Soundrive Live

Zakon Świętej Agaty. Hollywoodzki koszmarek

 

Wampiry przez wiele lat dominowały w filmie grozy, zdetronizowały je dopiero żywe trupy, ale ich zmartwychwstałe ciała zaczęły już gnić. Pojawił się więc wakat na tronie i co rusz wokół któregoś z dobrze przyjętych horrorów powstają kopie pompujące popularność na przykład klaunów (to zasługa Andresa Muschiettiego) czy ostatnio zakonnic.

Przykładem takiego pasożytniczego filmu jest "Zakon Świętej Agaty", którego scenariusz skonstruowano na bazie niezliczonych gatunkowych schematów. Nie warto nawet tego wszystkiego wymieniać, każda scena naznaczona jest wtórnością, a w dodatku stojący z nimi Darren Lynn Bousman po tych wszystkich latach nadal ma słabość do taniego szokowania, z jakiego stał się znany za sprawą wyreżyserowania "Piły" - od części drugiej do czwartej. Jest tu odrobina gore, jest kilka paskudztw pokroju zjadania własnych wymiotów i przede wszystkim jest niedosyt, bo gdyby Bousman nie był takim kabotynem, moglibyśmy otrzymać przynajmniej solidny (choć jest to słowo przewrotnie wskazujące na słabość, a nie siłę filmu) horror, na korzyść którego przemawiałaby przede wszystkim atmosfera.

Reżyser ma świadomość, że nic nie wystawiłoby go na dotkliwszą krytykę niż nadmiar dzisiaj już powszechnie znienawidzonych jump scare'ów i niemalże całkowicie wyrugował te tanie chwyty z "Zakonu Świętej Agaty". Jump scare'u samego w sobie nie należy jednak demonizować, trzeba mieć natomiast świadomość, że z gwałtownym przestraszeniem widza wiąże się przyniesienie mu ulgi, a więc napięcie zostaje wyzerowane i trzeba je budować od początku. Tutaj zachowana zostaje ciągłość, emocje są kumulowane, dzięki czemu finał ma szanse wywołać silniejsze emocje niż ostatnie sceny koszmarków typu "Ouija" albo "Krucyfiks". Ma szanse, o ile jest na niego pomysł, a tego już Bousmanowi zabrakło.

Bezdyskusyjnie najlepszą robotę wykonał Mark Sayfritz - kompozytor bez większych sukcesów w świecie filmu, za to z udanymi współpracami z między innymi A Tribe Called Quest, niemalze legendarny producentem drum'n'bassu, Goldiem czy Ianem Brownem z The Stone Roses. Zdarza się, że sięga po bezpieczne "hałasowanie", które do horroru zawsze będzie pasować, ale utwory skomponowane między innymi na wokal brzmią fenomenalnie i nawet w oderwaniu od wydarzeń rozgrywających się na ekranie potrafią wywołać ciarki.

 

Forma przyćmiewa treść, ale nie dlatego, że stoi na aż tak wysokim poziomie, a dlatego, że na treść składają się banały pokroju retrospekcyjnych scen ukazujących straszliwą przeszłość głównej bohaterki, policja współpracująca z okrutnymi zakonnicami czy wreszcie zwrot akcji, na umotywowanie którego nie było żadnego pomysłu, więc postanowiono na... łapówkę. Najwidoczniej pieniądze faktycznie są w stanie rozwiązać każdy problem. Nie ma tu żadnej zagadki, nie ma postaci, których motywacje nie byłyby wyłożone w pierwszych minutach, nie ma niczego ponad ładnie opakowanego średniaka.

"Zakon Świętej Agaty" mimo bardzo wielu wad, stoi na nieco wyższym poziomie niż standardowy, tworzony hurtem, hollywoodzki horror. To zjadliwa rozrywka, którą lepiej jednak obejrzeć jednym okiem po ciężkim dniu w pracy, niż poświęcać jej sto procent uwagi podczas seansu kinowego.


Zakon Świętej Agaty

Tytuł oryginalny: St. Agatha

USA, 2018

The Outside Writers

Reżyseria: Darren Lynn Bousman

Obsada: Sabrina Kern, Carolyn Hennesy
2/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive