Soundrive Live

Mono: Rozstanie z przeszłością

 

Dwadzieścia lat na scenie, dziesięć albumów na koncie - to aktualny bilans działalności Mono, zespołu tak innego od muzyki, jaką w 1999 roku uprawiano w ich rodzimej Japonii, że karierę musieli rozpoczynać po drugiej stronie Pacyfiku.

Początki były bardzo bolosne, bo po pierwszej nieudanej trasie w Stanach Zjednoczonych muzycy musieli sprzedać swoje instrumenty, żeby zakupić bilety lotnicze umożliwiające powrót do domu. Żmudna praca ostatecznie popłaciła - dzisiaj Mono to jeden z najbardziej cenionych zespołów na post-rockowej scenie, a w kwietniu po raz kolejny przylecą do Polski.

 

Jarosław Kowal: Po pierwszym przesłuchaniu "Nowhere Now Here" miałem wrażenie, że jest to pewnego rodzaju podsumowanie dwudziestoletniej działalności Mono. Są na nim bardziej post-rockowe utwory, kilka z udziałem skrzypiec i wiolonczeli, a także te z waszym najświeższym, cięższym brzmieniem. Takie były intencje przy tworzeniu tego albumu?
Takaakira "Taka" Goto: "Nowhere Now Here" jest muzycznym szlakiem prowadzącym poprzez wszystkie problemy, z jakimi musieliśmy się zmierzyć na drodze do nowego rozdziału naszej twórczości. W 2017 roku - z powodu wielu przeszkód i zakończenia współpracy z naszym japońskim managementem oraz wytwórnią, a także z powodu odejścia naszego perkusisty - znaleźliśmy się w tak ciężkim stanie, że nie mogliśmy zrobić ani kroku naprzód. Nie mieliśmy żadnych zajętych dat w kalendarzu i wszyscy byliśmy w nastroju typu "gdyby to był zwykły zespół, właśnie w tym momencie rozpadłby się". Byliśmy naprawdę pogrążeni w ciemności i nie mogliśmy dostrzec niczego pozytywnego przed nami. To był przełomowy moment, by podjąć decyzję, czy zespół powinien się odrodzić, czy przerwać działalność.

 

W rezultacie napisałem historię o odradzaniu się z grobowego, prowadzącego donikąd [nowhere - przyp. red.] mroku, a także o otwieraniu nowego rozdziału - teraz i tutaj [now here - przyp. red.]. Z tego powodu jest na tym albumie zupełnie inna energia niż na naszych dotychczasowych albumach - przedstawia opowieść o rozstaniu z przeszłością. Od błąkania się w przepełnionych nienawiścią, gniewem i poczuciem sprzeczności ukrytej gdzieś na dnie serca ciemnościach po mierzenie się z samym sobą i żmudną walkę, a także nadzieję na zachowanie jakiejś części przeszłości. Wtedy, w ostatniej scenie zatytułowanej "Vanishing, Vanishing Maybe", ostatecznie dochodzi do rozstania z tym, co było kiedyś.

Najbardziej zaskakującym momentem albumu jest "Breathe", gdzie Tamaki Kunishi po raz pierwszy zaśpiewała.
W przypadku "Breathe" zaistniało coś, co chciałem opowiedzieć za pomocą słów. W ostatnich latach zespół rozrastał się, coraz więcej osób było zaangażowanych w jego działalność, a przez to zaczęliśmy miewać irytujące problemy biznesowe, które dalekie są od jakiejkolwiek kreatywności. Byliśmy przez to naprawdę zmęczeni - do tego stopnia, że nie mogliśmy dłużej oddychać. W tej wymykającej się spod kontroli sytuacji chcieliśmy pokazać naszą determinację, odciąć się od przeszłości i wypłynąć na powierzchnię za pomocą utworu z tekstem. Kiedy poprosiłem Tamaki, żeby zaśpiewała, była bardzo zaskoczona, ale nie miałem wątpliwości, że tylko ona będzie w stanie właściwie uchwycić te słowa za pomocą głosu. Ostatecznie jej śpiew okazał się jeszcze piękniejszy niż mogłem to sobie wyobrazić. Czuję, że rezultat okazał się czymś, co odbija się echem w wielu ludzkich sercach.

 

W przeszłości organizowałem koncerty japońskich zespołów i wiem z pierwszej ręki, jak trudne i kosztowne jest dla nich występowanie w Europie czy w Stanach Zjednoczonych, ale wy zaczęliście występować zagranicą jeszcze przed wydaniem pierwszego albumu. Dlaczego zdecydowaliście się na takie ryzyko?
Kiedy zaczynaliśmy działać jako Mono, instrumentalnym zespołom podobnym do naszego bardzo trudno było zorganizować koncert w Japonii. To był główny powód, dla którego zaczęliśmy występować w Stanach, ale nie przejmowaliśmy się tym - wierzyliśmy, że nasza muzyka nie jest zaledwie dźwiękami, ale także czymś, czego nie da się przedstawić za pomocą słów.

 

Zespoły, z którymi współpracowałem należały przede wszystkim do nurtu visual kei i chociaż Mono do niego zdecydowanie nie należy, to może na jakimś etapie byłeś zafascynowany tą muzyką?
To po prostu jedna z unikalnych japońskich subkultur. Nie mamy z tym nic wspólnego, ale ta scena istnieje od bardzo dawna i jest w Japonii bardzo popularna. Mnie nigdy nie interesowała rozrywka muzyka pokroju J-Rocka czy J-Popu, nic tak naprawdę na ten temat nie wiem.

Nieustannie starasz się rozwijać nowe brzmienie, ale w niektórych wywiadach sprawiasz wrażenie, jakby albumy były pewnego rodzaju kompromisem - nagrywaniem najlepszego, co jesteś w stanie aktualnie nagrać, ale niekoniecznie tego, w co tak naprawdę mierzyłeś.
Chcemy tworzyć naszą własną, oryginalną i wyjątkową muzykę, która nie istnieje nigdzie na świecie. Na każdym albumie chcemy próbować czegoś nowego, czego nigdy dotąd nie robiliśmy. Czasami są to małe zmiany, ale w końcu mogą doprowadzić do znacznie większych zmian.

 

Te zmiany sprawiają, że któryś z wcześniejszych albumów odbierasz jako niepasujący do tego, czym Mono jest dzisiaj?
Kiedy kończysz pisać album, z którego jesteś zadowolony, nie oglądasz się za siebie - idziesz naprzód do kolejnego etapu. Nie komponuję po to, żeby komuś się to spodobało albo żeby zdobyć sławę. Tak samo działali Picasso i Beethoven. Uważam, że najistotniejsze kwestie czy nawet podstawowe elementy mogą być niezmienne, ale trzeba cały czas próbować nowych rzeczy i stawiać czoła własnemu sposobowi ekspresji, nieustannie się rozwijać.

 

Muzyka Mono często opisywana jest jako bardzo filmowa, ale czy faktycznie miałeś już okazję pracować nad ścieżką dźwiękową do tego rodzaju produkcji?
Zrobiłem kilka ścieżek dźwiękowych do filmów i telewizji, mam nadzieję, że będę kontynuował tę działalność. Jeżeli scenariusz porusza mnie, w naturalny sposób zaczynam słyszeć pasującą do niego muzykę.

Skupiasz się przede wszystkim na wszelkich artystycznych aspektach działalności Mono, ale dzisiaj zespoły muszą być wielofunkcyjne. Czy na przykład prowadzenie profilów w mediach społecznościowych jest dla ciebie czymś uciążliwym?
Nigdy tego głębiej nie przemyślałem. Po prostu dodajemy tam to, co chcemy powiedzieć naszym fanom, czym chcemy się z nimi podzielić.

To skupienie tylko na muzyce widoczne jest również na scenie, gdzie przyjmujesz bardzo introwertyczną postawę. Masz na uwadze słuchaczy, kiedy komponujesz albo występujesz czy to raczej zagłębianie się we własnym świecie i pozostawienie otwartej furtki dla każdego, kto chciałby towarzyszyć ci w tej podróży?
Komponowanie to proces wymagający wejścia do wnętrza serca. Zagłębiam się w nim i zaczynam je przekształcać w utwory, wyciągając błyszczące, jasne, przypominające duszę elementy z przypominającej szaleństwo ciemności. Dla mnie pisanie muzyki jest jak zbawienie, a jeżeli mogę nadawać jej formę za pomocą sił pożyczonych od zaufanych członków zespołu, mam poczucie, że zawsze jestem w stanie wywołać pewien rezonans w ludziach na całym świecie.

 

W Europie i w Stanach grono takich osób jest bardzo szerokie, ale czy w Japonii jest podobnie?
Działalność w Japonii jest czymś zupełnie innym niż działalność poza jej granicami. Zmagamy się z tym od samego początku, ale mam wrażenie, że w ostatnich latach coraz więcej osób przychodzi tutaj na nasze koncerty.

Japońska kultura to w dużym stopniu połączenie skrajności - tradycji i najnowszych technologii. Widać to nawet w popowej muzyce - u Kyary Pamyu Pamyu czy Babymetal. Dla ciebie któryś z tych dwóch elementów jest ważniejszy?
Przepraszam, ale nigdy nie byłem zainteresowany japońską muzyką. Nie oglądam nawet telewizji i nie czytam muzycznych magazynów czy portali internetowych, więc zupełnie nie wiem, co jest aktualnym trendem. Cokolwiek jednak jest popularne w Japonii, bardzo szybko znika i zostaje zastąpione nowym zjawiskiem. To bardzo dynamiczny cykl, a my nieustannie jesteśmy w trasie po całym świecie i nie możemy tego śledzić.

 

Na najbliższej trasie ponownie wystąpicie w Polsce - to będą koncerty przede wszystkim z nowym materiałem czy macie przygotowany jakiś specjalny set z okazji dwudziestolecia?
Planujemy zagrać set złożony zarówno ze starszych, jak i nowszych utworów, będą też takie, których nie graliśmy od lat i naprawdę nie możemy się tego doczekać.

Mono wystąpi w Polsce w towarzystwie Arabrot oraz Jo Quail trzykrotnie - 16 kwietnia w Gdańsku; 17 kwietnia w Warszawie i 18 kwietnia w Krakowie.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive