Soundrive Live

John Wick 3. Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy

 

Niezłomny Baba Jaga wrócił po raz trzeci. Dla polskiego widza może to brzmieć niedorzecznie, ale nie ma się z czego śmiać, bo przy Johnie Wicku nawet Leon zawodowiec i Alejandro ("Sicario") bledną, nie wspominając nawet o takich drugoligowcach, jak Jason Bourne.

Nikt nie mógł się spodziewać, że ten skromny film okaże się fenomenem. W tamtym czasie Keanu Reeves zaliczał wpadkę za wpadką - od "Skoku Henry'ego" przez "Człowieka Tai Chi" po "47 roninów". W dodatku za reżyserię miał odpowiadać duet kaskaderów-debiutantów, z którymi Reeves znał się z czasów "Matrixa", a pierwszy opis fabuły zdradzał tylko tyle, że dostaniemy kolejny film zemsty... I faktycznie to była cała fabuła pierwszego "Wicka", ale za to jak przeniesiona na ekran! O tym, dlaczego "John Wick" okazał się przełomem napisałem w felietonie dotyczącym choreografii scen walk, część trzecia dowodzi natomiast, że Reeves, Chad Stahelski (reżyser) i Derek Kolstad (scenarzysta) doskonale wiedzą, czego oczekuje ich publiczność i dokładnie to zamierzają jej wręczyć.

Po pierwszym kwadransie nie ma wątpliwości, że i tym razem udało się - twórcy ponownie wpasowali się w wąską szczelinę pomiędzy kiczem a poważnym kinem akcji, do której najczęściej trafia się przypadkowo, po wielu latach niedoceniania, wprost z dolnych półek wypożyczalń kaset wideo. O filmie z 2014 roku jeszcze nie dało się tego powiedzieć, ale już opublikowany trzy lata później sequel drastycznie zmienił ton - Wick żałobnik wybijający dziesiątki drabów przypominał samotnika w stylu Charlesa Bronsonsa z "Życzenia śmierci", później poznaliśmy jednak cały odrealniony świat płatnych morderców i bezdomnych rządzących nowojorskim podziemiem, reguły hotelów udzielających schronienia, odrębną walutę, niezliczone postacie jakby wprost wyciągnięte z komiksów Ricka Remendera. Zmiana wyraźna, ale przeprowadzona zaskakująco łagodnie, może dlatego, że wszystkie trzy filmy są bezpośrednio ze sobą powiązane - tam, gdzie kończy się jeden, zaczyna się drugi, a więc każdy z elementów potęgowany jest stopniowo i dzięki temu wypada naturalnie.

Zgodnie z prawidłami, trzeci "John Wick" jest jeszcze bardziej szalony i efektowny. Walka na noże to walka na całe gabloty zabytkowych noży, które wbijane są w przeciwników seriami, czasami w bardzo brutalny sposób; broń nie musi być zresztą aż tak oczywista - zabić można także książką albo... koniem. W pierwszym filmie z cyklu (albo w jakimkolwiek innym filmie) nie uszłoby to na sucho, zostałoby wykpione jako zbyt absurdalne, ale Baba Jaga powoli i żmudnie budował swój świat, dał nam niezliczone dowody na to, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, a twórcy zamiast zaprzeczać prześmiewczym opiniom jakoby ich heros przypominał jednoosobową armią w stylu Stallone'a czy Schwarzeneggera, z uśmiechem potakują i przesuwają granice kina akcji. Akcja jest zresztą kluczowym składnikiem - to ponownie efekt intensywnego szkolenia przed wejściem na plan, przeprowadzenia wielu prób i przygotowania aktorów oraz aktorek tak, żeby to, co widzimy na ekranie dało się naprawdę wykonać. Nie można mieć co do tego złudzeń chociażby dlatego, że większość pojedynków oglądamy w szerokim kadrze, w znakomitych, eksponujących choreografie pojedynków zdjęciach. To właśnie w tym, a nie w fabule, tkwi magia tej serii.

"John Wick 3" to znakomita, bezkompromisowa rozrywka z dobrze wyważonym, czarnym humorem i popkulturowym brokatem (nawiązanie do "Matrixa", muzyka Kyary Pamyu Pamyu w tle). Jak zwykle nie zawodzą także role drugoplanowe, ze szczególnym wskazaniem na Marka Dacascosa, który na przełomie wieków zachwycał między innymi w "Braterstwie wilków" czy "Crying Freeman" - okazuje się, że w wieku pięćdziesięciu pięciu lat nadal jest niezwykle sprawnym i charyzmatycznym aktorem. Żeby nie było jednak przesadnie kolorowo, na tym etapie wyraźnie rozmywa się sens całej tej krucjaty i to do tego stopnia, że świadomi widma fabularnej pułapki twórcy sami zadają pytanie o to, dlaczego Wick wciąż walczy. Czy odpowiedź jest wiarygodna? Na to odpowiecie sobie sami, ale jak na film o i tak pretekstowej historii, której sercem są walory ludyczne, powinno wystarczyć.

Nie ma wątpliwości, że czwarta część powstanie (Stahelski potwierdził to w jednym z wywiadów) i najprawdopodobniej będzie największym wyzwaniem dla cyklu. Reeves choć wciąż w znakomitej formie, wyraźnie zwalnia (w tym roku również będzie obchodził pięćdziesiąte piąte urodziny), częściej walczy bronią palną niż wręcz, a na pewno nikt nawet nie bierze pod uwagę rozwiązania z "Uprowadzonej", czyli szybkiego montażu kamuflującego niedociągnięcia. Da się to wiarygodnie przedstawić chociażby dlatego, że wydarzenia z trylogii, która powstawała przez pięć lat rozgrywają się w kilka dni i Wick ma prawo odczuwać zmęczenie, niemniej ważniejsze od rozwiązań scenariuszowych będzie właśnie to, ile pary zostało jeszcze Babie Jadze. Miejmy nadzieję, że dużo, bo lepszego kina akcji w tej dekadzie nie było i nie będzie. A jakby jeszcze w kolejnej części pojawił się Scott Adkins, być może doczekalibyśmy pojedynku wszechczasów.


John Wick 3
Tytuł oryginalny: John Wick: Chapter 3 - Parabellum
USA, 2019
Thunder Road Pictures
Reżyseria: Chad Stahelski
Obsada: Keanu Reeves, Halle Berry, Ian McShane
4,5/5
 



NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive