Soundrive Live

Blood Youth: Dla muzyki mogę być sam przez całe życie

 

Pierwszy album pochodzącego z Harrogate w Anglii Blood Youth zdobyła wiele serc. Tegoroczne "Starve" to krok dalej - tym razem zespół dostarczył nie tylko agresywne dźwięki, ale również świetne teksty, które mocno wrzynają się w pamięci, pozwalając słuchaczowi pogrążyć się we własnych emocjach.

Barbara Skrodzka: To wasz pierwszy raz w Polsce.

Kaya Tarsus: Tak, nie wiemy, czego się spodziewać, ale podczas tej trasy w większości miast gramy po raz pierwszy. Dobrze się bawimy, nawet jeżeli na naszym koncercie jest piętnaście osób. W Wielkiej Brytanii gramy wyprzedane koncerty, ale mamy świadomość, że w tej części Europy ludzie mogą nas nie znać, więc nie mamy żadnych oczekiwań. Głównym celem grania w zespole jest jeżdżenie do nowych miejsc, pokazywanie swojej muzyki i obserwowanie, jak to się rozwija. Mamy nadzieję, że dzisiaj będzie fajnie.

Nowy album nagrywaliście w domu na wsi, zamknięci przez trzy tygodnie, a w dodatku oglądaliście dużo horrorów. Co było najtrudniejszym zadaniem podczas nagrań?

Najtrudniejszą częścią było właściwie napisanie albumu. Jeśli chodzi o proces nagrywania, to cały czas byliśmy w tym szalonym stanie umysłu. Byliśmy jak czterech wariatów zamkniętych w jednym pokoju, każdego dnia przez trzy tygodnie. Tworzyliśmy naprawdę mroczny album, więc nie było chwili spokoju i wytchnienia, ale chcieliśmy, żeby tak właśnie było. Chcieliśmy, żeby wszystko było przerażające i niekomfortowe, więc przez cały czas pozostawaliśmy w tym stanie. Wyprodukowaliśmy ten album i jesteśmy bardzo z niego zadowoleni.

 

Mroczna jest wasza muzyka, ale też teledysk, a nawet okładka albumu. Zastanawiałam się, co tak naprawdę się na niej znajduje.

Wiem, co przedstawia okładka, ale nie powiem ci, ani nikomu innemu. To cała idea albumu - to twój koszmar, twój horror. To, co wydaje ci się, że tam jest, jest tam naprawdę. Chciałbym, żeby ludzie na to patrzyli i widzieli różne rzeczy na swój własny sposób. Nie chcę nikomu niczego narzucać, a raczej otworzyć ludzi na dialog i wymianę zdań, dzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Podoba mi się tak konwersacja.

 

Wydaje mi się, że z tym albumem pojawił się pewien symbol - trzy gwoździe.

Tak, to prawda. Nigdy nie mieliśmy logo, nigdy nie mieliśmy niczego, co reprezentowałoby nas albo zespół i nie zawierało słów. Zawsze była to nazwa, dlatego bardzo chcieliśmy wprowadzić logo. Robiliśmy notatki, rysowaliśmy, a te trzy gwoździe były rysunkiem, który polubiliśmy najbardziej. Ludzie zaczęli nawet robić sobie tatuaże z nim. To super, zadziałało i będziemy się jego trzymać tak długo, jak to możliwe.

Graliście trasę po Wielkiej Brytanii, teraz trasa po Europie - jak radzisz sobie z głosem?

Podczas trasy nie piję alkoholu i nie biorę żadnych narkotyków. Wszystko jest kwestią psychiki - mój głos i to, co czuję. Gdy po raz pierwszy zaczęliśmy koncertować, cały czas traciłem głos, bo bez przerwy zastanawiałem się, czy wystarczająco się rozgrzałem, zaczynałem panikować... Teraz nawet o tym nie myślę. Wychodzę na scenę i robię to, co do mnie należy, później schodzę i jest w porządku. Chodzi o to, żeby nie być za bardzo podekscytowanym i schodząc ze sceny, nie krzyczeć ze szczęścia, w trakcie dnia po prostu być sobą, pić wodę i prowadzić zdrowy tryb życia, jeść dobre jedzenie, wysypiać się. Spanie jest niesamowicie istotne.

 

A ciężko wysypiać się podróżując wanem...

To prawda. Dlatego teraz nocujemy w hotelach, ale kiedy zaczynaliśmy jeździć w trasy, spaliśmy na podłogach w kuchniach, czasami tylko przez dwie godziny, a później graliśmy koncert. Wtedy mój głos był bardzo zmęczony, ale tak niemal zawsze bywa na początku. Zawsze się zastanawiałem, czy będę w stanie zrobić trasę koncertową, bez utraty głosu, ale teraz jest w porządku, to kwestia podejścia i nie martwienia się o swój występ. Mówię to wielu wokalistom - jeśli po prostu wyluzujecie się i nie będziecie się o nic martwić, to zagracie dobry koncert.

 

Wielu wokalistów ma nauczyciela śpiewu, ty też korzystasz z takiej pomocy?

Brałem lekcje śpiewu na początku współpracy z zespołem, ale zrezygnowałem z tego. Kiedy koncertowaliśmy z While She Sleeps, dużo rozmawiałem z Lozem na ten temat - każdy wokalista jest inny i każdy ma różne dni. Znam wokalistów, którzy piją piwo przez cały dzień, wychodzą na scenę i są niesamowici, ale gdybym ja pił piwo, nie miałbym głosu przez cały dzień. Znam też wokalistów, którzy piją whisky albo wino na scenie i nie mają problemów, ja nie mógłbym tego zrobić.

 

Widziałam tę trasę po Wielkiej Brytanii, na której graliście wy, Counterfeit. i While She Sleep. Strasznie zazdrościłam ludziom, którzy wybrali się na te koncerty.

Jesteśmy bardzo blisko z While She Sleeps, to niesamowite, że możemy się z nimi przyjaźnić, ponieważ dorastaliśmy, słuchając While She Sleeps. Kiedyś słuchałem ich w autobusie w drodze do szkoły, a teraz koncertujemy z nimi. Na początku trasa z nimi była bardzo surrealistyczna, są niesamowitym zespołem. Pochodzą z Yorkshire, podobnie jak my i wiele innych zespołów, które osiągnęły sukces - Bring Me the Horizon, Arctic Monkeys, Marmozets.

Teksty na "Starve" dotyczą bardzo trudnego okresu w twoim życiu, jak udało ci się poradzić z problemami?

Tak naprawdę to dzięki pisaniu tego albumu. Zawsze zamieniałem negatywne emocje czy depresję w muzykę, tekst albo coś produktywnego. Było też kilka takich miesięcy, kiedy nie byłem w stanie napisać nic, żadnego materiału. Czułem się pusty. Nie wiedziałem, o czym pisać, działo się coraz gorzej i gorzej, a to wzmagało stres. Ale pewnego dnia po prostu coś zaskoczyło i zacząłem pisać. Album powstał ot tak, po prostu. Zadręczałem się myślami, że management i wytwórnia chcą mieć album, a ja nic nie mam, zajęło mi dobry miesiąc, zanim zacząłem znowu pisać. Pomogło dopiero wtedy, gdy zupełnie przestałem myśleć o pisaniu. Żeby przetrwać depresję i problemy ze zdrowiem psychicznym, trzeba być produktywnym, smutek przekuć w coś innego. Poza tym branża muzyczna jest bardzo ciężką branżą. Przez koncertowanie tracisz każdy związek, przyjaźnie... Mam znajomych, którzy już się do mnie nie odzywają, straciłem dziewczynę. Wszystko przez to, że muzyka jest moim życiem. To nie jest tak, że idziesz do pracy na przykład do biura, wracasz i jesteś w domu. Jako muzyk pracujesz ciągłe Jesteś cały czas daleko, ale to także najlepsze uczucie na świecie. Kiedy schodzisz ze sceny przy krzykach tysięcy ludzi, nic nie może się z tym równać. Mogę być singlem przez całe życie.

Wszyscy mieszkacie w tym samym miasteczku - Harrogate?

Dorastałem w Harrogate. Teraz razem z naszym basistą mieszkam w Leeds, które jest bardzo blisko. Sam i Chris zostali w Harrogate. Nie byłem tam już od jakiegoś czasu, ale tam mieszkają nasze rodziny.

 

Lepiej mieszkać w mieście?

Tak, kocham moje mieszkanie i życie w mieście. Jestem w stu procentach chłopakiem z miasta. Zanim dołączyłem do zespołu, mieszkałem w Barcelonie - po prostu kocham duże miasta, ciągły hałas, syreny policyjne, rozmowy na ulicy.

 

Ale musicie mieć jakieś miejsce na próby. Gdzie się spotykacie?

Spotykamy się w Harrogate. Mamy tam magazyn, który wynajmujemy, ale robimy próby tylko na kilka dni przed trasą. Dużo koncertujemy, więc nie musimy ćwiczyć aż tak często. Spotykamy się na próbach tylko wtedy, gdy musimy zagrać nowe piosenki.

 

Wasz nowy album osiągnął dzisiaj ponad milion odsłuchań na Spotify. Spodziewaliście się tego?

Nie, aż ciężko w to uwierzyć. To szaleństwo! Byliśmy pewni, że ten album trochę potrząśnie ludźmi, ale nie spodziewaliśmy się takiej reakcji. Dwa lata temu w Wielkiej Brytanii mieliśmy trasę koncertową jako headlinerzy i każdej nocy na naszym koncercie było około dziesięciu osób. Na ostatniej trasie graliśmy w tych samych klubach i wszystkie były wyprzedane. Ludzie chyba polubili nowy album. Nie jesteśmy gośćmi, którzy się przechwalają, ale jest to po prostu fajne. Nie ekscytujemy się za bardzo, lubimy stać twardo na ziemi.

Często dostajecie wiadomości od fanów z innych państw, którzy proszą, żebyście przyjechali do nich?

Tak, ludzie piszą, żebyśmy przyjechać tu czy tam. Chcielibyśmy zagrać wszędzie, nawet dla jednej osoby, jeśli chciałaby nas zobaczyć - zagralibyśmy wtedy najlepszy koncert, jaki widziała w życiu. Dlaczego mielibyśmy robić wspaniałe koncerty tylko dla tysięcy ludzi, a słabe dlatego, że na widowni są dwie osoby? Nie wiem, ile osób będzie dzisiaj, ale nawet jeżeli będzie ich dziesięć, to mam nadzieję, że spędzą najlepszy czas w swoim życiu. Graliśmy w Serbii, Rumuni, Słowenii - pojedziemy wszędzie.

 

Teraz jesteście w trasie, później pora na sezon festiwalowy i co dalej?

Po prostu dużo koncertowania. Mamy też coś, o czym nie możemy jeszcze mówić. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że będziemy mogli ponownie zagrać na festiwalach w Reading i Leeds, graliśmy tam w zeszłym roku, a bardzo rzadko słyszy się o zespołach, które robią to dwa razy z rzędu. Byliśmy bardzo zaskoczeni, że poprosili o nas ponownie.

 

Próbowaliście grać koncerty akustyczne?

Próbowaliśmy raz, ale nie podobało się nam. Z poprzednim albumem zrobiliśmy kilka koncertów akustycznych, ale to nie my. Czuliśmy, że te piosenki nie sprawdzają się w wersjach akustycznych, są ciężkie i są napisane po to, żeby były ciężkie, żeby prowokować do mosh pitu i tak dalej.

 

Jak bardzo dema różnią się od tego, co ostatecznie nagrywacie?

Mój współlokator, Robin Adams, jest producentem naszego zespołu, więc jego pokój jest też studiem. Jeśli mam jakiś pomysł, idziemy do jego pokoju i wszystko rejestrujemy, później przychodzi Chris [Pitchard] ze swoją gitarą. Nasze dema są bardzo proste - nie krzyczę na nich, tylko mówię, a później idziemy do studia i robimy to we właściwy sposób. Taki schemat zawsze działał. Mamy takie samo podejście do każdej piosenki, od początku istnienia tego zespołu.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive