Soundrive Live

Glass Museum: Nasza muzyka jest jak krajobraz

 

Perkusja, fortepian i laptop - tyle w zupełności wystarcza belgijskiemu duetowi Glass Museum, który łączy fascynacje współczesnym jazzem pokroju GoGo Penguin albo BadBadNotGood z niebanalną elektroniką spod znaku Jona Hopkinsa o Floating Points. Na razie na koncie mają jeden album ("Deux"), ale już trwają prace nad jego następcą.

Barbara Skrodzka: Wasze brzmienie oparte jest na perkusji i fortepianie, czasem wzbogacane o saksofon. Dlaczego nie ma gitar?

Martin Grégoire: Ponieważ nie umiemy grać na gitarze, a kiedy zaczynaliśmy, po prostu jammowaliśmy razem. Później zaczęliśmy razem pisać utwory i tworzyć solidne struktury, bazując tylko na fortepianie i perkusji. Kiedy zaczynaliśmy, nie byliśmy pewnie, czy na jakimś etapie nie dodamy basu lub trąbek, ale wszystko wyglądało dobrze, więc postanowiliśmy, że niczego nie będziemy zmieniać.

 

Bardzo podoba mi się utwór "Electric Silence". Nazwa wskazywałaby na to, że będzie spokojnie i melancholijnie, ale jest trochę inaczej... "Electric Silence" nie brzmi jak cisza.

Antoine Flipo: To prawda, ale coś jest w tej piosence... Na początku jest bardzo cicha, by na końcu nabrać na sile. Rozwinęliśmy ciszę do czegoś bardzo wzniosłego.

 

MG: Na początku, gdy pracowaliśmy nad tym utworem, był zupełnie inny od wersji ostatecznej. Zmieniał się wraz z rozwojem i zmienia się nawet teraz. Nie ma zdefiniowanej struktury i zawsze wracając do niego, dodajemy lub zabieramy pewne rzeczy. Komponowanie zawsze zaczynamy od pomysłu na partie fortepianu, a później pojawiają się inne elementy, mocniejsze. Chcieliśmy zawrzeć w "Electric Silence" dwie różne atmosfery, które ze sobą współpracują.

Jak wygląda wasz proces tworzenia muzyki?

AF: Zazwyczaj pokazuję Martinowi różne pomysły i kompozycje na fortepianie. Bazując na tym, możemy razem jammować i ćwiczyć. Martin później dodaje swoje partie, ale bardzo często nie są to ostateczne kompozycje, zmieniają się.

 

MG: Dodajemy inny rytm, pracujemy nad tempem... Antoine dodaje też trochę elektroniki. Pięćdziesiąt procent czasu to pomysł na fortepian, który później adaptujemy do elektroniki i perkusji.

 

Myśleliście o dodaniu wokalu?

AF: Być może dodalibyśmy wokalistę, ale bez tekstu... My po prostu chcemy pokazać publiczności krajobraz, który będzie mogła sobie wyobrażać. Nie chcemy, żeby był tam tekst.

 

MG: Na pierwszym albumie współpracowaliśmy z trębaczem, ale w przyszłości jesteśmy otwarci na gościnną współpracę, jedną lub dwie piosenki z wokalistą. Myślę, że przy kolejnym albumie rozejrzymy się za kimś.

Studiujesz bioinżynierię, a Martin prawo i zarządzanie kulturą. Skąd pomysł na muzykę?

MG: To zaczęło się tak po prostu. Ani moi rodzice, ani rodzeństwo nie mają nic wspólnego z muzyką. Zaczęło się od słuchania muzyki, oglądania materiałów wideo. Po prostu chciałem naśladować perkusistów, których widziałem w telewizji. Wiedziałem, że będę to robił pewnego dnia.

 

AF: Ze mną było podobnie. Zacząłem grać na fortepianie w szkole muzycznej i było to całkiem logiczne, żeby kontynuować. Moi rodzice nie są związani w żaden sposób ze sztuką.

 

Co myślicie o współczesnej scenie jazzowej?

MG: Od około pięciu lat jest coraz więcej muzyków jazzowych tworzących także elektronikę, łączą te dwa światy ze sobą. Są zespoły, które zaczynają być popularne albo Nils Frahm, który obraca się bardziej wokół muzyki klasycznej. W Belgii, w Walonii jest inaczej, nie ma tam wielu zespołów, które łączą jazz i elektronikę. Więcej takich zespołów jest w Wielkiej Brytanii i we flamandzkiej części Belgii. W naszej okolicy nie ma tego tak dużo, co jest dla nas także szansą, ponieważ pozwala nam wyróżnić się na walońskiej scenie muzycznej. Zauważyliśmy, że dziesięć lat temu na wielu festiwalach jazz był w niszy. Teraz zaczyna robić się bardziej popularny.

Czy kiedykolwiek byliście w Polsce?

MG: Nie byliśmy w Polsce, ale byliśmy na Fusion Festival, który jest bardzo blisko. Moi praprapradziadkowie byli Polakami. Poza tym z Polską kojarzy mi się bardzo mocny alkohol [śmiech].

 

Macie jakieś plany na ten rok?

MG: Musimy napisać album. Chcielibyśmy go skończyć w maju. Ten album będzie trochę inny od wcześniejszego materiału. Będzie bardziej elektroniczny, bardziej taneczny w niektórych momentach i lepiej wyprodukowany, ale nadal będą fragmenty fortepianowe. Jeśli chodzi o występy na żywo, dodamy więcej sampli. Na razie jeszcze nie wiemy, czy wyprodukujemy album sami, czy z czyjąś pomocą. Rozglądamy się za kimś, kto mógłby nam pomóc.

 

AF: Chcemy też pojechać w trasę koncertową. Mamy już kilka dat zaklepanych. Będziemy grać w Szwajcarii, Francji, Niemczech i Czechach, jesteśmy otwarci na propozycje z Polski! 


fot. główna Gilles Dewalque


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive