Soundrive Live

While She Sleeps: Nikt nam nie powie, co mamy robić

 

Na koncertach While She Sleeps można spodziewać się tylko jednego - totalnego szaleństwa. Od pierwszych minut występu po sam koniec zespół serwuje potężną dawkę emocji i adrenaliny, a publiczność zatraca się w tym całkowicie. Na twarzach fanów widać nie tylko strugi potu, ale też prawdziwe oddanie.

Barbara Skrodzka: "You Are We" wydaliście pod własną marką - Sleeps Brothers. Z "So What?" będzie tak samo?

Sean Long: Podobnie, połączyliśmy siły z Spinefarm Records, którzy odpowiadają za międzynarodową dystrybucję. Takie połączenie zdjęło z nas trochę napięcia, wcześniej wiele rzeczy musieliśmy robić sami.

 

Lawrence Taylor: Przy pracy nad "You Are We" dowiedzieliśmy się, ile wysiłku trzeba włożyć w wydanie albumu. Dlatego przy "So What?" zaangażowaliśmy do pomocy Spinefarm.

 

SL: Przygotowanie "You Are We" były bardzo stresujące. Tym razem odstawiliśmy na bok wszystkie te nerwy związany z wydaniem albumu, co pożerało całą naszą energię. Pisanie nowego albumu w studiu stało się całkiem miłe, kiedy odsunęliśmy się trochę od spraw związanych z jego wydaniem.

 

Sean, wśród inspiracji stojących za "So What?" wymieniasz między innymi Daft Punk i Moby'ego, ale w pierwszych dwóch singlach ciężko znaleźć jakiekolwiek podobieństwa, pojawiają się dopiero w "The Guilty Party".

SL: Dla mnie wpływy niekoniecznie oznaczają to, że coś będzie brzmiało tak samo. W "Anti-Social" był to nastrój The Prodigy, ale niekoniecznie jest w tym utworze coś, co brzmi jak The Prodigy. Kiedy mówiłem o Daft Punk i Mobym, miałem na myśli inspiracje, jakie od nich czerpię jako artystów. Robią, co chcą, nie przejmują się gatunkiem, po prostu tworzą dobrą muzykę i mogą pójść w każdą stronę, jaką sobie wybiorą.

Skoro już rozmawiamy o inspiracjach, to co sądzicie o najnowszym albumie waszych kolegów z Sheffield - Bring Me the Horizon?

SL: Myślę, że jest niesamowity.

 

LT: Jest na nim wiele mocnych piosenek. Zrobili wielki krok naprzód w porównaniu z tym, jak brzmieli kiedyś. Lubią szokować ludzi, być inni. To dobra droga, żeby zaistnieć w opinii publicznej, być aktualnym, świeżym i wzbudzać ekscytację u ludzi, którzy słuchają ich muzyki. W swoim stylu wzbudzają kontrowersję, zwłaszcza wśród swoich fanów. Lubimy wiele piosenek z "amo".

 

SL: Bardzo szanuję Bring Me The Horizon za to, co zrobili i co chcą zrobić. Nie stoją w miejscu i nie robią tego, czego ludzie od nich oczekują. To cecha, którą bardzo szanuję u każdego artysty.

 

LT: Podobnie jest z nami - każdy z naszych albumów jest inny. Mamy szczęście, że jest z nami Sean Long, ma bardzo oryginalny sposób gry na gitarze. Tak samo jest z naszymi wokalami. Nie wydaje mi się, żeby nasze brzmienie było podobne do innych zespołów. Moglibyśmy nagrać album country i prawdopodobnie brzmiałby nadal jak my, tylko w innym, naszym własnym stylu. Nawet jeśli zrobimy coś niestandardowego, rozwiniemy nasze brzmienie, to cokolwiek byśmy nie zrobili, zawsze będzie brzmiało jak While She Sleeps. Tyle, że z lekką różnicą.

 

Po wydaniu "Anti-Social" spotkaliście się z dużym odzewem fanów z całego świata. Wasza muzyka zainspirowała ich. Czujecie z tego powodu spoczywającą na was odpowiedzialność?

LT: Zawsze nakładamy na siebie presję i jednocześnie chcemy robić muzykę, która podoba się także nam. Nie chcemy myśleć, jak ludzie mogą odebrać naszą muzykę. To tak samo jak z malowaniem obrazu - nikt nie widzi, jak powstaje, a kiedy w końcu go pokażesz, nie wszystkim się spodoba. Do tej pory reakcje na nasze trzy single - "Anti-Social", "Haunt Me" i "The Guilty Party" były świetne.

Jakiś czas temu opublikowaliście wideo, w którym Sean gra na gitarze. Pod nim napisałeś, że to był najcięższy rok w twoim życiu - doprowadził do tego, że nie myślałeś już nawet o muzyce. Jak przezwyciężyłeś trudności?

SL: To była kwestia związku, z którego próbowałem wybrnąć - coś, czego jeszcze nigdy w życiu nie przechodziłem. Byliśmy wtedy w środku nagrań i było tak źle, że muzyka nie interesowała mnie w takim stopniu, jak zazwyczaj. Muzyka zawsze była dla mnie priorytetem. Wtedy wydarzyła się ta sprawa z moim związkiem - to mnie totalnie rozbiło, było dość przerażające zarówno dla mnie, jak i dla ludzi wokół. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, że nie obchodził mnie zespół. W pokonaniu tego pomógł mi w dużej mierze czas.

 

Powiedziałeś też kiedyś, że na waszym albumie znajdzie się materiał, który was przeraża. O jakich utworach myślałeś?

LT: "The Guilty Part", jest w trochę innym stylu.

 

SL: Również "Inspire", które ma wokale w stylu Daft Punk, co jest kompletnie niestandardowe jak na nas. Mówiąc "przerażający" miałem na myśli ekscytująco-przerażające, ponieważ podejmujemy ryzyko robiąc coś tak innego od tego, co robiliśmy wcześniej. Granie z poczuciem bezpieczeństwa jest nudne.

 

LT: Wolałbym, żeby ludziom nie podobała się nasza płyta i żeby mówili o tym, niż wydać kolejną dobrą, ale taką samą płytę.

 

Myślicie, że ten album będzie lepszy od wcześniejszego?

LT: Myślę, że "So What?" to inny album. Nie uważam, że będzie lepszy, po prostu będzie inny. Czy to chwyci? Musimy poczekać i zobaczyć. Zdecydowanie jest równie mocny i eksperymentalny, ale wpisuje się w to, gdzie znajdują się nasi fani i jak się z nimi komunikujemy. Uwielbiamy "So What?" i mamy nadzieję, że wszystkim innym też się spodoba. Mamy dobry kontakt z naszymi fanami, wydają się być bardzo otwarci i nawet jeśli zdecydujemy, że chcemy lekko zmienić kierunek lub eksperymentalnie zmienić brzmienie, to zawsze stoją za nami. Bardzo fajnie mieć tego świadomość. Przekonaliśmy się o tym dzięki "You Are We" i kampanii na PledgeMusic. Mamy fanbase, który jest nam wierny i przygotowany na to, żeby podążać za nami w różnych kierunkach. Mamy nadzieję, że polubią nowy album tak bardzo, jak my.

Wideo do "Haunt Me" zostało nakręcone przez Aarana McKenzie. Dlaczego on?

LT: Pracował nad naszymi materiałami wideo już od dłuższego czasu i radzi sobie naprawdę dobrze, więc w prawdziwym stylu While She Sleeps chcieliśmy oddać mu rządy i pozwolić coś nakręcić.

 

SL: Jeśli chcesz coś osiągnąć, zrób to sam.

 

Kto stoi za teledyskiem do "The Guilty Party"?

SL: Zrobił je Tom Welsh. Ten sam reżyser, który zrobił "Anti-Social". To będzie trochę większa produkcja.

 

W Anglii gracie w znacznie większych miejscach. W Polsce są to nadal małe kluby, ale to chyba fajnie mieć i jedne, i drugie?

LT: W przeszłości było to bardziej widoczne, z tą trasą jest bardzo różnorodnie - gramy w podobnych pod względem wielkości klubach tutaj i w innych miejscach na świecie. Ta trasa jest dla nas niesamowita. Myślę, że dziś, w Warszawie i później w Krakowie będzie równie niesamowicie.

 

W wasze występy wkładacie bardzo dużo energii. Jak często zdarzają się wam kontuzje i urazy podczas koncertów?

LT: Zawsze coś się przydarza.

 

SL: Mam pęknięte żebro, ale to nie z powodu koncertu. Zawsze bolą nas plecy, Mat ma problem z kolanem.

 

LT: Ja miałem trzy operacje gardła.

Loz, widziałam wideo, a którym skaczesz z balkonu. To było chyba na koncercie w Sheffield.

LT: Wydaje mi się, że nie lubimy jak ktoś nam mówi, co mamy robić i jak słyszymy: Nie rób tego!, to tylko sprawia, że chcemy to zrobić. Dla mnie, odkąd byłem małym dzieciakiem, granie w metalowych i punkowych zespołach było po to, żeby uwolnić negatywną energię. W taki sam sposób działają boks albo siłownia. To dobry sposób na spalenie negatywnej energii. Ja zostawiam ją na scenie, to dlatego robię różne rzeczy.

 

W twoim przypadku ważne jest nie tylko przygotowanie fizyczne, ale też przygotowanie wokalne. Brałeś lekcje u Melissy Cross. Pomogła ci?

LT: Zawsze miałem problem z wokalem. Myślę, że to kwestia tego, jak jestem zbudowany. Widziałem się z Melissą i jestem obecnie na etapie uczenia się nowych sposobów i technik wokalnych, które sprawią, że moje życie w trasie będzie lżejsze i dadzą mi pewność, że będę mógł utrzymać mój głos i karierę jako wokalista na dobrym poziomie. Wymaga to ode mnie dużo nauki, ale robię postępy. Kiedy byłem młody, starałem się żyć w prawdziwie rock'n'rollowym stylu, ale kiedy robisz to tak często, zaczynasz się uczyć, że nie możesz prowadzić życia w ten sposób i musisz zmienić swoje nawyki.

 

Bardzo podobały mi się akustyczne wersje waszych utworów, które nagraliście w kościele. W Londynie zagracie koncert z udziałem chóru. Skąd ten pomysł?

SL: Zaczęło się już na etapie pisania. Na tym albumie wokale wydawały się bardzo ważne. Znaliśmy też kilka osób, które pracowały w chórze, więc zaprosiliśmy je do współpracy. Wtedy pojawił się pomysł, żeby zrobić to samo także na żywo, skoro na płycie brzmi tak dobrze.

 

LT: To bardzo ciekawe, jak piosenki While She Sleeps mogą przekładać się na gitarę akustyczną lub chór. Chłopaki piszą muzykę i jest ona napisana bardzo solidnie, dzięki temu możemy ją przekładać na inne rejony. To niesamowite!

Jest wiele zespołów, które mówią, że kończą karierę, po czym wracają. Kiedy jest pora na powiedzenie, że to już koniec?

LT: Będę w zespole dopóki fizycznie będę w stanie wydobyć z siebie głos. Chcemy grać tak długo, jak tylko będziemy mogli.

 

SL: Robienie kolejnych albumów jest bardzo ciężkie. Trzeba się w nie zagłębić, a czasem jest to bardzo trudne. Później trzeba to jeszcze wydać... Już wiem, że znowu chcę zacząć pisać. Jest to cały cykl, przez który wszyscy lubimy przechodzić, jest w tym wiele ruchomych elementów, takich jak pisanie, nagrywanie, koncertowanie. Ten cykl cały czas będzie się powtarzał, dopóki ktoś nie umrze. A ktoś na pewno umrze, wcześniej czy później.

 

LT: [śmiech] Mogę być pierwszy? Proszę.

 

Co sądzicie o waszych fanach z Polski?

SL: Są całkowicie szaleni!

 

LT: Za każdym razem kiedy tu jesteśmy, spędzamy czas bardzo dobrze. Są bardzo oddani i lojalni, nigdy nas nie zawodzą.

 

SL: Szalone dranie!

 

Loz, wraz z Adamem Savagem prowadzicie markę odzieżową Knight & Dellaway. Kiedyś opublikowałeś zdjęcie pewnej pary, od której wzięła się nazwa. Kto znajduje się na tym zdjęciu?

LT: To są moi pradziadkowie. Knight i Dellaway są ich nazwiskami sprzed ślubu. Nazwałem tak markę, dlatego że podobają mi się te dwa nazwiska. Razem brzmią bardzo ładnie, więc pomyślałem, że byłoby miło oddać respekt moim przodkom i uhonorować ich przeszłość.

 

Organizujesz także festiwal - Festivile.

LT: Kiedy miałem pierwszą operację gardła, pisałem dużo tekstów, ale nie możesz tego robić całymi dniami, codziennie. Wpadłem z kolegą na pomysł, żeby zorganizować koncert, a to tylko spotęgowało potrzebę rozwijania tego pomysłu. Jest przy tym dużo ciężkiej pracy.

 

Za kilka dni Walentynki, z jakim zespołem z Wielkiej Brytanii poszlibyście na randkę?

SL: Arctic Monkeys? Nie, pieprzyć ich - z Oasis.

 

LT: Z Black Sabbath.

 

Możecie polecić jakieś nowe zespoły?

SL: Tylko jeden - While She Sleeps!

 

LT: To jedyny zespół, którego warto słuchać.

 


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive