Soundrive Live

HMLTD: Kochamy polskie zespoły z lat 80.

 

HMLTD nie da się w żaden sposób skategoryzować. Nie ma ram, w których można by ich zamknąć. Muzycznie czerpią ze wszystkiego, a jeśli chodzi o ubiór, to nigdy nie wiadomo, w czym pojawią się na scenie. Zaskakują za każdym razem. Na ich koncert polska publiczność raczej nie była przygotowana, ale reakcje okazały się na tyle pozytywne, że spokojnie można uznać ten występ za jeden z najlepszych na tegorocznej edycji Soudrive Festival.

Barbara Skrodzka: To wasza pierwsza wizyta w Polsce, jesteście podekscytowani? Bo ja bardzo, widziałam was już wcześniej i zastanawiam się, jak zareaguje polska publiczność.

Zac Cazes: Jesteśmy bardzo podekscytowani.

 

James Donovan: Gdzie nas wcześniej widziałaś?

 

Na Eurosonic, w ubiegłym roku.

ZC: Wydaje mi się, że jesteśmy odbierani całkiem dobrze w miejscach, gdzie nie gra zbyt wiele zespołów ekstrawaganckich, zarówno w kontekście muzyki, jak i ubioru. Byliśmy w Kolumbii i były to bardzo udane koncerty. Mam wrażenie, że tamtejsi ludzie faktycznie sprawdzili naszą muzykę. Jesteśmy podekscytowani mogąc tu grać.

 

JD: Polska ma świetną historię punk rocka.

 

ZC: Kocham polskie zespoły z lat 80.

 

JD: Lata 80. to czas, kiedy w Polsce były komunizm i Solidarność. Byłem w Muzeum Solidarności, wiele się dowiedziałem i jesteśmy szczęśliwi, że możemy zagrać w tym historycznym miejscu.

Zac, dla ciebie to nie jest pierwsza wizyta w Polsce.

ZC: Kiedy byłem w liceum, pojechaliśmy na wycieczkę historyczną. Odwiedziliśmy wszystkie ważne miejsca z czasów wojny, takie jak Warszawa czy Auschwitz. Widzieliśmy wiele mrocznych zakątków, które musisz odwiedzić, żeby zrozumieć historię Europy Wschodniej. To inne doświadczenie Polski, bardzo mroczne, a to dzisiejsze będzie znacznie lepsze.

 

Widziałam, że będziecie grać trasę po Anglii razem z Shame. Występowali kilka razy w Polsce. Dlaczego zdecydowaliście się na wspólne występy?

ZC: W Londynie są małe kluby, w których grają mniejsze punkowe zespoły. Ponieważ tych miejsc nie ma za dużo, to wszystkie zespoły grają razem w tym samym miejscu albo chodzą na koncerty innych zespołów. Dorastaliśmy razem z Shame, graliśmy też razem koncerty, na przykład na festiwalu we Francji. Dogadujemy się bardzo dobrze, mimo że nasze style muzyczne i sposób ubierania się są inne. Wydaje mi się, że wspólne koncertowanie będzie nie tylko dobrą zabawą dla nas, ale także dla publiczności.

 

Mieliście pewne problemy podczas trasy - kiedyś jeden z was musiał ratować się ucieczką, a na lotnisku w Stanach zostaliście wzięciu za terrorystów. O co chodziło?

ZC: Kiedy lecieliśmy do Kolumbii, musieliśmy zatrzymać się w Houston - mieliśmy tam przesiadkę, a ja miałem na sobie pewną koszulkę. Zupełnie zapomniałem, że mam ją na sobie. To była jedna z tych śmiesznych, chińskich koszulek, a na dole miała napis: "400 million dead cops". Kiedy podszedłem do osoby, która sprawdzała paszporty, zapytał mnie: Dlaczego nosisz koszulkę z tym napisem? Czy chcesz uśmiercić czterysta milionów policjantów? Ja na to: Nie, to jest tylko koszulka z takim żartem. Zapomniałem, że mam ją na sobie. Nie chcę uśmiercić czterystu milionów policjantów. A on znowu pyta: Dlaczego uważasz, że martwi policjanci są śmieszni? Przez pięć minut czepiał się o tę koszulkę, aż w końcu pozwolił mi przejść. Mieliśmy pewne problemy z osobami, którym nie podobało się to, jak się ubieramy, biorącymi nas za dziwaków, ale koniec końców nie mieliśmy aż tak dużo kłopotów z tym związanych. Nawet w miejscach, gdzie mogłabyś przypuszczać, że będziemy mieli problemy, jak Kolumbia czy Rosja. To było tylko kilka incydentów. Myślę, że niektórzy ludzie mają większe problemy niż my.

JD: To były zawsze miejsca, gdzie oczekiwaliśmy, że może nam się coś przydarzyć. Trochę się obawialiśmy, gdy jechaliśmy do Rosji, Kolumbii czy Polski. Na miejscu okazywało się, że ludzie są bardzo przyjacielsko nastawieni. Jest wiele propagandy w mediach, zwłaszcza jeśli chodzi o Rosję i Europę Wschodnią, przez co można spodziewać się, że ludzie będą bardzo brutalni. My tego nie odczuliśmy.

 

ZC: Prawdopodobnie takie problemy istnieją dla ludzi, którzy mieszkają w tych miejscach i muszą tam żyć na co dzień, ale kiedy odwiedzaliśmy te kraje, byliśmy chronieni. Mieszkaliśmy w pewnego rodzaju bańce, w pięciogwiazdkowym hotelu w centrum miasta... Może nie pięciogwiazdkowym, ale jeśli jesteś w hotelu w centrum miasta, to nie widzisz, jak naprawdę wygląda życie w tych miejscach. Było kilka incydentów, ale nie powiedziałbym, że to jest nasz główny problem.

 

Graliście też z Pussy Riot.

JD: Tak, to było fantastyczne. Poznaliśmy Nadię, która rozważała spędzenie roku w gułagu na Syberii. Była naprawdę słodka.

 

ZC: Poznaliśmy też niesamowity zespół z Bogoty [House of Tupamaras - przyp. red.]. Rozmawiałem z nimi po koncercie, oprowadzali mnie po mieście przez kolejne kilka dni. Pracuję też nad muzyką, którą mam zamiar im wysłać i może w przyszłości moglibyśmy nad czymś wspólnie pracować. Może będzie to złe, może będzie świetne. Nie wiadomo.

 

Super! Nadal kupujecie swoje ubrania w sklepach z odzieżą używaną i na eBay'u?

ZC: W wielu różnych miejscach. Henry kupuje zazwyczaj przez eBay'a. Kupujemy też w ciucholandach, ale tam możesz zazwyczaj znaleźć jedną lub dwie dobre rzeczy, a reszta się nie nadaje, nie pasuje. Zazwyczaj można znaleźć dobre rzeczy podczas wyprzedaży kostiumów teatralnych. W znacznej mierze z tych miejsc mamy nasze ubrania.


NAJNOWSZE WYWIADY

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive