Soundrive Live

Goblin Slayer, S01E01-04

 

Jesień 2018 nie jest mocnym sezonem dla japońskiej animacji. Trudno z nowych tytułów wyłuskać coś naprawdę wartego uwagi, ale z jakiegoś przedziwnego powodu "Goblin Slayer" choć do bólu wtórne, z odcinka na odcinek przyciąga coraz szersze grono stałych odbiorców. Dlaczego? Chyba wyłącznie przez słabość do prostych, ludycznych doznań.

Nikogo nie trzeba już chyba przekonywać, że jeżeli coś jest animowane, to nie znaczy jeszcze, że zostało stworzone z myślą o dzieciach. Przy okazji "Goblin Slayer"warto to jednak przypomnieć, bo chociaż kadry z cukierkowatymi postaciami mogą wyglądać uroczo, to zawartość jest wyjątkowo brutalna. Po dziesięciu minutach mamy już bandę martwych nastolatków, z którymi gobliny rozprawiają się w sposób okrutniejszy niż Jason Voorhees, a w dodatku jedna z dziewczyn zostaje zgwałcona przez zielone, zdziczałe paskudztwa... Za nic, absolutnie za nic nie pokazujcie tego dzieciom!

 

Wyjściowe założenie jest banalnie proste - połączenie kolorowego świata fantasy rodem ze "Slayers" (w Polsce znani jako "Magiczni wojownicy") z niebezpiecznym światem fantasy w stylu "Berserk" i doprawienie tego słodko-gorzkiego świata elementami ecchi. Rezultat jest tak specyficzny, że odnaleźć się w nim mogą wyłącznie weterani anime, którzy niejedno dziwactwo już widzieli. Po czterech odcinkach nie jestem jednak pewien, czy warto podejmować próbę odnajdywania się w tej historii...

"Historia" to nawet za dużo powiedziane. Streszczeniem fabuły jest już sam tytuł - mamy do czynienia z zabójcami goblinów, a wszystko kręci się wokół... zabijania goblinów. Można wręcz odnieść wrażenie, że któregoś dnia ktoś rzucił pomysłem: A gdyby tak stworzyć naprawdę brutalną historię osadzoną w klimacie fantasy? Na co współpracownicy zaczęli wymieniać wszystkie te "gry o tron" i innej "wiedźminy", więc szybko padło: Dobra, ale u nas będą gobliny i... będą gwałcić. Charakter tych gwałtów (właściwie jednego, na którym zdaje się bazować cała promocja serialu...) jest jednak intencjonalnie odrealniony, przypomina wszystkie te dziwaczne anime z kosmicznymi mackami wtykanymi gdzie popadnie, co zdaje się być swoistym fanserwisem dla zwolenników odczłowieczonych fetyszy, którego prawdziwą funkcją jest wywołanie kontrowersji i zwrócenie uwagi publiczności. Te dziesięć szokujących (przynajmniej dla mniej obytych z anime widzów) minut nie ma jednak kontynuacji w kolejnych odcinkach. Dominuje w nich... nuda.

Trudno interpretować fenomen "Goblin Slayer" inaczej, niż jako efekt skutecznej kampanii marketingowej. To anime o do bólu sztampowej fabule i postaciach tworzonych od kalki, pełne nudnych dialogów, nieciekawie animowanych scen akcji i paskudnych teł. Można jednak podejść do tej produkcji w sposób dający odrobinę satysfakcji. Należy ją potraktować w identyczny sposób, jak niegdyś argentyńskie podróbki "Conana", na przykład "Łowcę śmierci", "The Warrior and the Sorceress" czy przede wszystkim "Królową barbarzyńców". To identyczny poziom absurdu, z którego nie da się wyczytać, czy został stworzony z premedytacją, czy jest wynikiem niewytrenowanej fantazji. Niewątpliwie dostarcza natomiast doznań rozrywkowych jako swoiste "guilty pleasure". Czy tyle wystarczy, żeby wytrzymać do finału pierwszego sezonu? Sądząc po wysokich notach w większości serwisów, odpowiedź wielu widzów będzie twierdząca. Dla mnie te cztery odcinki są jednak w zupełności wystarczające.


Goblin Slayer

Japonia, 2018

White Fox

Reżyser: Takaharu Ozaki

Obsada: Yuichiro Umehara, Yui Oguri

1,5/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive