkim pieniądze. Ta wojna zaostrza się w ostatnich latach tym mocniej, im mocniej pompuje się balon mody na muzykę klubową. A ten balon właśnie sięgnął stratosfery - techno i tech-house wbiły się nawet do lineupów wielkich festiwali EDM-owych. Nic zatem dziwnego, że kluby na Ibizie chcą zabezpieczyć sobie jak najatrakcyjniejsze rezydencje DJ-skie.

Instytucja rezydencji i cyklicznych imprez organizowanych przez osobowości, jest tak stara, jak sama muzyka klubowa. Wielkie nazwisko przyciąga, a aura ekskluzywności i wyjątkowości wydarzeń zwiększa atrakcyjność danego przedsięwzięcia. Nie jest tajemnicą, że najłatwiej to zabezpieczyć pieniędzmi - nie tylko kluby na Ibizie stawiają na umowy określające, że dany artysta czy artystka nie mogą grać nigdzie indziej w danym kraju przez jakiś czas. To norma przy festiwalach, norma, z której publiczność raczej nie zdaje sobie sprawy, a która ma przemożne konsekwencje dla takich rynków, jak Polska. Zazwyczaj tego typu machinacje odbywają się w cieniu, ale dzięki uporowi i niefrasobliwości (?) włoskiego DJ-a Marco Caroli, mogliśmy zajrzeć za kurtynę. Cała ta historia jest dość kuriozalna, ale także naturalna - to wprost konsekwencja wojny o ekskluzywność, na której tak naprawdę tracą wszyscy.

 

Pozwy i grzywny dotyczące odwołanych występów nie są nowością - nie tak dawno Travis Scott musiał zapłacić czterysta tysięcy dolarów za to, że nie pojawił się na Super Bowl Weekend w Minnesocie, mimo otrzymanej zaliczki. Tekashi 6ix9ine - obecnie przesiadujący w więzieniu - notorycznie odwoływał koncerty i ponosił finansowe konsekwencje takich akcji. Nicki Minaj odwołała część koncertów na swojej niedawnej europejskiej trasie, dodatkowo zrobiła to wówczas, kiedy publiczność już czekała na miejscu - konsekwencje są tajne, ale nie sądzę, że wykaraskała się bez wysupłania sporej kasy z kieszeni. Ale sprawa Marco Caroli to nowy wymiar absurdu - dwa pozwy i potencjalne straty na miliony euro, a wszystko przez... Chęć grania? Chciwość? Nie wiadomo.

Najpierw jeden z największych klubów na Ibizie, Amnesia, wygrał pozew przeciwko DJ-owi, który naruszył kontrakt zabraniający mu grania gdziekolwiek indziej na wyspie. Marco Carola przeniósł swoją rezydencję i cykl imprez Music On do innego megaklubu na wyspie, Pacha, co może go kosztować ponad 2,4 miliona euro. Co więcej, DJ został również pozwany przez agencję promotorską It's All About The Music SL (te nazwy są jeszcze bardziej słabe i generyczne niż ta muzyka...), która również twierdzi, że poniosła straty na przeprowadzce Caroli do klubu Pacha - tutaj kwota wynosi 4,48 miliona euro i zajęcie posiadłości DJ-a w ramach zabezpieczenia potencjalnej rekompensaty. Sprawę z Amnesią Carola przegrał, bo niedawno po prostu stanął za DJ-ką w Pachy i zaczął grać. Co stanie się ze sporem z It's All About The Music SL? Czas pokaże. DJ stawił się w sądzie, jego adwokat potwierdził, że rozstanie z promotorem miało podłoże finansowe. Rezydencja Caroli w Pachy potrwa do października, ale czy zarobi na niej - i gigach pomiędzy - na tyle, żeby spłacić Amnesię i (potencjalnie) dawnego promotora? Nie wiadomo.

 

Można na całą sprawę machnąć ręką - ot, niesnaski milionerów w klubowym Babilonie - ale warto pomyśleć, co to mówi o współczesnym obiegu muzycznym. Ekskluzywność jest kontrintuicyjna wobec istoty muzyki rozrywkowej, która ma docierać do jak największej ilości ludzi. Wychodząc poza perspektywę filozoficzną, ekskluzywność oparta na monetarnych zachętach wyklucza tych, których po prostu nie stać, żeby stanąć do wyścigu zbrojeń. Jestem ciekaw, ile wspaniałych koncertów ominęło nas na polskich festiwalach właśnie przez najróżniejsze klauzule wyłączności. Nadwiślańskie wydarzenia mogą mieć ciężką przeprawę, konkurując z ofertami Niemców, Czechów, a nawet Skandynawów. Jasne, zazwyczaj managementy chcą jak najwięcej bookingów dla swoich klientów i klientek, ale czasem brak bookingu może być bardziej lukratywny niż koncert. Nie zapominajmy o mniejszych festiwalach, którym większe wydarzenia mogą po prostu podebrać konkretnego artystę i zablokować jego następny występ w Polsce na wiele miesięcy (bez podawania nazw, to prawdziwa historia, która zresztą się powtórzyła kilkukrotnie).

Taka konkurencja może mieć pozytywne strony - na przykład festiwale prześcigają się w kurateli nad specjalnymi i bardzo często fenomenalnymi projektami, tworzonymi wyłącznie dla nich, ale negatywy przeważają nad pozytywami. Obserwowanie przepychanek milionerów z Ibizy ma jakąś wartość rozrywkową, ale to nieliczny moment, kiedy dzieje się to w świetle dziennym. Zazwyczaj publiczność analizuje line-upy festiwali i imprez, nie wiedząc, że bez klauzul wyłączności mogłyby wyglądać inaczej, potencjalnie nawet lepiej. Czy brak takich zapisów w umowach poskutkowałby homogenizacją oferty? Tego niestety nie mieliśmy okazji się dowiedzieć. A sprawę Marco Caroli będę śledził z wypiekami na twarzy, bo naprawdę jestem ciekaw, skąd weźmie te miliony euro. Jeśli z Ibizy, to już wiem, że podjąłem wiele złych decyzji w swoim życiu...


NAJNOWSZE FELIETONY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive