Soundrive Live

Aquaman

 

"Aquaman" to film przedziwny i to w podwójnym znaczeniu. Do czynienia mamy tutaj z niezwykłościami, które wynikają z intencji twórców, ale sporo jest taki takich, które są efektem braku odgórnego pomysłu na to, czym ta produkcja ma ostatecznie być.

Filmowe uniwersum DC to dziwny twór, w którym od samego początku panuje jeden wielki bałagan i chyba nie panują nad nim nawet jego włodarze. Początkowo nic nie wskazywało na nadchodzącą katastrofę. Co prawda "Człowiek ze stali" zebrał dość mieszane opinię, ale mimo wszystko został przyjęty raczej ciepło. W przeciwieństwo do "Batman v Superman", który został zjedzony przez krytykę. Potem nastąpił równie nieudany "Suicide Squad". Zaczęło być jasne, że DC próbuję w przyspieszonym tempie zbudować to, co Marvelowi zajęło prawie dekadę. Pozytywnym zaskoczeniem okazała się "Wonder Woman", a szczególnie przeurocza Gal Gadot w roli tytułowej. Jednak już "Liga sprawiedliwości" dała nam dość prosty wzór, według którego tylko solowe filmy DC nadają się do oglądania. Czy to oznacza, że najnowszy "Aquaman" także zalicza się do tej lepszej kategorii? W tym wypadku odpowiedź jest bardziej skomplikowana.

 

Fabuła filmu jest z jednej strony bardzo prosta, a z drugiej napakowana dziwnymi atrakcjami. Główna oś to wariacja na temat odwiecznej historii o królewskim bękarcie, który odrzuca swoje korzenie, ale ostatecznie musi wrócić po należny mu tron. Aquaman jest synem królowej podwodnej krainy i zwykłego latarnika, którzy swoją miłością połączyli dwa nieznane sobie światy. Ich syn po latach został superbohaterem i strzeże spokoju na morzach i oceanach, nie chcąc mieć nic wspólnego z królestwem Atlantydy. Okazuje się jednak, że jego królewski brat chce zjednoczyć wszystkie podwodne armie i rzucić wyzwanie światu na powierzchni. Aby go powstrzymać, Aquaman musi zdobyć trójząb pierwszego króla Atlantydy i udowodnić, że jego godny bycia jego następcą.

Powyższy opis brzmi już wystarczająco kiczowato, a należy dodać, że duża część fabuły przypomina "Skarb narodów" lub "Kod Leonardo da Vinci" i przedstawia bohaterów rozwiązujących prastare zagadki w różnych zakątkach globu. Gdzieś tam jeszcze prześwituje podwodna geopolityka i okrutny pirat, który przysiągł sobie zemstę na Aquamanie. To naprawdę wystarczy, aby z fabuły zrobić chaotyczny śmietnik, a sprawie na pewno nie pomagają jedne z najgorzej napisanych dialogów, jakie miałem okazję słyszeć w tym roku. W tym wypadku na ratunek przychodzi bardzo dobra obsada aktorska. Jason Momoa jest po prostu urodzony do tej roli i wypada niezwykle naturalnie, a ekipa w postaci Amber Heard, Patricka Wilsona, Nicole Kidman, Willema Dafoe (ten chyba wolałby być gdzie indziej), a nawet Dolpha Lundgrena umiejętnie mu wtóruje. Nie od dziś wiadomo, że nawet największa głupota wypowiedziana ładnie nie boli aż tak mocno.

 

W strefie audio-wizualnej "Aquaman" także jest bardzo ciężki do jednoznacznej oceny. Z jednej strony często mamy do czynienia z naprawdę koszmarnym CGI, przy którym nawet nie postarano się o choćby delikatne zatuszowanie używania greenscreenu. Widać to zwłaszcza przy scenach z udziałem większej liczby aktorów, na przykład wtedy, gdy mamy okazję oglądać Atlantów ujeżdżających wodne stworzenia. Wiem, że uniwersum DC ogólnie ma problemy z efektami komputerowymi w swoich filmach, ale tym razem przebiło samo siebie. Natomiast z drugiej strony jest to film, który potrafi wprawić widza w osłupienie za sprawą wykreowanej wizji podwodnych krajobrazów i architektury. Niezwykle kolorowe, wykręcone i pomysłowe projekty to jeden z największych atutów. Tak naprawdę warto obejrzeć film choćby dla nich. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z wielkim bałaganem, który dodatkowo potęgują dziwne wyboru związane ze ścieżką dźwiękową. Jedną z największych (mocno wyśmiewanych w sieci) zagadek jest tu wybór dziwnego coveru "Africa" w wykonaniu Pitbulla.

"Aquaman" to film stanowiący wyzwanie w kwestii wystawienia oceny. Wypełniony jest wręcz nieprzyzwoitą liczbą scenariuszowych głupot, drętwych dialogów i marnych komputerowych efektów. Jednak w trakcie seansu nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że cała ekipa była tego doskonale świadoma i po prostu zbytnio się tym nie przejmowała. Przez to trudno podchodzić do filmu inaczej niż do wysokobudżetowego kina klasy B (piękny oksymoron), podczas oglądania którego należy skupić się na dobrej zabawie, bo tej jednak otrzymujemy całkiem sporo. Ot taki bardziej widowiskowy ekwiwalent filmu oglądanego na TV Puls w czasie przerwy między kolejnymi świątecznymi posiłkami.


Aquaman

USA, 2018

Warner Bros.

Reżyseria: James Wan

Obsada: Jason Momoa, Amber Heard, Willem Dafoe

3/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2019 Soundrive