Soundrive Live

Nomen Omen, tom 1: Całkowite zaćmienie serca

 

Weźmy odrobinę "Z archiwum X" i troszkę "Dziecka Rosemary", a do tego potężną dawkę "Amerykańskich bogów", tyle że tym razem o irlandzkich korzeniach i jeszcze nastolatki żyjące w całkiem realnym, choć nieco wyimaginowanym świecie mediów społecznościowych, a rezultatem będzie "Nomen Omen".

Nie wygląda to może na szczególnie oryginalną historię i rzeczywiście taką nie jest, ale ma inne walory, zwłaszcza wizualne. Jacopo Camagni to jeden z tych europejskich twórców, których prace miały szczęście wpaść w oko C. B. Cebulskiego - łowcy talentów Marvela. W rezultacie powierzono mu kilka zeszytów z Deadpoolem i z X-Men w rolach głównych, ale to właśnie w "Nomen Omen" - nieobarczony zwierzchnictwem dużego wydawcy czy też długimi historiami postaci uwielbianych przez tysiące fanów na całym globie - mógł popuścić wodze fantazji i dokonał tego w iście spektakularny sposób.

Styl Camagniego zdaje się być zainspirowany mangą, a istotnym środkiem wyrazu jest dla niego nie tyle sam sposób prowadzenia linii, co wypełnianie przestrzeni pomiędzy. Rebecca, główna bohaterka komiksu, cierpi na achromatopsja, czyli całkowitą ślepotę na barwy, co staje się pretekstem do prowadzenia przepięknych eksperymentów - podkreślania niektórych elementów zaledwie jednym kolorem na tle szarości (podobny zabieg do tego z "Sin City"), gwałtownym wybuchem całej palety barw z pominięciem konturów albo czymś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. Uczta dla oka czytelników wolnych od achromatopsji (na szczęście tylko pięć tysięcznych procenta populacji cierpi na to schorzenie)! Schody zaczynają się przy treści...

 

Marco B. Bucci nie do końca okiełznał stworzony przez siebie świat. Panuje tutaj chaos z pogranicza rzeczywistości i legend, przypominający nieco "Pets" Martina Gimeneza (w Polsce wydane przez Mandiocę), ale o ile argentyński twórca świadomie wodził czytelnika za nos w swoim niemalże zinowym dziele, o tyle w "Nomen Omen" przypomina to bardziej zagubienie. Dopiero pod koniec tomu można się wreszcie zorientować, o co tutaj właściwie chodzi i to po długich dialogach pełnych ekspozycji, co jest mało subtelnym sposobem na zapoznanie czytelnika z zasadami obowiązującymi w dopiero co zapoczątkowanym uniwersum.

Sytuację ratują postacie, zwłaszcza świetnie ukazani nastolatkowie, dla których blogi, Instagram i dokumentowanie wszystkiego, co popadnie za pomocą komórki to chleb powszedni. Niby banał, a jednak rzadko w komiksie (i wszystkich innych mediach) przykłada się wagę do odzwierciedlenia naturalnego środowiska współczesnej młodzieży. Ciekawe są w tym kontekście słowa baśniowej postaci, z którą czytelnik ma najwięcej do czynienia - Fera Doiricha (w języku gaelickim "mroczny człowiek", jednoznacznie negatywny bohater): Istoty nieludzkie udają kogoś, kim nie są. Ludzie chyba robią to samo, prawda? To słabe, małostkowe ścierwojady, tchórzliwe i tępe. Duszą, zatruwają i zapominają, a jednak udają gatunek rozwinięty, empatyczny, nawet uduchowiony. Myślę, że każdy z nas byłby w stanie wskazać konto na Instagramie albo stronę na Facebooku, do których opis ten pasowałby idealnie... To ciekawa, bardzo przewrotna myśl - mityczne stworzenia, feeryczne, pół-boskie kreacje w sposób oczywisty wydają się czymś lepszym od nas samych, a co jeżeli mierzą się z identycznymi słabościami i kompleksami?

 

"Całkowite zaćmienie serca" - tytuł tego tomu - musi być nawiązaniem do power ballady "Total Eclipse of the Heart" Bonnie Tyler, jej największego przeboju. Nie jest to zresztą nawiązanie przypadkowe. Niby mamy do czynienia z typową piosenką o namiętnej miłości, ale jej pierwotnym tytułem było "Vampires in Love" i miała stanowić element musicalu "Nosferatu". Ostatecznie stało się inaczej, ale zaskakująco - jak na radiowy przebój - ponure wersy pozostały, na przykład: Twoja miłość jest jak cień padający na mnie przez cały czas. Nie wiem, co robić, zawsze otacza mnie ciemność. Do "Nomen Omen" pasuje to idealnie, bo to także historia o miłości, przyjaźni i rodzinie, ale spowita baśniowym mrokiem. Jest tutaj wiele ciekawych wątków, zalążek być może bardzo interesującej fabuły, zabrakło natomiast większego panowania nad treścią. Obietnica ciekawej historii w przyszłych tomach zdaje się jednak być na tyle silna, że trudno będzie sobie odmówić sięgnięcia po kontynuację, zwłaszcza jeżeli lubicie zanurzać się w świecie jednocześnie przypominającym nasz własny oraz ten baśniowy.


Nomen Omen, tom 1

Polska, 2019

Non Stop Comics

Scenariusz: Marco B. Bucci

Rysunki: Jacopo Camagni

3,5/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive