Soundrive Live

Major Kong: Stoner doom jest łatwiejszy od punka

 

Po Dopelord przyszła pora na kolegów z niegdyś lubelskiego, a dziś stołecznego podwórka. Major Kong to mocarne power trio, tyle że - jak podkreślają sami muzycy - bez wyjca na wokalu. Aktywne od blisko dekady, z trzema albumami i szeregiem pomniejszych produkcji w swym dorobku.

Na pięć minut przed startem trasy stonerowego dream teamu, udało nam się zamienić kilka zdań z basistą grupy Dominikiem "Domelem" Stachyrą, który jak mało kto w tym kraju może powiedzieć: O taki doom metal walczyłem.

 

Sebastian Rerak: Najgorszy film, jaki widziałeś?

Dominik "Domel" Stachyra: Z tych najgorszych, czyli fajnych, czy najgorszych-najgorszych?

 

W obu kategoriach.

Pomyślmy... "The Beach Girls and the Monster" jest całkiem uroczym filmem klasy Z. Tytuł mniej więcej odzwierciedla fabułę. Z kolei najgorszy w sensie absolutnym był na przykład ostatni "Alien". Ogólnie mało co z kina mi się ostatnio podoba.

 

Pytanie nie padło przypadkowo, bo wiem, że w poszukiwaniu sampli zdarza ci się przebrnąć przez długie godziny wątpliwych jakości produkcji. To najtrudniejsza część gry w zespole?

[śmiech] Właściwie już tego nie robię, przynajmniej nie wsłuchuję się tak w filmy, żeby wychwycić jakąś dobrą sentencję, która dobrze zabrzmi wyrwana z kontekstu. Co za tym idzie, sampli w nowych rzeczach pojawia się u nas mniej. Mam gdzieś na dysku spory zapas sampli o czarownicach i diabłach. Czasami podrzucam kolegom.

Jesteś szczególnie dumny z jakiegoś znaleziska?

I had to go to the Sabbath... Kojarzysz? Zaczerpnąłem to z "All the Colors of the Dark" czy jakoś tak, starego włoskiego horroru, w którym niewiele się dzieje. Nie ma co ukrywać, że sięganie po sample wzięło się ze zwykłego naśladownictwa. Electric Wizard czy Solace, mieli odpałowe cytaty ze starego kina, które mało kto zna, więc my też musieliśmy. Z drugiej jednak strony nieustannie takie wstawki miłuję i lepiej, gdy są niż ich nie ma. O! Przykładowo "The Creation of the Humanoids" poznałem, szukając, z jakiego filmu są te super sample na płytach Solace. Bardzo dobre B-klasowe kino science-fiction.

 

Jak w ogóle doszło do tego, że w Lublinie powstało w swoim czasie małe zagłębie stoner/doom? Coś było w lokalnej wodzie?

Jakiś ekstra wysiłek trzeba było w to włożyć, bo nikt nie wiedział, że takie rzeczy można grać i jak to robić. Miałem kiedyś audycję w lubelskim radiu, w której puszczałem stonery i kilka osób muzykujących dzięki temu udało mi się poznać. To, że było ich kilku, jest moim zdaniem zbiegiem okoliczności. Równie dobrze mogłoby to się zdarzyć w Rzeszowie, Rybniku, Sieradzu, Bydgoszczy czy Lesznie. Ot, ktoś zwrócił uwagę na takie kapele i zaczął wrzucać innych do pralki, następny to podłapał i tak to szło. Nie zapominajmy jednak, że zostały z tego dwie kapele na cały Lublin, a to, co po drodze odpadło, było nieliczne i nie miało dobrych nagrań.

 

Przeprowadzka do Warszawy wiąże się z nagłym przyspieszeniem tempa życia, ale chyba zyskał na tym także i zespół? Nagrywacie regularnie, sporo koncertujecie...

Tak się składa, że w Warszawie czasem są dobre klubowe koncerty, a w Lublinie nigdy. Przeprowadzka sprawiła, że nie musimy brać dwóch dni urlopu, żeby zagrać support przed jakimś godnym składem lub zorganizować coś z innymi tutejszymi kapelami. Wprawdzie nie takie były nasze osobiste motywy przy przeprowadzce, ale na pewno był to atut. Jest po prostu logistycznie wygodniej. Co się tyczy nagrań, to myślę, że mogliśmy ich zrobić więcej. Muzyka była dość prosta w konstrukcji i mogliśmy ją szybciej złożyć w całość. Stoner/doom metal to według mnie w ogóle najprostszy rodzaj muzyki - łatwiejszy od punk rocka, bo nawet nie trzeba szybko. Teraz gramy trochę bardziej skomplikowane rzeczy i trzeba nad nimi pracować dłużej i więcej. Po ostatnim albumie na następne wydawnictwo jeszcze będzie trzeba poczekać, ale jakaś połowa materiału już jest. Koledzy mogliby częściej płyty wydawać, to na pewno. Dla mnie osobiście kwestia komponowania to coś, co uwielbiam i mógłbym klecić nowe numery bez ustanku. Może dlatego mamy ich trochę powyżej średniej. Sporo utworów odpada nawet wówczas, gdy są całkowicie gotowe, z różnych powodów. Dziesiątki riffów leżą i czekają na swoją kolej.

Które z waszych wydawnictw zaproponowałbyś jako najlepsze wtajemniczenie dla kogoś, kto nie miał wcześniej styczności z Majorem?

Najchętniej zaproponowałbym ostatnią płytę - "Brace for Impact", ale to nie takie proste, bo gramy na niej trochę nie-wiadomo-co. Nie jest to doom, bo za szybkie i nie ten sound gitary, nie jest to stoner, bo za wiele się dzieje, nie jest to thrash, bo za wolne i heavy metal też nie, bo bez wyjca z mikrofonem się nie liczy. Myślę, że "Galactic Cannibalism" może być w sam raz dla tych, którzy lubią rzeczy konkretnie osadzone gatunkowo. A dla poszukujących nowych metod konstruowania muzyki - ostatni album.

 

Na jeszcze świeżym splicie z Dopelord, Weedpecker i Spaceslug można usłyszeć wasz utwór "The Mechanism". Ta kompozycja daje dobre pojęcie o tym, jakim zespołem jest Major AD 2019?

Już nie. W nowych rzeczach staramy się zastąpić nagłe, zwariowane zmiany na bardziej finezyjne rozwiązania. "The Mechanism" trochę różni się od utworów z ostatniej płyty, ale nagraliśmy go w tym samym czasie. Po prostu stwierdziliśmy, że najlepiej się będzie bronił jako odrębna całość, bo faktycznie jest trochę inny. Takie nasze Canada-wannabe. Jeszcze pewnie tak pogramy, ale nie w tej chwili.

 

Swoją drogą tytuł tego kawałka przypomina o metaforze, po którą czasem sięgasz - Major Konga jako maszyny niosącej zniszczenie. Wiadomo, "Doom Machine"... Pytanie tylko czy zawsze udaje wam się zmiażdżyć muzyką na żywo?

Kwestia bycia zmiażdżonym jest stricte subiektywna i raczej nie my powinniśmy się na ten temat wypowiadać. Zawsze się staramy, tyle mogę obiecać. Czasem są wypadki, może częściej wzloty. Sound mamy prosty do ukręcenia, bo to tylko trzy instrumenty. Do tego trochę pary w łapach i tyle. Nigdy nie będzie tak, że się spodoba każdemu, wszak nie ma wyjca z mikrofonem. Do tego ja sam wobec tego, co robię, jestem zawsze dość krytyczny. Moooże jakieś trzy koncerty w życiu miałem takie, że czułem, że to jest to.

 

Gdzie do tej pory grało się wam najlepiej?

Tutaj też musiałbym rozczłonkowywać temat. Tu był najlepszy odbiór, tu sound, tu szał na straganie, a tam daliśmy radę bez wyjebki. Jest też odrębna kategoria koncertów, na których coś się odjebało, na przykład ktoś z publiczności zapragnął zostać naszym nowym wokalistą, ktoś robił pompki na jednej ręce w kałuży piwa, ktoś wylądował twarzą w naszym pedalboardzie... W Europie wiele zależy od miasta i jego ekipy. W Paryżu na przykład ludzie się nie ruszają, a w Lilles wręcz przeciwnie. Nawet klub i jego klimat ma na to wpływ, bo w obrębie jednego miasta można zagrać koncerty dla zupełnie różnych ludzi.

 

Trasa w towarzystwie Weedpecker, Dopelord i Spaceslug to pewniak?

Nigdy nie zakładam, że coś jest pewniakiem, ale tutaj złej myśli nie jestem. Wszak to "wielka czwórka" [śmiech]. Nie wiem, kto to wymyślił, ale ma grzech.

 

Co z kolei po trasie? Planujecie kolejną wizytę w studiu w tym roku?

Planujemy dążyć do tego, żeby mieć materiał godny nagrania, a czy będzie to w tym roku, czy przyszłym - trudno powiedzieć. Dużo pracy za nami, drugie tyle przed nami, a czasu wiecznie na wszystko mało w tej Warszawie [śmiech].

 

Wiem skądinąd, że na waszych prywatnych playlistach wysoko plasują się takie nazwy jak Voivod, Coroner czy Melvins. Jest szansa, że w kolejnych nagraniach pojawi się więcej zgoła nie-stonerowych wpływów?

Ja myślę, że one już zupełnie nas zdominowały. Jak bym miał wskazać, czego będzie najwięcej, to chyba Iron Maiden. Handluj z tym!

 

Brzmi obiecująco. Konsekwentnie pozostaniecie DIY czy poszukacie wydawcy?

Nie sądzę, żebyśmy się zdobyli na jakieś intensywne poszukiwania. Dopóki wydawca nie jest naprawdę duży lub naprawdę kultowy, to prosperowanie na własną rękę ma wystarczająco dużo dobrych stron, żeby warto było się w to bawić.

 

Wytwórnia płytowa to dziś wyłącznie dawca marki?

Lub możliwości, gdy pomaga ci grać trasy lub festiwale. W kwestii sprzedaży płyt się na tym jednak nie zyskuje.

 

Wracając jeszcze do twojej audycji... Masz poczucie, że dołożyłeś nią pewną cegiełkę do edukacji w narodzie?

W tamtym czasie robiłem dość intensywny research nowych rzeczy i można faktycznie było posłuchać u mnie czegoś nowego po raz pierwszy. Były nawet jakieś młode polskie kapele, które się obrażały, jak ich nie chciałem zagrać. Coś tam się w temacie działo. Ogólnie jest tak, że większość ludzi słuchających stonerów to szperacze i lubią sięgać po nowe rzeczy i o nich pogadać. Dzięki temu miałem target i poznawałem nowych ludzi. Wówczas było to ekstremalnie kameralne, ale dziś nie byłoby lepiej, bo tradycyjne radio to totalny przeżytek. Konkludując, traktuje epizod radiowy jako miłą ciekawostkę, a nie żadne przełomowe zjawisko.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive