Soundrive Live

Pavement Pizza przedpremierowo na Soundrive

 

"Połączenie brudu i słońca, kaca-giganta i świadomego, pozytywnego nihilizmu oraz melodyjności, ale w ograniczonym, nieprzesłodzonym stopniu" - tak piszą o sobie muzycy Pavement Pizza, a wszystko to prawda, o czym czytelnicy Soundrive mogą przekonać się jako pierwsi.

Stołeczna kapela debiutuje, ale jej członków możecie znać z innych zespołów - The Lowest, Hands Resist, Heatseeker, Shame, Sue Ryder czy These Go to Eleven. Nie spodziewajcie się jednak powtórki z rozrywki, to zupełnie inna muzyka, mocno osadzona w alternatywnym rocku z lat 90. Poniżej możecie odsłuchać "Skuxx" w całości, a także poznać kontekst kryjący się z powstawaniem tego materiału.

Jarosław Kowal: Co to jest "pavement pizza"? Z tego, co udało mi się ustalić wynika, że nie jest to coś, co chciałoby się zjeść, a wręcz przeciwnie...
Jurek: Pavement Pizza to wywodzące się z amerykańskiego slangu określenie na znalezione o poranku rzygi na chodniku i - jak potem się okazało - synonim słowa roadkill, czyli zwierzę rozjechane przez samochód, a także to, co zostaje po żywej istocie spadającej z dużej wysokości. Wymyślając nazwę, najbardziej obchodziło nas jednak to pierwsze znaczenie. Chcieliśmy uderzać od nazwy przez muzykę do oprawy graficznej w śmietnik, garaż, syf i łobuzerkę. Co dla nas jako chłopaków z miasta nie jest rzeczą obcą, a wręcz od dziecka rzeczą bliską. Pozornie smacznie kojarzona pizza, a jednak... niespodzianka.

 

Innym slangowym określenie jest "Skuxx", czyli tytuł waszej debiutanckiej EP-ki, co pochodzi od "skux life", nowozelandzkiej odpowiednika "thug life". Mam jednak wrażenie, że u was "bandyterka" to jednak bardziej stan ducha niż uliczne chuligaństwo.
Michał: No nie wiem, czy tylko stan ducha - jesteśmy z Żoliborza, korpo Mokotowa, Nieporętu i Słomina, więc... tak, nie mamy żadnego pojęcia o ulicznym chuligaństwie, masz rację.

Jurek: Tytuł płyty odnosi się bezpośrednio do filmu "Haunt For the Wilder People", który wszyscy bardzo sobie cenimy i postanowiliśmy jakoś się do tego odnieść. Oczywiście żadni z nas chuligani, myślę, że to bardziej odnosi się do lat błogiego dziecięco-nastoletniego łobuziakowania, co zresztą w filmie pojawia się mniej więcej w takim kontekście.

 

W "Off the Peg" polecacie słuchaczom, żeby nie myśleli tak, jak oczekują od nich inni, zauważając jednocześnie, że namawianie do tego jest jednym z takich oczekiwań. A może czasami trzeba otwierać głowy na siłę?
Janusz: Szczerze namawiam wszystkich do otwierania sobie łba na nowe rzeczy. Żyjemy w pięknych czasach bardzo ułatwionego otwierania łba, więc warto to wykorzystać.

Michał: I wyjść ze swojej strefy komfortu? Naah, dzięki, nam jest dobrze na kanapie z Netfliksem i Perełką w łapie.

Jurek: Otwieranie głów na siłę to raczej słaba metoda. Fajnie, jak komuś uda się otworzyć umysł pod wpływem czegoś, ale chyba lepiej zostawić to przypadkowi. Chociaż próbować można i nasuwać takie okazje z premedytacją. Raczej uciekamy od tradycji i przyzwyczajeń ludzi, przez które nierzadko powstają konflikty czy rozłamy w życiu.

"Dick on the Books" to z kolei pozornie lżejszy temat, bo stwierdzacie, że po edukacji zostają nam jedynie "kutasy narysowane w książkach". Cały tekst ma jednak bardziej ponury wydźwięk, czujecie się takimi odludkami ze społecznego marginesu?
Jurek: Myślę, że każdy z nas miał w swoim życiu gdzieś tam poczucie, że nie do końca pasuje do "oklepanego" stylu życia. Zawsze chcieliśmy trochę inaczej, alternatywnie, pod prąd. Ale czujemy się z tym dobrze, zwłaszcza, że w życiu natknęliśmy się na wielu wspaniałych ludzi i mamy sporą rzeszę znajomych, których nie poznalibyśmy bez tego toku myślenia.

Janusz: Bardzo długo nie mogłem znaleźć swojego miejsca na Ziemi, ale od jakiegoś czasu udaje mi się znaleźć w dość dziwacznych pracach. Szczerze, to jaram się tym, że mam możliwość takiego życia i nie spodziewałem się, że będę odczuwał taką radość z pracy.

 

Tekst tego utworu kojarzy mi się z utworami Nirvany, która jakieś 10 lat temu była zrzucana z piedestału, a dziś zdaje się powracać w wielkim stylu w dużym stopniu za sprawą zafascynowanych nią hip-hopowców. Dla was ten zespół ma istotne znaczenie?
Michał: Nirvana zawsze była mega bandem, więc tylko cieszy fakt, że wraca do łask. Ale szczerze mówiąc, nie wiedziałem, że akurat w środowisku hip-hopowym. To ciekawe, muszę poguglać.

Janusz: Dziżasie, jasne, to jest jeden z pierwszych zespołów, które konkretnie otworzyły mi banie, kiedy byłem zupełnie niewielkim pacholęciem. Do dzisiaj jest to jeden z zespołów, od których mam ciarki.

 

Chyba nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że rock z lat 90. jest wam najbliższy? To zresztą zjawisko przybierające na sile, choć jeszcze nienazwane - współczesne zespoły pokroju Skegss, Waax czy Dune Rats czerpią pełnymi garściami z gitarowej muzyki tamtego okresu.
Jurek: Zdecydowanie tak. Uderzamy w stylistykę muzyki rockowej z tamtego okresu, a zespoły które wymieniłeś mocno nas do tego pchnęły. To jest po prostu bardzo fajna muzyka, a sami do tej pory graliśmy/gramy zupełnie inne rzeczy, dlatego jest to też dla nas jakieś wyzwanie.

Janusz: Wydaje mi się, że na początku zacząłem poznawać garaż, a potem uświadomiłem sobie, ile mi to przypomina kapel, których słuchałem w latach 90. - pokroju Blur czy Weezer - i ponownie się zakochałem w tej muzyce. Teraz sobie myślę, że w sumie musiałem być strasznym lamusem, jeśli słuchałem Blur i Weezera, kiedy byłem dzieciakiem...

 

"Midget Spinner" ma podobny nastrój, ale w samym tekście niemalże bluesową konstrukcję ze zwrotkami zawierającymi na przemian wezwania oraz odpowiedzi. Śpiewacie tam, że "nie można nauczyć się, jak być prawdziwym" - jak więc być prawdziwym i co to dla was znaczy?

Michał: Co druga osoba w naszym kraju ma kurewskiego doła i kryzys tożsamości. Zasługujemy wszyscy na danie se luzu, bez ciągłego rozkminiania i kalkulacji, jacy mamy być, by podobać się innym. Przy okazji - ci "inni" też się nad tym zastanawiają i w ten sposób wzajemnie nakręcamy spiralę stresu. Ja wierzę w relaks. Jak szanujesz siebie, to se go daj. I nie wychodź ze swojej strefy komfortu.

Jurek: W najprostszym tłumaczeniu chodzi o to, że możesz nauczyć się oszukiwać ludzi, ale siebie nie oszukasz. Przede wszystkim warto być prawdziwym wobec siebie i za tym idzie to, że będą cię otaczać ludzie których będziesz szanował i oni będą szanowali ciebie za to, kim jesteś, a nie za twoją maskę dopasowaną pod ich osobowość.

 

"Skuxx" wydajecie samodzielnie, czyli z jednej strony wolność, ale z drugiej więcej samodzielnej pracy przy dotarciu do słuchaczy. Macie już plany na najbliższe działania?
Michał: Ej, właśnie, mieliśmy zrobić jakieś plany, dzięki za przypomnienie!

Jurek: Samodzielne wydawanie materiału to duża swoboda, możemy zrobić, co nam się podoba i to jest super, ale idzie za tym fakt, że wszystko jest na naszych głowach. W przypadku "Skuxx" jest to w stu procentach DIY - od nagrania przez mix i master po wydanie. Wszystkie te rzeczy zostały zamknięte w naszym zakresie. Jedynie okładkę zrobił nam Bummers, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni, bo jest trafiona w punkt. Plany na najbliższą przyszłość to przede wszystkim koncerty, ale w rozpędzie, jakiego nabraliśmy przy robieniu "Skuxx" i przez to, że zajęło nam to sporo czasu, mamy już w zanadrzu parę numerów na kolejną płytkę.

 

Najbliższa okazja, żeby usłyszeć "Skuxx" na żywo to warszawski Short and Loud Festival (17 maja), gdzie wystąpią również między innymi We Are Idols, The Dog, The Saturday Tea czy Negative Vibes.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive