Soundrive Live

To my. Z rodziną najgorzej wychodzi się w filmach

 

Jordan Peele twierdzi, że "Uciekaj!" było filmem dokumentalnym, a "To my" jest horrorem i na pewno można się zgodzić z tym, że w jego drugim filmie jest tyle z horroru, co w debiucie było z dokumentu... czyli właściwie nie wiadomo ile.

Opisując "To my" w taki sposób, Peele puszcza do widza oko, ale przed seansem nie wiadomo jeszcze, na czym żart polega, bo przecież zwiastuny nie zapowiadały komedio-horroru, a jedynym wątkiem humorystycznym było wykorzystanie nieco zapomnianego, choć wciąż mocarnego przeboju "I Got 5 on It" duetu Luniz (swoją drogą wersja instrumentalna z finału rewelacyjna!). Z pierwszych scen dowiadujemy się natomiast, że akcję osadzono w roku 1986, co zostaje zakomunikowane na dwa najbardziej oczywiste i banalne sposoby - poprzez ukazanie fragmentu telewizyjnych wiadomości oraz przez popkulturowe nawiązania. Na samym początku dostajemy nawet obydwa naraz, bo na regale obok odbiornika można wypatrzeć kasety z filmami "C.H.U.D.", "Człowiek z dwoma mózgami", "Goonies" czy "Pierwszy krok w kosmos". Najciekawsza jest obecność tego pierwszego, bo po rozwinięciu skrót C.H.U.D. oznacza Cannibalistic Humanoid Underground Dwellers, co poniekąd łączy się z fabułą "To my".

 

To będzie to! Nawiązania do lat 80. i popkulturowy koncert życzeń - można pomyśleć, ale Peele jest sprytny, doskonale wie, że skojarzenia widzów natychmiast usytuują tak przedstawioną historię gdzieś pomiędzy "Stranger Things" a "Tym" Andresa Muschiettiego. Kiedy wydaje się, że zdołaliśmy go zdemaskować, tak naprawdę to on demaskuje nas i przez kolejne niespełna dwie godziny robi to jeszcze wielokrotnie. Puszcza oko.

Komedia i horror idą tutaj łeb w łeb, ale nigdy nie łączą się w coś, co można by nazwać komedio-horrorem. Albo jedno, albo drugie. Pierwszy akt to typowa "obyczajówka" - główni bohaterowie przedstawiają się i ukazują panujące pomiędzy nimi relacje, ale w odróżnieniu od typowego horroru, mamy do czynienia z tak świetną rodzinką, że aż chciałoby się rozpocząć zbiórkę podpisów pod prośbą o stworzenie dla nich osobnego sitcomu ("The Wilsons" byłoby murowanym hitem!). W drugim akcie pojawia się rodzina sobowtórów i tutaj Peele zaczyna brylować. Kiedy głowa rodziny uzbrojona w kij bejsbolowy i kilka tanich odzywek wychodzi przed dom, żeby przegonić stojących w bezruchu intruzów, ale ci w odpowiedzi ruszają do ataku i zmuszają go do czmychnięcia, trudno się nie zaśmiać. Gatunkowym regułom może to urąga, ale czy w rzeczywistości chowalibyśmy się w szafie, jak na stereotypowy film grozy przystało, czy uciekalibyśmy w popłochu, potykając się i nerwowo ryglując drzwi? Może wygląda to komicznie, ale druga opcja zdaje się bardziej realistyczna. Trzeci akt to kolejna roszada - film typu "home invasion" niespodziewanie przemienia się w obraz apokaliptyczny i wreszcie finał zgodny z żelazną regułą, zgodnie z którą jeśli pojawiają się sobowtóry, to prędzej czy później muszą zamienić się miejscami. Nawet w tym łatwym do odgadnięcia zwrocie akcji jest pewna przewrotność, której ujawnienie w tym miejscu byłoby jednak zbyt dużym spoilerem.

Ktoś mógłby pomyśleć, że tłumaczę nieudolność reżysera, doszukując się w niej intencjonalności, ale Peele w wielu wypowiedziach dał się poznać jako pasjonat horroru, a nawet snuł marzenia o stworzeniu odpowiednika Avengers z ikonami kina grozy jako członkami drużyny - Freddym Krugerem, Candymanem, laleczką Chucky, graboidem ze "Wstrząsów", a nawet "morderczą kuleczką" z filmu o takim właśnie tytule w polskiej wersji językowej, a w oryginale znanym jako "Phantasm". Nie mamy więc do czynienia z laikiem, a człowiekiem obytym, w dodatku twórcą jednego z najciekawszych horrorów tej dekady, więc te wszystkie wolty w scenariuszu "To my" na pewno zostały dokładnie zaplanowane.

O pieczołowitości, z jaką powstawała ta historia świadczyć mogą także liczne detale. Jeszcze przed pierwszą sceną pojawia się plansza z informacją o sieciach tuneli różnego pochodzenia i przeznaczenia przeszywających teren całych Stanów Zjednoczonych - to znana teoria spiskowa, ale nawet jeżeli sprawdzicie listę tych oficjalnie istniejących podziemnych korytarzy, to ich liczba robi wrażenie; mamy też obowiązkowe nawiązanie do Biblii; mnóstwo niejednoznacznej symboliki (króliki, nożyczki, czerwone kombinezony) i pozostawione bez odpowiedzi pytania o to, czy wątki rasowe oraz polityczne faktycznie zostały tutaj ukryte, czy doszukiwanie się ich wynika jedynie z tego, że mamy dzisiaj skrajnie spolaryzowane społeczeństwo i takie skojarzenia pojawiają się przy obcowaniu z niemal każdym dziełem otwartym na wieloraką interpretację? Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi, a o "To my" na pewno będą powstawać rozprawki ze szczegółowymi analizami niemalże każdego gestu każdego z bohaterów.

Z drugiej strony możecie się tym wszystkim zupełnie nie przejmować, nie odgadywać, co autor miał na myśli, a zamiast tego dać się ponieść oryginalnej, bardzo rozrywkowej historii z pogranicza gatunków, która poniekąd powiela w świadomy i przewrotny sposób gatunkowe klisze, a zarazem odcina się od nich (kiedy ostatnio widzieliście amerykański horror z bezpośrednimi konfrontacjami pomiędzy postaciami, w którym nie pojawia się broń palna?). "To my" jest znakomitą wizją jednego z najciekawszych umysłów dzisiejszego kina grozy, który już pracuje nad nowymi projektami: Mam cztery inne społeczne thrillery, które chcę przedstawić w następnej dekadzie... Najlepszymi i najstraszniejszymi potworami na świecie są istoty ludzkie i to, do czego jesteśmy zdolni, zwłaszcza kiedy zbierzemy się w grupę. Jeżeli to wciąż będzie poziom i nietuzinkowość "Uciekaj!" oraz "To my", Jordan Peele za kilka dekad będzie wymieniany jednym tchem obok takich postaci, jak John Carpenter, Wes Craven, David Cronenberg czy Dario Argento.


To my

Tytuł oryginalny: Us

USA, 2019

Monkeypaw Productions

Reżyseria: Jordan Peele

Obsada: Lupita Nyong'o, Winston Duke, Shahadi Wright Joseph, Evan Alex

4,5/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive